Reklama

Reklama

Żałoba narodowa w Belgii. Wciąż są rodzice, którzy nie wiedzą, czy ich dzieci żyją

W autobusie, który rozbił się w tunelu w południowej Szwajcarii, było jedno dziecko narodowości polskiej. Chłopiec przeżył katastrofę, ale jest ranny - informuje korespondentka RMF FM. W sumie zginęło 28 osób, w tym 22 dzieci w wieku 11-12 lat. Wciąż nie udało się potwierdzić tożsamości wielu zabitych. Są więc rodzice, którzy wciąż nie wiedzą, czy ich dzieci żyją. Belgijskie władze ogłosiły jednodniową żałobę narodową.

Belgijskie służby nie mają jeszcze oficjalnej listy zabitych. Jak informuje premier Elio di Rupom, w autokarze było 10 dzieci holenderskich, które uczyły się w belgijskich miastach Lommel i Heverlee oraz jeden Niemiec.

Reklama

W Genewie jest już samolot z rodzinami osób poszkodowanych w wypadku. Na pokładzie są zarówno bliscy tych, którzy zginęli, jak i dzieci rannych w wypadku. W sumie obrażenia odniosło 24 uczniów. Większość z nich ma urazy wielonarządowe. Ich stan jest poważny - przyznają w rozmowach z dziennikarzami lekarze pogotowia. Trójka dzieci jest w śpiączce.

Kierujący akcją ratunkową Jean-Pierre Deslarzes opowiadał o bardzo trudnej pracy ratowników medycznych. Byli w szoku, niektórzy nie byli w stanie powstrzymać łez. Jak powiedział, nawet najbardziej zahartowani ratownicy byli wstrząśnięci wypadkiem, w którym po raz pierwszy było tak wiele dzieci wśród ofiar.

Akcja ratownicza trwała całą noc. Rannych transportowano do szpitali helikopterami i karetkami.

- To tragiczny dzień dla całej Belgii - powiedział premier tego kraju Elio di Rupo. Król Belgów Albert II oświadczył, że kieruje swoje myśli ku tym, którzy zginęli i ich rodzinom. Parlament szwajcarski uczcił minutą ciszy w środę rano pamięć ofiar wypadku.

Wracali z obozu narciarskiego

We wtorek późnym wieczorem autokar wiozący 52 osoby uderzył w ścianę tunelu w kantonie Valais (niem. Wallis) na autostradzie w południowej Szwajcarii. Zginęło sześć osób dorosłych, w tym dwóch kierowców, oraz 22 dzieci w wieku 11-12 lat. Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną wypadku.

Autokarem podróżowali uczniowie dwóch szkół w prowincjach Limburgia i Brabancja w autonomicznym belgijskim regionie Flandrii. Dzieci wracały z obozu narciarskiego w Val d'Anniviers w Szwajcarii. Był to jeden z trzech pojazdów wynajętych na wyjazd uczniów. Dwa pozostałe dojechały bezpiecznie do Belgii.

Ze wstępnych informacji przekazanych przez śledczych wynika, że w tunelu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 100 km/godz., autobus wpadł na ścianę z prawej strony, a potem uderzył czołowo w betonową ścianę - część zatoki ratunkowej. Jak relacjonuje agencja AFP, autobus wjechał na autostradę i dwa kilometry dalej znalazł się w tunelu; z niewyjaśnionych powodów został zniesiony na prawo.

Wydaje się - relacjonuje BBC - że przejechał długi odcinek wzdłuż prawej ściany tunelu, zanim uderzył czołowo w ścianę. Czoło autobusu uległo zniszczeniu, co sprawiło, że ludzie w środku zostali zablokowani i nie mogli wyjść. - To niezrozumiałe. Były trzy autobusy i tylko jeden miał wypadek, nie stykając się z żadnym innym pojazdem - powiedział szef MSZ Belgii Didier Reynders.

Prokurator Elsig wyjaśnił, że autobus był prawie nowy i był wyposażony w pasy bezpieczeństwa. Z kolei belgijski minister transportu Melchior Watheler poinformował, że autokar był z 2002 roku, a jego właściciel, firma Toptours, ma "doskonałą reputację i zawsze przestrzegała zasad bezpieczeństwa".

BBC podaje, że w tunelu nie było dużego ruchu w chwili wypadku i warunki jazdy nie odbiegały od normy.

Kondolencje płyną z całego świata

Do Belgii napływają kondolencje od szefów państw i rządów. Szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso złożył belgijskiemu premierowi wyrazy głębokiego współczucia, nazywając wypadek "tragicznym wydarzeniem".

"Najszczersze wyrazy smutku i współczucia" przekazał na ręce di Rupo premier Donald Tusk. Kondolencje złożył prezydent Francji Nicolas Sarkozy.

Parlament Europejski uczcił pamięć ofiar wypadku minutą ciszy. - Jesteśmy wstrząśnięci. (...) Każdy z nas na sali, kto ma dzieci może wyobrazić sobie, co czują rodzice - powiedział przewodniczący PE Martin Schulz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy