Reklama

Reklama

Wykorzystywano nawet 11-latki. Szokujący raport z Haiti

Członkowie misji pokojowej Organizacji Narodów Zjednoczonych na Haiti wykorzystywali seksualnie nawet 11-letnie dziewczynki. Setki zgwałconych dziewczyn i kobiet zaszło w ciążę i dziś samotnie wychowują dzieci – wynika z raportu opublikowanego przez "Times".

Przypomnijmy, że w 2010 roku Haiti nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. W jego wyniku śmierć poniosło nawet ponad 310 tysięcy osób, a infrastruktura kraju została zniszczona. W owym czasie na wyspie stacjonowali funkcjonariusze Misji Stabilizacyjnej Narodów Zjednoczonych na Haiti (w skrócie MINUSTAH od francuskiego Mission des Nations Unies pour la Stabilisation en Haiti), których po trzęsieniu ziemi skierowano do niesienia pomocy Haitańczykom. Niestety, wielu z nich wykorzystało stanowiska do popełnienia przestępstw seksualnych.

Reklama

Jak wynika z raportu opublikowanego przez Sabine Lee z University of Birmingham, której zespół przeprowadził rozmowy z ponad 2500 Haitańczykami mieszkającymi z pobliżu baz ONZ, "nawet 11-letnie dziewczynki były wykorzystywane seksualnie przez członków misji pokojowej, zachodziły w ciążę, a następnie musiały same wychowywać dzieci". Nastoletnie samotne matki, porzucone przez ojców dzieci, popadały w nędzę.

Publikacja zawiera wstrząsające fragmenty. Niektóre dziewczynki "oddawano za kilka monet". Za pieniądze kupowano jedzenie - Haiti pogrążone było bowiem w niedostatku podstawowych produktów spożywczych.

Proceder był tak powszechny, że Haitańczycy ułożyli przydomek dla dzieci spłodzonych przez pracowników ONZ: "Petit Minustah" ("Małe Minustah") od skrótu nazwy misji MINUSTAH.

Z raportu wynika, że ojcami dzieci wykorzystywanych seksualnie kobiet byli żołnierze i funkcjonariusze z dwunastu różnych krajów, w tym z Urugwaju, Chile, Argentyny, Kanady i Francji.

Komentująca wnioski zawarte w raporcie Lee stwierdziła, że ustalenie pełnej liczby dzieci spłodzonych przez uczestników oenzetowskiej misji jest niemożliwe, ale "badający sprawę zgodzą się, że należy ją oszacować na kilkaset".

"To zjawisko miało charakter powszechny, a nie jednostkowy. Mnogość wypadków i fakt, że wykorzystywanie seksualne, gwałty, istnienie spłodzonych i porzuconych przez uczestników misji dzieci, pojawiały się w kolejnej i kolejnej opowieści powoduje, że należy uznać ten problem za istotny" - powiedziała Lee. 

ArWr

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy