Reklama

Reklama

​Wybory do Kongresu. Jak, gdzie, kiedy i z czym to się je

Już za tydzień - we wtorek, 6 listopada - odbędą się wybory do amerykańskiego Kongresu. Demokraci liczą na "niebieską falę", republikanie odpowiadają, za Billem Clintonem: "gospodarka, głupcze". W centrum kampanii jest natomiast prezydent USA Donald Trump.

Podczas tegorocznych "midterm elections" (tak określa się wybory, które wypadają w połowie prezydenckiej kadencji) do wzięcia będą wszystkie mandaty w Izbie Reprezentantów: łącznie 435 oraz 35 miejsc w Senacie - spośród łącznie 100.

Reklama

Oprócz tego Amerykanie wybiorą 36 gubernatorów, legislatywy stanowe, a także wezmą udział w lokalnych referendach dotyczących m.in. marihuany, służby zdrowia czy podatków.

Dzisiejszy Kongres jest republikański

Przypomnijmy, że obecnie cały Kongres - a więc Senat i Izba Reprezentantów - jest pod kontrolą republikanów. Pozwoliło im to, wraz z prezydentem, umieścić dwóch konserwatystów w Sądzie Najwyższym, a także przegłosować m.in. wielką obniżkę podatków.

Nie udało się natomiast republikanom i Donaldowi Trumpowi znieść Obamacare - systemu opieki zdrowotnej wprowadzonego przez poprzednika na stanowisku prezydenta, a także pchnąć do przodu najpopularniejszej obietnicy Trumpa - planowanego muru na granicy z Meksykiem. Republikanie zdradzają również zakusy, by w przyszłości mocno ściąć wydatki na opiekę społeczną ze względu na deficyt budżetowy, który wzrósł po obniżce podatków. To wszystko jest melodią albo końca kadencji, albo kolejnej - w przypadku gdyby wygrali.

Wszystko wskazuje na...

Według obecnych przewidywań Izba Reprezentantów zostanie przejęta przez demokratów, a Senat pozostanie pod kontrolą republikanów. Każde inne rozstrzygnięcie będzie dużym zaskoczeniem i gigantycznym sukcesem jednych lub drugich.

Przypomnijmy, że w Stanach obowiązuje system większościowy: mandat zdobywa "pierwszy na mecie", a więc np. 435 członków Izby Reprezentantów zostanie wyłonionych w 435 okręgach wyborczych. W takim systemie dużo łatwiej niż w systemie proporcjonalnym oszacować aktualny układ sił. Sondaże ogólnokrajowe, dające przewagę Partii Demokratycznej, nie są aż tak istotne jak sytuacja w poszczególnych okręgach - w oparciu o sondaże analitycy sprawdzają na wyborczej mapie, gdzie wszystko wydaje się z góry rozstrzygnięte, a gdzie toczy się zażarta rywalizacja.

Niebieska fala to "mission impossible"?

Od wielu miesięcy demokraci szepczą o możliwej "niebieskiej fali" (niebieski to kolor demokratów, czerwony - republikanów). W tym scenariuszu mobilizują się wyborcy niezadowoleni z Donalda Trumpa, a przede wszystkim kobiety, młodzi i mniejszości - nie tylko etniczne. Idą gremialnie do urn i odsuwają republikanów od władzy.

Demokratom wybitnie nie sprzyja jednak sytuacja w wyborach do Senatu.

Spośród 35 miejsc w grze aż 26 należy w tej chwili do demokratów. Będą więc przede wszystkim bronić swojego aktualnego stanu posiadania. Żeby przejąć Senat, musieliby np. obronić wszystkie 26 mandatów oraz odbić dwa mandaty republikańskie (spośród tych dziewięciu, które są w grze).

Analityczny serwis fivethirtyeight.com daje demokratom 17 proc. szans na przejęcie Senatu.

Inaczej wygląda sprawa w Izbie Reprezentantów, gdzie po ogłoszeniu odejścia na emeryturę wielu republikanów, oraz ogólnie większym poparciu dla Partii Demokratycznej w skali kraju, zanosi się na triumf demokratów - 86 proc. szans według wspomnianego serwisu.

Kampania wokół Trumpa

W centrum kampanii wyborczej znalazł się prezydent USA i jest to zupełnie logiczne z punktu widzenia obu obozów:

Demokraci liczą, że 6 listopada przeleje się czara goryczy. Że wszystkie kontrowersyjne wypowiedzi i zachowania Donalda Trumpa pchną do urn tych wyborców, którzy zazwyczaj w "midterms" nie głosują. Że coraz większy cień śledztwa prowadzonego przez prokuratora specjalnego Roberta Muellera w sprawie kontaktów sztabu Trumpa z Kremlem pokryje również republikańskich polityków.

Jeśli ktoś jednak myśli, że Trump jest wobec tego obciążeniem dla republikanów i będą się odeń odcinać, to jest w grubym błędzie. Prezydent cieszy się rekordowym poparciem wśród wyborców jednoznacznie określających się jako republikanie, a na jego wiece przychodzą tłumy. Trump włączył się w kampanię na całego i żadnego "chowania" prezydenta nie ma. Nawet kandydaci, których Trump upokarzał jak np. Ted Cruz, kandydujący do Senatu z Teksasu, dziś zabiegają o jego wsparcie.

To paradoks tych wyborów: Trump jest największą szansą zarówno demokratów, jak i republikanów na zmobilizowanie swojej "bazy".

Prezydent USA ma oczywiście osobisty interes w tym, by to republikanie triumfowali. Demokraci nie tylko mogliby blokować jego propozycje i nominacje, ale też prowadzić intensywniejsze niż obecnie śledztwa w sprawie rosyjskich powiązań. No i czysto teoretycznie demokratyczny Kongres mógłby zainicjować procedurę impeachmentu, co jest jednak, podkreślmy, bardzo mało prawdopodobne.

Dla kogo kwitnie gospodarka

Oczywiście wybory do Kongresu to nie tylko plebiscyt dotyczący prezydentury Donalda Trumpa.

Na szali jest przecież legislacyjny dorobek republikanów.

Ich obóz chwali się przede wszystkim znakomitymi wynikami gospodarki, jeśli chodzi o tempo wzrostu PKB i poziom bezrobocia. Republikanie twierdzą, że to zasługa obniżki podatków, która dała Stanom potężnego kopa.

Demokraci wskazują, że obniżka dotyczyła przede wszystkim najbogatszych oraz korporacji, a ponadto spadły w wyniku jej wprowadzenia wpływy podatkowe, przez co zwiększył się deficyt budżetowy. No i cóż z tego, że gospodarka kwitnie - wskazują progresywni politycy skupieni wokół Berniego Sandersa i Elizabeth Warren - skoro płace zwykłych pracowników nie rosną, a owoce wzrostu konsumują przede wszystkim amerykańscy miliarderzy.

Bezpieczeństwo i hipokryzja

Kluczowym determinantem podczas wyborów będzie także kwestia migracji. Szczególnie teraz, gdy karawana migrantów z Ameryki Środkowej przemieszcza się w kierunku USA.

Tu znów musimy wrócić do Donalda Trumpa, który występuje w roli szeryfa bezwzględnie strzegącego granic kraju. W ten obraz będą się chcieli wpisać republikanie: jeśli imigracja, to tylko legalna, według surowych kryteriów, bezpieczeństwo przede wszystkim.

Demokraci uderzają w zupełnie inne tony, szczególnie że naturalną bazę wyborców tej partii stanowią m.in. latynoscy imigranci. "Niebiescy" wytykają więc republikanom hipokryzję (wszak wszyscy wywodzą się z imigranckich rodzin) oraz okrucieństwo. Przypomina się, że to administracja Donalda Trumpa odbierała dzieci nielegalnym imigrantom i umieszczała je w "klatkach". Te obrazki obiegły cały kraj.

Jacy demokraci

Na marginesie sporu czerwono-niebieskiego warto zauważyć, że wybory do Kongresu będą przy okazji kontynuacją wewnętrznego sporu ideowego w Partii Demokratycznej.

Partyjny establishment - Nancy Pelosi czy Chuck Schumer - to centryści, liberałowie zarówno w kwestiach światopoglądowych, jak i gospodarczych, i po drodze im z wielkim biznesem.

Tymczasem od czasu prawyborów w 2016 r. partię próbuje przejąć lewicowe skrzydło, domagające się bardziej socjalnego programu i jednoznacznego odcięcia się od środowiska Wall Street. Skrzydło to ma nową bohaterkę, wychowankę Berniego Sandersa - 29-letnią Alexandrię Ocasio-Cortez, która zostanie najmłodszą członkinią Izby Reprezentantów w historii (jest niemal pewna wygranej w swoim nowojorskim okręgu).

O tym, że lewicowy nurt w Partii Demokratycznej jest coraz silniejszy, świadczy chociażby fakt, że postulat "Medicare for all", a więc powszechnej, publicznej służby zdrowia - odrzucany wcześniej jako "socjalistyczne" bajania - poparli m.in. Barack Obama czy zamierzająca się ubiegać o partyjną nominację w wyborach prezydenckich Kamala Harris, kojarzona z głównym nurtem partii.

Kluczowe pojedynki

Tak to już w amerykańskim systemie bywa, że większość zwycięzców jest znana jeszcze przed wyborami. We wtorek cała uwaga będzie więc skupiona na tych bataliach, które rozstrzygną o wyniku wyborów.

Dlatego w wyborach do Senatu warto przede wszystkim obserwować teksańską rywalizację między Beto O’Rourke’iem (D) a aktualnym senatorem Tedem Cruzem (R). Teksas to republikański stan, jednak O’Rourke okazał się zaskakująco wymagającym rywalem dla Cruza.

Ponadto zacięty bój o senacki fotel szykuje się w: Montanie, Nevadzie, Arizonie, Indianie, Missouri czy na Florydzie.

Decydujących pojedynków do Izby Reprezentantów będzie oczywiście proporcjonalnie więcej.

Interia zaprasza nocne marki

Żeby się w tym wszystkim nie pogubić, gdy zaczną już spływać wyniki, zapraszamy na naszą nocną relację na żywo z wyborów do Kongresu. W nocy z wtorku na środę na stronach Interii będziemy na bieżąco aktualizować i analizować stan gry. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama