Reklama

Reklama

Wybory w Bułgarii. Sondaż exit polls: Wygrywa partia GERB

Najwięcej głosów otrzymała centroprawicowa partia GERB. Na podium znalazły się także partie Jest Taki Naród i lewicowa koalicja BSP na rzecz Bułgarii. Zdaniem szefowej Alpha Research Boriany Dimirtowej wyniki niedzielnych wyborów nie pokazały zasadniczych zmian w nastrojach społecznych.

Centroprawicowa partia GERB byłego premiera Bojko Borisowa, która z krótką przerwą rządziła w Bułgarii od 2009 roku, wygrywa niedzielne przedterminowe wybory parlamentarne, zdobywając 22,1-23,5 proc. głosów - wskazują wyniki sondaży exit polls agencji Gallup oraz Alpha Research.

Populistyczna partia showmana Sławi Trifonowa Jest Taki Naród tak samo jak w kwietniowych wyborach zajęła drugie miejsce, uzyskując 21,5-22,3 proc.

Na trzecim miejscu - według sondaży - uplasowała się lewicowa koalicja BSP na rzecz Bułgarii z 14,1-15,1 proc. Czwarta jest centroprawicowa koalicja Demokratyczna Bułgaria - 13,7-14,1 proc., piąty Turecki Ruch na rzecz Praw i Swobód - 11,7-12 proc., a szósty radykalny ruch Wyprostuj się, Precz z Mafią - 4,8-5,1 proc.

Reklama

Bez wielkich zmian

Takie wyniki oznaczają powtórzenie układu sił z poprzedniego parlamentu, w którym te same ugrupowania nie potrafiły porozumieć się w sprawie powołanie rządu i doszło do rozwiązania Zgromadzenia Narodowego. Tak samo jak w poprzednim parlamencie, GERB ma być izolowana ze względu na oskarżenia o korupcję wysuwane pod adresem partii Borisowa.

Wyniki sondaży nie obejmują głosowania poza granicami Bułgarii. Rezultaty z zagranicznych lokali wyborczych mogą okazać się bardzo korzystne dla partii Trifonowa, która dzięki nim może wysunąć się na pierwsze miejsce. Mogą także awansować na trzecią pozycję Demokratyczną Bułgarię i zepchnąć na czwarte miejsce koalicję Bułgarskiej Partii Socjalistycznej.

Rezultaty exit polls, jeżeli się potwierdzą po przeliczeniu głosów, wskazują, że trzy tzw. partie protestu - Jest Taki Naród, Demokratyczna Bułgaria i Wyprostuj się, Precz z Mafią - będą miały najwyżej 104 miejsca w parlamencie, gdy do wymaganej większości dla utworzenia rządu potrzeba 121 mandatów. Według ekspertów podstawowym pytaniem jest teraz czy Trifonow zgodzi się na układ z lewicą, konieczny by powołać koalicyjny rząd. Brak takiej zgody doprowadził do rozwiązania parlamentu wyłonionego w kwietniowych wyborach.

Zdaniem szefowej Alpha Research Boriany Dimirtowej wyniki niedzielnych wyborów nie pokazały zasadniczych zmian w nastrojach społecznych w porównaniu z kwietniem. Socjolog Antoni Gyłybow scharakteryzował wyniki jako "porażkę wszystkich uczestników" wyborów. Pisarz i były pięściarz Pałmi Ranczew określił zaistniałą sytuację bokserskim terminem "klincz".

Niższa frekwencja

Ewentualny brak zgody na stworzenie koalicji może wywołać w Bułgarii negatywne nastroje społeczne i ewentualne trzecie wybory w tym roku mogą doprowadzić do dodatkowego wycofania się wyborców i odrzucenia powstałego układu sił. Dla trzech partii protestu niemożność utworzenia rządu stanie się katastrofą - uważa politolog Antoni Todorow.

Według wstępnych danych frekwencja wyborcza była w niedzielę o ok. 15 punktów procentowych niższa w porównaniu z kwietniem, kiedy wyniosła 50 proc.

Tymczasem w Bułgarii pod koniec października mają odbyć się wybory prezydenckie, a zgodnie z prawem na trzy miesiące przed objęciem urzędu w styczniu 2022 roku szef państwa nie może rozwiązać parlamentu. Jest więc ryzyko niespotykanej dotychczas sytuacji politycznej, w której będzie działał parlament oraz niepodlegający mu tymczasowy rząd, mianowany przez prezydenta Rumena Radewa, który zapowiedział już, że będzie walczył o reelekcję.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne