Reklama

Reklama

Wojsko południowokoreańske: Korea Płn. zapłaci, jeśli podejmie działania militarne

Jeśli Korea Płn. zdecyduje się na faktyczne działania militarne, zapłaci za to – zagroziło kolegium szefów sztabów armii Korei Płd. w reakcji na zapowiedzi rozmieszczenia północnokoreańskich wojsk na zdemilitaryzowanych obszarach przy granicy.


Reklama

Pjongjang ogłosił, że wyśle żołnierzy do nieczynnego wspólnego kompleksu przemysłowego w mieście Kaesong oraz do wspólnego ośrodka turystycznego w Górach Diamentowych (Kumgang). Reżim odrzucił złożoną przez Seul propozycję rozmów w tej sprawie.

Władze Korei Płn. zapowiedziały również zerwanie dwustronnej umowy o redukcji napięć militarnych z 2018 roku, przywrócenie posterunków strażniczych w strefie zdemilitaryzowanej i wznowienie regularnych ćwiczeń wojskowych w pobliżu granicy.

"Te posunięcia udaremniają dwie dekady wysiłków Korei Południowej i Północnej na rzecz poprawy dwustronnych stosunków i utrzymania pokoju na Półwyspie Koreańskim. Jeśli Północ rzeczywiście podejmie taki krok, z pewnością za to zapłaci" - oświadczył przedstawiciel kolegium szefów sztabów Korei Płd. Dzeon Dong Dzin.

Relacje między dwoma państwami koreańskimi gwałtownie się pogorszyły. We wtorek, po serii krytycznych komunikatów pod adresem Seulu, Korea Płn. wysadziła w powietrze biuro łącznikowe obu krajów w Kaesong.

Armia Korei Płd. utrzymuje "solidną postawę gotowości"

Dzeon powiedział również, że armia Korei Płd. przez cały czas monitoruje ruchy północnokoreańskiego wojska i utrzymuje "solidną postawę gotowości". Dodał jednak, że Seul stara się uniknąć eskalacji sporu i powstania kryzysu militarnego.

Korea Płn. podniosła na najwyższy poziom gotowość wojsk pierwszej linii po raz pierwszy od 2013 roku - podała agencja prasowa Yonhap.

"Nie wykryto jak dotychczas żadnych nadzwyczajnych ruchów, ale jesteśmy w pełnej gotowości na wypadek wszelkich ewentualności" - powiedział tej agencji oficer południowokoreańskiego kolegium szefów sztabów, którego nazwiska nie podano.

Tymczasem samolot typu An-148 używany wcześniej przez przywódcę Korei Płn. Kim Dzong Una przeleciał w środę z Pjongjangu do wschodniej części kraju - podał Yonhap, powołując się na dane platformy śledzącej ruch samolotów.

Nie jest jasne, czy Kim był na pokładzie. Pojawiają się spekulacje, że celem rejsu mogło być portowe miasto Sinpo, gdzie według analityków Korea Płn. buduje nowy okręt podwodny, zdolny do wystrzeliwania rakiet z głowicami jądrowymi. Eksperci sądzą, że prace nad jednostką są w końcowej fazie.

Władze Korei Płn. protestują przeciwko przesyłaniu przez granicę z Południa na Północ ulotek propagandowych, krytykujących reżim w Pjongjangu. Eksperci wiążą pogarszanie się dwustronnych relacji z impasem w negocjacjach między Pjongjangiem a Waszyngtonem w sprawie denuklearyzacji Korei Płn. i ewentualnego zniesienia nałożonych na nią międzynarodowych sankcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje