Reklama

Reklama

Wybuch w Bejrucie. Wzrósł bilans ofiar śmiertelnych eksplozji

Minister zdrowia Libanu Hamad Hassan poinformował w środę (5 sierpnia), że w wyniku eksplozji magazynu z azotanem amonu w Bejrucie zginęło co najmniej 113 osób, około cztery tys. jest rannych. Tymczasem, jak podają media, tragiczny bilans wzrósł już do 135 ofiar śmiertelnych, a ponad pięć tys. osób odniosło obrażenia. Wielu ludzi nie zostało jeszcze odnalezionych.

"Z pewnością pod gruzami są jeszcze ofiary, otrzymujemy dziesiątki wezwań w sprawach zaginionych" - przekazał minister zdrowia Libanu Hamad Hassan.  

Reklama

Według informacji przekazanych przez ministerstwo zdrowia Libanu w wyniku wybuchło zginęło 113 osób, a ponad cztery tys. zostało rannych. 

Inny bilans tragedii podają media. Agencja Reutera, powołując się na libańską telewizję Al-Manar, przekazała, że liczba ofiar śmiertelnych eksplozji wzrosła już do 135, a około pięć tys. osób jest rannych.

Stan wyjątkowy

Wcześniej libański rząd ogłosił stan wyjątkowy dla miasta Bejrut, który ma obowiązywać przez dwa tygodnie.

"Siły wojskowe będą kierować wszelkimi działaniami po to, aby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo" - oświadczyła minister informacji Manal Abdel Samad.

Urzędnicy w areszcie domowym

Wcześniej libański rząd zdecydował o umieszczeniu w areszcie domowym wszystkich urzędników portowych z Bejrutu, którzy od 2014 roku sprawowali nadzór nad bezpieczeństwem i składowaniem towarów w porcie - poinformował Reuters, powołując się na źródła w rządzie.

Nie jest na razie jasne, ilu osób dotyczy środek zapobiegawczy ani jakie dokładnie funkcje sprawowali zatrzymani urzędnicy - napisała agencja.

Areszt domowy ma być nadzorowany przez armię i trwać do czasu ustalenia odpowiedzialnych za ogromną eksplozję w bejruckim porcie - cytuje swoje źródła Reuters.

Potężna eksplozja zniszczyła miasto

We wtorek późnym popołudniem (4 sierpnia) w porcie w Bejrucie doszło do wybuchu, który zniszczył dużą część miasta. 

Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu), skonfiskowanej przez władze w 2014 r.

Na miejscu tragedii ratownicy cały czas przeszukują gruzowisko, żeby znaleźć osoby, które przeżyły eksplozję. Wybuch był tak potężny, że całkowicie zniszczył ogromny port i uszkodził połowę budynków w mieście. 

"Przeżyłem wojnę, ale czegoś takiego nigdy nie widziałem. Bogu dzięki, że żyję, a moje straty są jedynie materialne" - mówi Hekmat, właściciel jednej z piekarni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy