Reklama

Reklama

Wielka Brytania: Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte

Jeremy Corbyn /AFP

Premier Jeremy Corbyn? Coś co wydawało się niemożliwe na początku kampanii wyborczej w Wielkiej Brytanii, już takie nie jest. 8 czerwca na Wyspach odbędą się wybory parlamentarne.

2015 rok - lider Partii Pracy Ed Miliband szykuje się do objęcia teki premiera. Wybory zdecydowanie wygrywają konserwatyści Davida Camerona.

2016 rok - eksperci przewidują, że w referendum Brytyjczycy opowiedzą się za pozostaniem w Unii Europejskiej. A jednak zwolennicy brexitu górą.

2017 rok - obserwatorzy wieszczą wysokie zwycięstwo Partii Konserwatywnej w przyspieszonych wyborach parlamentarnych...

Gdy Theresa May znienacka ogłosiła rozpisanie wyborów już w czerwcu 2017 roku, przewaga konserwatystów nad laburzystami wynosiła ponad 20 punktów procentowych.

Reklama

W ostatnich tygodniach, ku zaskoczeniu wszystkich, łącznie ze zwolennikami Partii Pracy, laburzyści prują w sondażach w górę i końca nie widać. Według najnowszego badania Partię Konserwatywną popiera 43 proc. Brytyjczyków a Partię Pracy 36 proc.

O tym, że nie są to zwyczajne fluktuacje, świadczy inne badanie: 37 proc. wyborców ma gorsze zdanie o Theresie May niż na początku miesiąca, a 39 proc. lepiej ocenia Jeremy'ego Corbyna niż cztery tygodnie wcześniej (gwoli formalności - 25 proc. ocenia May lepiej, a 14 proc. wyborców zniechęciło się do Corbyna). Mamy więc wyraźny trend: Corbyn na fali, May w odwrocie.

Utożsamianie dwóch największych partii na Wyspach z ich liderami jest w tym roku o tyle uzasadnione, że wybory przeistoczyły się w rywalizację tych dwóch charyzmatycznych osobowości. Wizerunek May w oczywisty sposób nawiązuje do konserwatywnej Żelaznej Damy, natomiast Jeremy Corbyn od lat uważany był za outsidera, zbyt skrajnego, by kiedykolwiek przewodzić laburzystom.

Na starcie May miała przewagę również dlatego, że udało jej się zjednoczyć konserwatystów, co nie było łatwe, dlatego że część obozu opowiadała się za wyjściem z UE, a część, w tym Theresa May, za pozostaniem. 

Blair i Corbyn: Dekady wzajemnej niechęci

Tymczasem przejęcie władzy w Partii Pracy - a następnie jej utrzymanie - przez Jeremy'ego Corbyna zostało przyjęte przez partyjne elity z nieskrywanym niesmakiem. Dość powiedzieć, że przed partyjnymi wyborami lidera posłuszeństwo Corbynowi wypowiedzieli laburzystowscy członkowie Izby Gmin.

Wrogiem Corbyna jest między innymi były premier Tony Blair, zresztą z wzajemnością. Corbyn zarzuca Blairowi zaprzedanie duszy londyńskiemu City, a gdy Blair wysyłał żołnierzy do Iraku, to właśnie Corbyn stał na czele protestów, przekonując, że wojna w Iraku wywoła spiralę terroryzmu. Blair natomiast uważa Corbyna za kogoś, kto się nadaje co najwyżej na szefa związku zawodowego.

Jednak partyjne elity okazały się bezradne wobec... demokracji. Licząca ponad pół miliona członków Partia Pracy to największa partia Europy. I tak się składa, że szeregowi członkowie Corbyna uwielbiają. 

Wybory z 8 czerwca stały się więc wymarzoną okazją dla niezadowolonych liderów, by raz na zawsze Corbyna się pozbyć. Wystarczy sromotna przegrana i zmiana lidera, "honorowa dymisja" stanie się naturalną koleją rzeczy. Rzeczywistość w tej chwili pisze jednak inny scenariusz...

Jego poglądy

Dlaczego właściwie Corbyn jest taki kontrowersyjny? Obrany przez niego kierunek to zdecydowane odejście od tak zwanej trzeciej drogi. Żadnych przyjaźni z wielkim biznesem. Zamiast prywatyzacji - nacjonalizacja. Na przykład kolei. Oprócz tego: podniesienie podatków najbogatszym, zerwanie z polityką cięć, zwiększenie praw pracowniczych, bezpłatna edukacja. 

Sporo kłopotów przysparza Corbynowi jego pacyfizm (odnotujmy, że lider Partii Pracy w oficjalnych wypowiedziach twierdzi, iż pacyfistą nie jest). 68-letni polityk jest przekonujący, gdy pokazuje skutki interwencji na Bliskim i Środkowym Wschodzie, wątpliwości pojawiają się natomiast, gdy padają pytania o NATO i sojuszniczą solidarność w przypadku rosyjskiej agresji. Corbyn w przeszłości sugerował nawet, że NATO jest zagrożeniem dla światowego pokoju. Nie chce też zadeklarować, że Wielka Brytania wyśle swoje oddziały, gdyby Rosja zaatakowała państwa nadbałtyckie. Te wypowiedzi wynikają bardziej z dogmatycznej niechęci Corbyna do jakichkolwiek interwencji zbrojnych, jednak padają również oskarżenia o prorosyjskość.

Z polskiego punktu widzenia można by więc zaklasyfikować Corbyna jako niekorzystny wybór dla naszego kraju, gdyby nie to, że lider laburzystów z pasją walczy o prawa imigrantów. Gdy konserwatyści chcą imigrację ograniczać i stopniowo eliminować przywileje przyjezdnych, Corbyn wręcz przeciwnie.

"Powiedzmy sobie jasno: wszyscy Europejczycy, którzy pracują w tym kraju, wspierają nas i nasze społeczeństwo, mają pełne prawo, by tu pozostać. Będziemy się o nich upominać!" - zapowiedział lider opozycji, w odniesieniu do brexitu.

Konserwatyści chcieliby, aby to właśnie brexit był tematem numer jeden kampanii. Stratedzy Partii Konserwatywnej uważają, że przedstawianie Theresy May jako najbardziej kompetentnego negocjatora przyniesie wyborcze zwycięstwo. 

Kandydaci a terroryzm

Politycy partii rządzącej atakują przy okazji Corbyna jako zbyt miękkiego wobec terroryzmu. Co więcej, zarzucają liderowi laburzystów, że uczestniczył w pogrzebie palestyńskiego terrorysty w 1992 roku (chodzi o zamordowanego w Paryżu Atefa Bseiso). 

Po zamachu w Manchesterze główny przekaz Corbyna brzmiał: nie możemy dać się podzielić. To woda na młyn konserwatystów, którzy chcą się pokazać jako zdecydowanie twardsi wobec islamskiego radykalizmu. Corbyn widzi źródło terroryzmu przede wszystkim w wojskowych interwencjach Zachodu; takie podejście sprawiło, że May, po zamachu w Manchesterze, nie zawahała się przed punktowaniem Corbyna jako zbyt słabego, by pokonać terrorystów.

Nie jest bynajmniej tak, że May atakuje Corbyna, a ten nadstawia drugi policzek. Szef laburzystów zawzięcie portretuje May jako przedstawicielkę elit, szukającą tylko okazji, by im rozdawać polityczne prezenty. Premier zresztą zapracowała na taki zarzut, proponując na przykład rewizję zakazu polowania na lisy. Ponadto May podłożyła się, ogłaszając krytykowaną zewsząd, niejasną reformę opieki społecznej.

Te wymiany ciosów odbywają się wyłącznie korespondencyjnie, bowiem May odmawia bezpośredniej debaty z Corbynem, ponieważ, jak twierdzi, Brytyjczycy tego teraz nie potrzebują.

Sprawa pokoleniowa

Wybór, przed którym stoi Wielka Brytania, stał się sprawą pokoleniową. Badania pokazują wyraźnie, że młodzi zdecydowanie popierają Partię Pracy, a starsi - Partię Konserwatywną. 

Gdy Corbyn wyszedł na scenę przed koncertem The Libertines w Tranmere, przywitał go ryk aprobaty i poświęcone mu przyśpiewki. Z kolei May świetnie sobie radzi, chodząc od drzwi do drzwi i rozmawiając z emerytami. 

O tym jak istotne stało się opowiedzenie albo za May, albo za Corbynem, świadczy również fakt, że wszystkie pozostałe partie - od UKIP po Liberalnych Demokratów - sukcesywnie tracą poparcie.

Wybory na Wyspach z każdym dniem zapowiadają się coraz ciekawiej. Planowana "koronacja" Theresy May na królową brexitu oraz uroczyste wbicie noża w plecy Jeremy'ego Corbyna przez laburzystów mogą ostatecznie nie dojść do skutku. 

Dowiedz się więcej na temat: Wielka Brytania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje