Reklama

Reklama

Zabójstwo i porwanie 9-latki. Polityczna przepychanka wokół sprawcy

​Wbrew wcześniejszym doniesieniom polski recydywista - domniemany sprawca porwania, zgwałcenia i zabójstwa 9-latki w Calais - nie miał zakazu pobytu na terytorium Francji. Prokuratura w Boulogne-sur-Mer przyznała, że francuscy sędziowie popełnili błąd - nałożyli na polskiego kryminalistę zakaz, który według prawa był nieważny.

Szef francuskiego MSW Bernard Cazeneuve oświadczył, że rozmawia z polskimi władzami, żeby ustalić, w jaki sposób polskiemu recydywiście udało się złamać zakaz przyjazdu do Francji. Co ważne - Cazeneuve o tym nie wspomniał - w praktyce nie obowiązywał on Polaka.
Pięć lat temu francuscy sędziowie, którzy sądzili kryminalistę z naszego kraju wydali wyrok, który - jak przyznała prokuratura w Boulogne-sur-Mer - został unieważniony, bo był sprzeczny z obowiązującym prawodawstwem. To ostatnie umożliwia wprawdzie zakazanie kryminalistom powrotu na terytorium Francji, ale nie w przypadku takich "pospolitych przestępstw",  jak wtargnięcie z nożem do domu starszej kobiety, w celu dokonania kradzieży pieniędzy. A za to Polak był sądzony i skazany na sześć lat więzienia, z którego został zwolniony przedterminowo. Prokuratura w Bulogne-sur-Mer podkreśla, że nie chodzi tu o bagatelizowanie napadu na 78-letnia kobietę, tylko stwierdzenie, ze francuscy sędziowie naruszyli ściśle określone procedury prawne. Według obserwatorów są więc dwa możliwe powody zachowania szefa francuskiego MSW - albo dysponuje błędnymi informacjami, albo kieruje się motywami politycznymi. Może chcieć zasugerować w ten sposób, że część odpowiedzialności za szokującą zbrodnię ponosi polski wymiar sprawiedliwości, nie wspominając w ogóle o błędzie popełnionym przez francuskich sędziów.

Porwał dziewczynkę, bo spryskała go wodą

Reklama

Polak podejrzany o porwanie, zgwałcenie i zabicie 9-letniej dziewczynki koło Calais we Francji przyznał się w czasie przesłuchań do winy. Ogłosił to prokurator z Boulogne-sur-Mer Jean-Pierre Valensi, według którego mężczyzna "potwierdził swój udział w doprowadzeniu do śmierci dziecka" .

Według prokuratury w Boulogne-sur-Mer, 38-letni Polak to recydywista, który został już dwa razy skazany we Francji. 11 lat temu za wyłudzenie pieniędzy przy użyciu siły i kradzież, a następnie pięć lat temu za to, że wtargnął do domu 78-letniej kobiety. Zaledwie rok temu - po wyjściu z francuskiego więzienia - Polak został wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości na mocy europejskiego nakazu aresztowania, który został wystawiony pod zarzutem włamań dokonanych w 2000 roku w Warszawie.

Polak twierdzi, ze znalazł się we Francji przejazdem, bo jechał do siostry, która mieszka w Wielkiej Brytanii. Był pod wpływem alkoholu. Zeznał, że porwał 9-latkę, kiedy ta spryskiwała go dla zabawy wodą z pistoletu-zabawki. Mężczyzna pił piwo obok jej domu. Dalsze szczegóły są jeszcze nieznane. Według prokuratury, Polak usłyszy prawdopodobnie zarzuty porwania, zgwałcenia i zabicia osoby niepełnoletniej.

Dziewczynka została porwana w środę po południu. Dziecko bawiło się z rówieśnikiem koło domu, w którym znajdowała się jej matka. Ta ostatnia - podobnie jak sąsiedzi - usłyszała w pewnym momencie krzyk córki i ruszający z piskiem opon samochód. Kiedy wybiegła z domu - było już za późno. Według świadków, mężczyzna zaciągnął siłą dziecko do czerwonego samochodu i pospiesznie odjechał.

Kilka godzin później policja odnalazła ciało rozebranego dziecka w lesie koło portu w Calais. W pobliżu stał czerwony samochód z polskimi numerami rejestracyjnymi. Na zwłokach 9-latki odkryto liczne zadrapania i ślady uduszenia.

- Nie istnieją żadne słowa, które byłyby odpowiednie, by określić ból i cierpienie rodziny zabitej dziewczynki - oświadczył premier Francji Manuel Valls. - Chciałbym wyrazić naszą solidarność z nimi. Mamy obowiązek wobec tej rodziny ustalenia całej prawdy i zrozumienia tego, co się zdarzyło - podkreśli szef francuskiego rządu.

(mn)

Marek Gładysz



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy