Reklama

Reklama

Wybory w Czechach. "Czeski Trump" rozbije bank?

Jest niemal pewne, że urzędujący premier Bohuslav Sobotka z CSSD nie utrzyma stanowiska na następną kadencję. Stojący na czele rządu od 2014 r. Sobotka już w maju 2017 r. zapowiadał, że poda się do dymisji. Powodem tej decyzji miał być spór z Andrejem Babiszem, wicepremierem i ministrem z partii ANO 2011. Do dymisji premiera ostatecznie nie doszło, za to Babisz został odwołany ze stanowiska. Teraz były minister samodzielnie idzie po władzę.

Zgodnie z przyjętym w czeskich wyborach parlamentarnych zwyczajem głosowanie rozłożono na piątek i sobotę. Pierwszego dnia głosować można od godziny 14 do 22, a drugiego od godziny 8 do 14. W wyborach startuje 7,5 tys. kandydatów reprezentujących 31 partii. Uprawnionych do głosowania jest ponad 8 mln Czechów.

Reklama

ANO 2011 i Czeska Partia Socjaldemokratyczna (CSSD) zajmują odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w najnowszym sondażu, ale socjaliści nie mają powodów do radości - są w tej chwili na drugim miejscu z 12,5 proc. poparciem. To dużo słabszy wynik niż po wyborach w 2013 r., kiedy na socjalistów oddano niemal 21 proc. ważnych głosów.

Wszystko zatem wskazuje na to, że w Czechach dojdzie do zmiany politycznego układu sił. Partia ANO 2011, założona przez przedsiębiorcę Andreja Babisza, jest zdecydowanym liderem przedwyborczych sondaży z 25 procentowym poparciem. Ugrupowanie jest uznawane za partię centroprawicową, skupiającą polityków o liberalnych gospodarczo i raczej konserwatywnych światopoglądowo profilach. Niektórzy dziennikarze zarzucają partii i liderowi populizm.

Sam Babisz jest bardzo kontrowersyjną postacią o niezwykle ciekawym życiorysie. Pochodzi ze Słowacji, a czeskim obywatelstwem legitymuje się od 2000 r. Jak sam twierdzi, przeprowadził się do Czeskiej Republiki ze względów ekonomicznych. Według informacji podanych przez "Forbes", Babisz może pochwalić się majątkiem w wysokości 3,3 mld. dolarów. Z powodu swojego pochodzenia polityk bywa niekiedy uznawany za najbogatszego Słowaka, oficjalnie dzierży za to tytuł drugiego najbogatszego Czecha. Teraz miliarder ma olbrzymie szanse na objęcie stanowiska premiera Czech. Świetlana kariera polityczna na pierwszy rzut oka wydaje się zaskoczeniem. Babisz ma bowiem na koncie sporo wpadek wizerunkowych i niezręcznych wypowiedzi, którymi mógłby obdzielić kilka osób.

Były minister finansów karierę przedsiębiorcy rozpoczął jeszcze w latach 80., jako przedstawiciel kontrolowanej przez czechosłowackie władze firmy Petrimex. Niektórzy nieprzychylni politykowi komentatorzy uważają, że tak wczesny biznesowy start był możliwy dzięki członkostwu Babisza w Komunistycznej Partii Czechosłowacji, do której wstąpił w 1980 r. jako 24-latek. Co więcej, czescy dziennikarze twierdzą, że Babisz w 1982 r. został zarejestrowany przez StB (czechosłowacki odpowiednik SB) jako tajny współpracownik pod pseudonimem Buresz.

Sam zainteresowany konsekwentnie odpiera zarzuty, a proces, mający na celu ustalenie faktycznych powiązań polityka z StB, wciąż trwa. Jak podają "Hospodarske Noviny", osiem dni przed wyborami bratysławski sąd skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Połączenie kariery biznesowej i politycznej, a konkretnie wynikające z tego problemy prawne, również budzą poważne wątpliwości czeskiej opinii publicznej.

Poważny polityk czy rekin biznesu?


Andrej Babisz ma zdecydowanie więcej doświadczenia jako przedsiębiorca niż polityk. W 1993 r. - już po rozpadzie Czechosłowacji - powołał firmę Agrofert - poruszający się na wielu obszarach biznesowych holding, obecny na rynkach europejskich i w Chinach. Nie sposób wymienić wszystkich branż, w jakich działa koncern. Dość powiedzieć, że Babisz jest aktywny w sektorze spożywczym, chemicznym, usługowym, stał się też właścicielem małego imperium medialnego, po to, by próbować kontrolować przygotowane przez dziennikarzy treści.

Wszystko to sprawia, że nieżyczliwi biznesmenowi komentatorzy nazywają go "oligarchą w stylu ukraińskim". Czasami mówi się też o nim "czeski Donald Trump".

Polityk podpadł również polskim mediom, kiedy w programie "Mate Slovo" wypowiadał się o pochodzącej z Polski żywności w bardzo krytycznym i nieżyczliwym tonie, porównując jej jakość do ekskrementów. Taka postawa - jako przedsiębiorcy - byłaby zrozumiała, gdyby nie fakt, że sam Babisz importował polską żywność do Czech.

Prawdziwa kariera polityczna Babisza zaczęła się dość niespodziewanie. Miliarder powołał ANO 2011 jako ruch polityczny pod nazwą Akcja Niezadowolonych Obywateli w 2011 r. Rok później Akcja Niezadowolonych Obywateli została przekształcona w partię polityczną, a zamiast nazwy zaczęto używać akronimu, który jednocześnie w języku czeskim znaczy "TAK". Już w 2013 r. ugrupowanie szturmem zdobyło czeską politykę. Na nową partię oddano 18,5 proc. głosów, co pozwoliło - po kilkumiesięcznych negocjacjach - przystąpić do koalicji razem z Czeską Partią Socjaldemokratyczną i Unią Chrześcijańską i Demokratyczną.

W rządzie Sobotki partię ANO 2011 reprezentowało sześciu ministrów, czego nie zmieniło nawet odwołanie lidera z funkcji ministra finansów. Zmuszony do odejścia Babisz został zastąpiony przez pochodzącego z tej samej partii Ivana Pilnego, którego zresztą zarekomendował odchodzący minister. Następcą Babisza w roli wicepremiera został natomiast minister środowiska Richard Brabec, również z ANO 2011.

Lewe obligacje, Bocianie Gniazdo i lex Babisz

Dlaczego Babisz przestał być ministrem finansów i wicepremierem? Doprowadził do tego konflikt interesów. W 2012 r. Andrej Babisz kupił za 1,5 mld koron obligacje wyemitowane przez należący do niego koncern. Stawka odsetkowa obligacji wyniosła 6 proc., a przeliczona na polską walutę wartość inwestycji przekroczyła 235 mln zł. Odsetki - zgodnie z obowiązującym w Czechach prawem - nie były opodatkowane, a oficjalnie zadeklarowany przez Babisza majątek nie wystarczałby na tak kosztowny zakup. Zastosowany przez Babisza fortel miał na celu uniknięcie podatków nałożonych na Agrofert.

W efekcie doszło do paradoksalnej sytuacji - resort mający ocenić, czy w holdingu ministra Babisza faktycznie doszło do nadużyć, był nadzorowany przez samego podejrzanego. Ta sytuacja była nazwana przez premiera Sobotkę jawnym konfliktem interesów. Bohuslav Sobotka przez kilka tygodni wywierał bezskuteczne naciski na Babisza, próbując zmusić go do ustąpienia ze stanowiska. Czeski premier był gotów nawet rozwiązać swój rząd, byle tylko pozbyć się ministra finansów. Ostatecznie kontrowersyjny przedsiębiorca został odwołany przez prezydenta Milosza Zemana. Niektórzy komentatorzy są zdania, że spóźnioną interwencję prezydenta spowodowała osobista niechęć Zemana do premiera Sobotki. Jak twierdzi portal "Novinky.cz", Zeman ubolewał, że Babisz ostatecznie "uległ" Sobotce. "Wykonał pracę, jakiej nie udało się nikomu przed nim" - mówił prezydent.

Kolejnym problemem Babisza jest podejrzenie o wyłudzenie 1,9 mln euro dotacji z Unii Europejskiej. Miliarder dostał dofinansowanie na ośrodek konferencyjno-wypoczynkowy Farma Bocianie Gniazdo. Problem w tym, że pieniądze pochodziły z unijnego programu dla małych i średnich przedsiębiorców, a Babisza już w owym czasie - początki afery to 2007 r. - można było uznać za prawdziwego rekina biznesu. Aby dofinansowanie było możliwe, firma została sprzedana dwóm anonimowym biznesmenom. Kiedy ośrodkowi przyznano unijne dofinansowanie, budynek został z powrotem odkupiony przez Babisza. Śledczy uważają, że cała transakcja była fałszywa, a jej jedyną przyczyną było otrzymanie subwencji. Mimo że od kontrowersyjnej sprzedaży budynku minęło już 10 lat, prokuratura postawiła zarzuty Babiszowi dopiero we wrześniu br. Wcześniej podejrzany musiał zrzec się immunitetu,  co zresztą uczynił w teatralny sposób. "Proszę was o pozbawienie mnie immunitetu, by prawda wyszła na jaw" - "zaapelował" do członków czeskiego parlamentu na początku września.

Wcześniej, w 2016 r., czeski parlament przygotował z inicjatywy członków CSSD nowelizację do ustawy znaną jako "lex Babisz", w myśl której członkowie rządu mogą co prawda stać na czele prywatnych firm, ale prowadzenie radiowej i telewizyjnej działalności nadawczej, podobnie jak wydawanie prasy periodycznej zostało zakazane. Co więcej, spółki, w których członkowie rządu posiadają co najmniej jedną czwartą udziałów, stracą prawo do zamówień publicznych i dodatkowych dotacji. Babisz ma 100 proc. udziałów w koncernie Agrofert. Miliarder zdaje sobie sprawę, że partia premiera Sobotki przygotowała tę nowelizację z myślą o nim samym: "Posłowie, zamiast zajmować się tworzeniem prawa dla ludzi, wykorzystują parlament do politycznej walki przeciwko mnie, to absurdalne" - krytykował.

Babisz - mistrz PR i kampanii wyborczej

Do sukcesu wyborczego partii Babisza może przyczynić się umiejętnie prowadzona przez lidera kampania wyborcza. 63-letni polityk na trzy miesiące przed wyborami sformalizował związek z wieloletnią partnerką Moniką. Wystawny ślub miliardera stał się głównym wydarzeniem dla czeskich mediów, które pisały o kreacji panny młodej i donosiły o znamienitych gościach na weselu i francuskim pocałunku młodej pary. Ślub lidera ANO 2011 był również relacjonowany na żywo w internecie. Dzięki rozsądnie wybranemu terminowi ślubu, liczne afery i kontrowersje wokół Babisza zeszły na dalszy plan. Można odnieść wrażenie, że w ten sposób miliarder upiekł trzy pieczenie na jednym ogniu. Obok efektownego rozpoczęcia kampanii wyborczej i chwilowego zamknięcia tematu problemów prawnych, Babiszowi udało się rozwiązać kwestię "niewygodnej" sytuacji finansowej. Polityk może teraz przepisać część udziałów na małżonkę.

Na popularność Babisza wpływa też bezpośredniość i kontaktowość polityka, który nie unika rozmów z wyborcami. Był też wielokrotnie widywany podczas rozdawania autografów czy robienia wspólnych zdjęć ze swoimi zwolennikami. Polityk regularnie przypomina o swoich dokonaniach podczas pełnienia funkcji ministra - był pomysłodawcą elektronicznego systemu ściągania podatków, co przyczyniło się do wzrostu wpływów do państwowego budżetu. Pomysł Babisza został pozytywnie oceniony przez czeskie społeczeństwo, podobnie jak koncepcja obniżenia 21-procentowej stawki vat.

Podczas kampanii zainaugurowano również specjalny program "Babishow", który stał się kolejnym motorem napędowym kampanii. "Babishow" ma formę talk-show, a wzorowany jest na popularnym czeskim programie telewizyjnym. Andrej Babisz intensywnie promuje swój wizerunek jako polityka nieskorumpowanego, prowadzącego poważny biznes, będącego odpowiedzialnym mężem i ojcem, któremu leży na serce dobro czeskiego narodu. Podczas programu prowadzący podkreśla również poczucie humoru i autoironię biznesmena, który sam opowiada wiele żartów, odnosząc się do bieżących wydarzeń, m.in. do rosnącej ceny masła. Polityk zaprezentował na spotkaniu swoje zdjęcie z wielkim koszem pełnym kostek masła - piszą "Hospodarske Noviny". "To się małżonka ucieszy. Trzyma pan to na zapas w zamrażalce?" - dopytywał prowadzący program. "Nie, kupiłem je za 30 koron za sztukę i sprzedałem za 50" - odparł polityk, zaznaczając jednocześnie, że żartuje.

Faworyt w wyścigu na premiera jeździ ze swoim programem po wielu miastach w Czechach, a na salę zapraszana jest publiczność. W trakcie show prezentowane są prywatne zdjęcia Babisza, na których polityk jeździ na rowerze, strzela z łuku, gra w badmintona i tenisa. W Internecie można również znaleźć nagranie, na którym były minister gra w popularną grę komputerową CS:GO. Andrej Babisz regularnie krytykuje tradycyjnych polityków zarzucając im korupcję i dystansuje się od nich. Wszystko po to, by udowodnić mieszkańcom Czeskiej Republiki, że tak naprawdę - mimo miliardów na koncie - jest zwyczajnym człowiekiem.

Upublicznianie szczegółów z życia prywatnego opłaciło się. "Hospodarske Noviny" przypominają, że były premier Czech Stanislav Gross miał w 2005 r. podobne problemy skarbowo-prawne, co Babisz. Polityk nie potrafił wskazać źródeł szybkiego wzbogacenia się, gdy na jego koncie nagle pojawiło się 1,2 mln koron (ok. 200 tys. zł). Sprawą zajęły się czeskie media, a skompromitowany polityk ustąpił ze stanowiska pod naciskiem opinii publicznej.

Co ciekawe, podobny skandal nie okazał się gwoździem do trumny Andreja Babisza, a wręcz przeciwnie. Kariera polityczna kontrowersyjnego miliardera dopiero nabrała tempa. Polityk wielokrotnie podkreśla, że chce zarządzać państwem w podobny sposób, w jaki zarządza swoją firmą. Pytanie tylko, czy chodzi mu o wzrost gospodarczy i sprawne kumulowanie państwowego majątku, czy może o przekręty i gromadzenie prywatnych funduszy. Czesi już niedługo przekonają się na własnej skórze, czy wybór miliardera i showmana opłaci się państwu i społeczeństwu.

Tomasz Majta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy