Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie na Białorusi "już zostały sfałszowane"

Kandydat opozycji na prezydenta w 2010 roku i były więzień polityczny Mikoła Statkiewicz oświadczył na konferencji prasowej w Mińsku, że wybory prezydenckie na Białorusi, które odbędą się 11 października, już zostały sfałszowane.

"Wybory już zostały sfałszowane. Najuczciwsze byłoby w tej sytuacji zignorowanie głosowania i tego wyborczego przedstawienia" - powiedział Statkiewicz, który jest szefem Białoruskiej Partii Socjaldemokratycznej (Hramada). Razem z nim na konferencji prasowej wystąpili inni liderzy białoruskiej opozycji.

Reklama

Statkiewicz uważa, że fałszerstwo zostało dokonane nie w protokołach głosowania, lecz na liście wyborczej, bo kandydatami zostaną tylko ci, których wybrała władza. Centralna Komisja Wyborcza Białorusi nie zarejestrowała grupy inicjatywnej Statkiewicza, a dwóm innym kandydatom opozycji: liderowi partii Sprawiedliwy Świat Siarhiejowi Kalakinowi i szefowi Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatolowi Labiedźce nie udało się zebrać 100 tysięcy podpisów wymaganych do zarejestrowania ich kandydatur.

"W tych wyborach nie powinien uczestniczyć nikt, kto nie zdradził demokracji i nie przeszedł na stronę reżimu" - oświadczył były szef ruchu "Mów Prawdę!" Uładzimir Niaklajeu, który w kwietniu wystąpił ze struktur opozycji.

Dodał, że jest gotów pomagać Statkiewiczowi i będzie zawsze u jego boku. "Przyszedłem poprzeć Statkiewicza - kandydata na prezydenta. Statkiewicz został bezprawnie pozbawiony prawa startu i dopóki nie zostanie mu ono przywrócone, żadnych wolnych wyborów na Białorusi być nie może" - oznajmił.

Labiedźka zaznaczył, że uczestników konferencji prasowej jednoczy troska o niepodległość Białorusi oraz pragnienie przeprowadzenia uczciwych i wolnych wyborów w kraju.

Prezydent Alaksandr "Łukaszenka nie jest gwarantem suwerenności Białorusi, ale część europejskiej społeczności tak go traktuje, co jest błędem politycznym. Uważamy, że jeżeli teraz nie zostaną podjęte wysiłki na rzecz delegitymizacji wyników tej kampanii, to po raz pierwszy od 20 lat Łukaszenka może uzyskać status prezydenta" - oznajmił, odnosząc się do faktu, że żadne wybory prezydenckie po 1994 roku, kiedy Łukaszenka zwyciężył w nich po raz pierwszy, nie zostały uznane przez niezależnych obserwatorów za uczciwe.

Statkiewicz został zatrzymany podczas protestów w wieczór powyborczy 19 grudnia 2010 roku. W maju 2011 roku skazano go na sześć lat kolonii karnej, uznając za winnego organizowania masowych zamieszek. 22 sierpnia opuścił więzienie na mocy dekretu prezydenta Łukaszenki, który uwolnił tego dnia sześciu więźniów politycznych - jak podano oficjalnie - ze względów humanitarnych. Za kratami Statkiewicz spędził cztery lata i osiem miesięcy.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje