Reklama

Reklama

Wypowiedź Angeli Merkel to sygnał bezsilności?

Oznaka bezradności czy kompromis konieczny do powstrzymania rozlewu krwi? Niemiecka prasa dwuznacznie odbiera wypowiedź Angeli Merkel, że zakończenie wojny w Syrii wymaga zaangażowania prezydenta Baszara el-Asada.

Kanclerz Niemiec powiedziała, że mierząc się z kryzysem migracyjnym, Zachód musi zająć się przyczynami, dla których tysiące ludzi decydują się opuścić własny kraj i wędrować do Europy. Krwawa wojna domowa w Syrii należy do głównych przyczyn tej ludzkiej fali i dlatego zdaniem Merkel trzeba zaprosić do rozmów znienawidzonego przez Zachód Asada - pisze "Frankfurter Allegemeine Zeitung".

Zdaniem dziennika taka zmiana w stanowisku szefowej rządu Niemiec "wygląda raczej na sygnał bezradności i bezsilności niż na genialne posunięcie na szachownicy, które w historii mogłoby się zapisać jako 'plan Merkel'".

Reklama

"FAZ" zastanawia się jednocześnie, czy nie jest to kolejny z serii sygnałów świadczących o tym, że Zachód jest gotów do ściślejszej współpracy z Rosją, na czym - przynajmniej przez jakiś czas - mógłby skorzystać Asad, wspierany przez Kreml. "Zwiększając obecność wojskową Moskwy w Syrii, (rosyjski prezydent Władimir) Putin podwyższa cenę (za osiągnięcie takiego kompromisu). Miejmy nadzieję, że pewnego dnia nie będzie musiała jej zapłacić Ukraina" - podkreśla "FAZ".

"Sueddeutsche Zeitung" w komentarzu zauważa, że wypowiedź Merkel spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem Rosji i Asada, a wszczęcie rozmów z syryjskim dyktatorem byłoby - zdaniem dziennika - złą decyzją "zarówno pod względem politycznym, jak i moralnym".

Większe zdecydowanie wymusiły na Niemczech i ich sojusznikach "niezniszczalność Asada i taktyka Putina", jednak ostatecznym impulsem do działania stała się wielotysięczna rzesza uchodźców zmierzających do Europy - ocenia gazeta. "Wcześniej po cichu pogodziliśmy się już z nierozwiązywalnością syryjskiego konfliktu, ale potem stanęliśmy w obliczu jej skutków. Z Asadem trzeba rozmawiać, ale nie wolno przy tym przemilczać, że robimy to przede wszystkim dla własnego świętego spokoju" - podkreśla "SZ".

"Die Welt" zauważa z kolei, że przez zmianę kursu w sprawie Asada Merkel jest obecnie osamotniona wśród swych sojuszników. Zarówno USA, Wielka Brytania jak i Francja zachowują nadal znacznie większy dystans do syryjskiego prezydenta i wykluczają, by jego rola w uregulowaniu zbrojnego konfliktu mogła być długoterminowa. "Takiego ograniczenia nie słychać u Merkel" - zaznacza gazeta. Różnice w podejściu mogą nawet - zdaniem "Die Welt" - zagrozić relacjom na linii Paryż-Berlin.

Według "Westfaelische Nachrichten" Merkel, mówiąc o konieczności zaproszenia Asada do rozmów, "naruszyła tabu", ale dialog zamiast konfrontacji jest konieczny w obliczu "losu uchodźców i braku perspektyw w Syrii". "Inicjatywa Merkel jest śmiała (...). To dokładnie ten sam kurs, jaki obrała w kwestii kryzysu na Ukrainie" - podkreśla regionalny dziennik.

Zdaniem "Nordbayerischer Kurier" za zmianą stanowiska Merkel "kryje się czysta rozpacz, bo (kanclerz) nie ma konkretnego planu na zakończenie wojny domowej" w Syrii.

"Frankfurter Rundschau" pisze, że Zachód z opóźnieniem zaczyna uświadamiać sobie, iż uregulowanie konfliktu w Syrii jest możliwe tylko przy zaangażowaniu wszystkich jego uczestników, zwycięstwo wspieranej przez Zachód umiarkowanej syryjskiej opozycji to mrzonki i "nie da się uniknąć (zaangażowania) Rosji".

"Ostatecznie sytuacja w Syrii wygląda na fiasko zachodniej strategii. To tragiczne, że ten błąd kosztował życie dziesiątki tysięcy Syryjczyków" - konkluduje "Frankfurter Rundschau".

Dowiedz się więcej na temat: Angela Merkel | Syria | Baszar el-Asad

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy