Reklama

Reklama

Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech

Jedna osoba zginęła, a 34 odniosły rany w wypadku polskiego autokaru, który zjechał z autostrady i stoczył się do rowu - podał w niedzielę 9 sierpnia rzecznik węgierskiego Krajowego Pogotowia Ratunkowego Pal Gyoerfi. Jak przekazało polskie MSZ, autokar wracał z Bułgarii do kraju. Dla rodzin poszkodowanych uruchomiono specjalne numery telefonu, gdzie mogą uzyskać informację o bliskich.

Węgierskie służby ratownicze skierowały do akcji dwa helikoptery i 14 karetek pogotowia. Stan trzech osób, które ucierpiały w wypadku, jest ciężki. Według węgierskiego kanału telewizyjnego Hir TV, wśród ciężko rannych jest pięcioletnie dziecko.

Reklama

Jak przekazał konsul honorowy w Segedynie Karol Biernacki, ofiara śmiertelna to "młody człowiek, który siedział z tyłu autokaru". Z najnowszych informacji MSZ wynika, że 24 osoby trafiły do szpitali.

Węgierska policja podaje, że przyczyny zdarzenia nie są na razie znane.

Dyżurny rzecznik lokalnej policji przekazał, że w autobusie w chwili wypadku było 46 osób: dwóch kierowców i 44 pasażerów - informuje serwis hirado.hu.

Do wypadku doszło na autostradzie M5 w okolicy miasta Kiskunfélegyháza. Autostrada M5 jest jedną z głównych magistrali komunikacyjnych kraju i prowadzi w kierunku przejścia na granicy z Serbią.

Jak przekazał szef gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski, z polecenia Andrzeja Dudy jest on w kontakcie z polską ambasadą w Budapeszcie. "Pomoc medyczna i konsularna została zabezpieczona" - przekazał.

Wracali z wakacji w Bułgarii

Komunikat w sprawie wypadku wydało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Według resortu do zdarzenia doszło ok. godz. 2.30 w nocy.

"Dziś o godz. 2.30 w okolicy miejscowości Kiskunfélegyháza na południu Węgier doszło do wypadku autobusu wiozącego polskich turystów z Bułgarii do kraju. Jeden z pasażerów nie żyje, 34 osoby zostały ranne - w tym 3 z nich są w stanie ciężkim. Trwa akcja ratownicza, a przyczyny wypadku nie są na razie znane" - poinformowało w komunikacie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Resort przekazał, że poszkodowani zostali objęci opieką polskich służb konsularnych. "Na miejscu zdarzenia znajduje się konsul honorowy, który w szpitalu pomaga lekarzom i policji w porozumiewaniu się z poszkodowanymi" - czytamy.

Konsul: Jedna z rannych osób potrzebuje operacji

Konsul honorowy w Segedynie Karol Biernacki poinformował w TVP Info, że wszystkie osoby, które ucierpiały w wypadku, zostały rozwiezione do pobliskich szpitali.

"Na ten moment wiemy tyle, że autokar wracał z Bułgarii do Polski. W godzinach rannych, kiedy wszyscy podróżujący spali, w pewnym momencie poczuli, że autobus zjeżdża z autostrady i się przewraca. Wiemy, że wszystkie osoby zostały błyskawicznie rozwiezione do pobliskich szpitali, niektóre do innych miast. Jedna osoba nie żyje - młody człowiek, który siedział z tyłu autokaru" - powiedział Biernacki. Jak dodał, najbardziej poszkodowani w wypadku zostali przewiezieni do kliniki uniwersyteckiej w Segedynie.

"Jestem z nimi tutaj. Bogu dzięki wszystko wskazuje na to, że prawie wszyscy są w stanie niezagrażającym im życiu. Jedna osoba będzie musiała się poddać operacji - ma strzaskane ramię. Jest dwójka dzieci (...), dziewczynka ma lekki wstrząs mózgu. Zostały wykonane wszelkie badania nowoczesną aparaturą, poddane były tomografii komputerowej, nie mają żadnych obrażeń wewnętrznych" - powiedział.

Jak dodał, stan zdrowia osób dorosłych "jest zadowalający".

Numer telefonu dla rodzin poszkodowanych

"Rodziny poszkodowanych mogą uzyskać informacje pod numerami telefonu organizatora wyjazdu: 33 811 04 54, 33 811 04 55 oraz pod numerem 0036 305 333 036" - podało Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Resort przekazał, że organizator wypoczynku wysłał na Węgry transport zastępczy, dzięki któremu turyści, którzy nie odnieśli obrażeń, będą mogli wrócić do kraju.

"Wycieczka była z naszego biura, wszystko koordynujemy z konsulem na Węgrzech, z ubezpieczycielem. Cały czas jestem w kontakcie z pilotem (wycieczki - red). Nie zostawiamy ludzi samych sobie. Autokar wyjechał po resztę ludzi, już jest przed granicą węgierską" - przekazał właściciel biura podróży Marco Marek Sanetra z Bielska Białej.


Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy