Reklama

Reklama

Wspólne ćwiczenia Korei Płd. i USA. Odpowiedź na działania Korei Płn.

Ministerstwo obrony narodowej Korei Płd. potwierdziło w środę, że dzień wcześniej Korea Płn. wystrzeliła międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM). W odpowiedzi na te działania, a także w ramach pokazu siły, amerykańscy i południowokoreańscy żołnierze wzięli udział w manewrach wojskowych.

Ćwiczenia odbyły się na wschodnim wybrzeżu Korei Płd. Wykorzystano południowokoreańskie pociski balistyczne Hyunmoo-2A i amerykańskie rakiety ziemia-ziemia ATACMS, które mają zasięg 300 km. Zostały one wystrzelone w kierunku wód terytorialnych Korei Płd.  

Reklama

"Powściągliwość to wybór. Jest tym, co oddziela zawieszenie broni od wojny" - oświadczył gen. Vincent Brooks, dowódca sił USA w Korei Płd. Dodał, że ćwiczenia z wykorzystaniem pocisków pokazują, iż siły Korei Płd. i Stanów Zjednoczonych "są w stanie zmienić ten wybór, gdy otrzymują rozkaz" od przywódców swych państw. 

Środowe manewry przeprowadzono na rozkaz prezydenta Korei Płd. Mun Dze Ina, który uzasadniał je koniecznością zademonstrowania postawy dotyczącej obrony rakietowej poprzez czyny, a nie jedynie słowa. "Ćwiczenia pokazały silną determinację sojuszu Korei Płd. i USA, by nie tolerować żadnych prowokacyjnych działań Korei Płn." - napisał Pałac Prezydencki w Seulu.  

Korea północna testuje nowy typ pocisku

Przedstawiciel resortu obrony narodowej Czang Kjung Su powiedział na konferencji prasowej, że rakieta, którą Korea Płn. wystrzeliła we wtorek, najpewniej "jest nowym typem pocisku balistycznego o zasięgu klasy ICBM".  

Według ministerstwa chodziło o unowocześnioną, dwustopniową wersję rakiety KN-17 lub Hwasong-12, którą przetestowano w maju. Korea Płn. określa rakietę mianem Hwasong-14. 

Południowokoreańskie ministerstwo poinformowało, że zasięg pocisku wynosi od 7 tys. do 8 tys. km. Nie znaleziono ostatecznych dowodów potwierdzających jego zdolności do ponownego znalezienia się w atmosferze.  

Jak ocenia agencja AP, wtorkowy test ICBM był krokiem milowym w wysiłkach Pjongjangu dotyczących budowy pocisków dalekiego zasięgu przenoszących broń jądrową. Niektórzy analitycy sugerują, że udoskonalanie arsenału zajmie jeszcze kilka lat oraz że koniecznych będzie wiele testów. Mimo to udana próba ICBM od dawna była postrzegana jako czerwona linia, po której przekroczeniu tylko kwestią czasu będzie to, jak długo potrwa ulepszanie broni, o ile Korea Płn. nie zostanie powstrzymana - czytamy w AP.  

Potrzeba wspólnego działania

Z powodu północnokoreańskiej próby rakietowej USA, Japonia i Korea Płd. zażądały nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, które ma się odbyć w środę. Amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson zapowiedział, że Stany Zjednoczone podejmą "bardziej restrykcyjne działania, by pociągnąć Koreę Płn. do odpowiedzialności".  

Media państwowe w Korei Płn. napisały, że przed testem przywódca Kim Dzong Un "rozkoszował się widokiem" pocisku, który według Pjongjangu jest w stanie przenosić głowicę nuklearną sporych rozmiarów."Z wielkim uśmiechem na twarzy" Kim wezwał naukowców do "częstego wysyłania dużych i małych "prezentów" jankesom" - podały media w Pjongjangu. Przywódca nawiązywał do serii testów rakietowych i jądrowych, które nakazuje regularnie od dojścia do władzy pod koniec 2011 r.  

Kim Dzong Un: KRLD pokazała USA na co ją stać

Próbę przeprowadzono w Dniu Niepodległości w USA. Według państwowych mediów Kim powiedział "naukowcom i technikom", że bycie świadkiem "strategicznego wyboru" Korei Płn. wywoła niezadowolenie w Stanach Zjednoczonych. Korea Płn. już wcześniej dokonywała testów swej broni około 4 lipca. 

Kim "podkreślał, że przedłużająca się rozprawa z imperialistami z USA osiągnęła ostatni etap i nadszedł czas, aby KRLD pokazała USA, na co ją stać". Dodano, że USA testują wolę Korei Płn. "wbrew ostrzeżeniom".  

AP nazywa próbę rakietową "bezpośrednią naganą" dla prezydenta USA Donalda Trumpa, który napisał wcześniej na Twitterze, że taki test "się nie wydarzy". 

Północnokoreańska Akademia Obrony twierdzi, że test rakiety Hwasong-14 to "ostatnim krok" w tworzeniu "pewnego siebie i potężnego państwa nuklearnego, które może uderzyć wszędzie na ziemi". 

Amerykański naukowiec, który przeanalizował dane dotyczące wtorkowego testu, powiedział, że taki pocisk potencjalnie mógłby dosięgnąć Alaski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy