Reklama

Reklama

Zamach w centrum Stambułu. Erdogan wskazuje winnych

Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan wskazał we wtorek bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) jako odpowiedzialnych za zamach bombowy, w którym w historycznej dzielnicy Stambułu zginęło 11 osób. Zapowiedział walkę z terrorystami "do końca".

"To nie nowość, że organizacja terrorystyczna (określenie na PKK) organizuje swoje ataki w miastach" tureckich - powiedział Erdogan dziennikarzom na koniec wizyty w szpitalu, gdzie odwiedził rannych.

"Nasza walka z terroryzmem będzie kontynuowana do końca, do zniszczenia" - kontynuował. Oświadczył, że "takiego ataku nie da się wybaczyć" i zapewnił, że zostały podjęte wszelkie niezbędne kroki, ponieważ "musimy być gotowi na każdy ewentualny" akt terroru.

Reklama

Jedenaście osób zginęło, a 36 odniosło obrażenia w wybuchu samochodu pułapki niedaleko stambulskiego Starego Miasta. Atak, którego sprawcy na razie nie są znani, był według miejscowych władz wymierzony w pojazdy z policjantami. Polskie MSZ podało, że na razie brak informacji, by wśród rannych i ofiar śmiertelnych byli obywatele naszego kraju.

Zamach w Stambule potępił ambasador USA w Turcji. Podkreślił, że Stany Zjednoczone stoją "ramię w ramię" ze swoim sojusznikiem w NATO w walce z terroryzmem.

"Jestem głęboko zasmucony barbarzyńskim atakiem w Stambule. Takiej bezsensownej przemocy nie da się nigdy wytłumaczyć w żaden sposób" - napisał na Twitterze John Bass.

W Turcji od wielu miesięcy obowiązuje stan podwyższonego pogotowia w związku z serią ataków przypisywanych Państwu Islamskiemu (IS) lub wiązanych ze wznowieniem konfliktu kurdyjskiego. Operacje tureckiej armii w wielu miastach południowo-wschodniej Turcji, zamieszkanej głównie przez ludność kurdyjską, spowodował exodus mieszkańców.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy