Reklama

Reklama

Wenezuela: Dzieci nie są szczepione od dwóch lat

Sytuacja w Wenezueli jest jedną z najtrudniejszych w przeciągu ostatnich kilku dekad. W 2017 r., na skutek braku dostępu do leków oraz sprzętu medycznego, śmiertelność wśród matek wzrosła tam o 65 proc., a wśród niemowląt - o 30 proc. W kraju pogrążonym w chaosie odnotowano też największy na świecie, ponad dziesięciokrotny, wzrost zachorowań na malarię. Kraj boryka się z dawno zapomnianymi w regionie i na świecie chorobami. Niemowlęta nie są szczepione od dwóch lat. Pojawiło się widmo wybuchu epidemii.

Pomoc humanitarną na miejscu utrudnia wenezuelski rząd, który blokuje dostawy żywności oraz sprzętu medycznego. Część lekarstw można dostarczyć z sąsiedniej Kolumbii, jednak zdarza się, że na pomoc jest już za późno, bowiem czas podania szczepionki lub leku jest bardzo istotny.

"Brutalna rzeczywistość, spartańskie warunki"

Reklama

Kolumbijski Czerwony Krzyż przyjmuje dziennie kilkaset osób. Każdego dnia na terenie Kolumbii szczepionych jest około 100 wenezuelskich dzieci. Kobiety z niemowlętami na rękach przekraczają kolumbijsko-wenezuelską granicę, a następnie stoją w długich kolejkach, by jak najszybciej zaszczepić swoje dzieci. 

W stolicy Wenezueli - Caracas szczepionek brakuje od dawna. W szpitalu dziecięcym najbardziej potrzebne są szczepionki przeciwko pneumokokom i żółtaczce. Te drugie nie są dostępne od kilkunastu miesięcy, a od 2012 r. nie szczepi się dzieci przeciwko pneumokokom.

Dystrybucja leków jest ściśle kontrolowana przez rząd, a ich dostępność jest trudna do przewidzenia. 

- W szpitalach rzeczywistość jest brutalna. Panują tam spartańskie warunki, a zasady higieny nie są przestrzegane. Na korytarzach siedzą zmęczeni ludzie, którymi nikt się nie zajmuje. Sale są przepełnione, nie ma opatrunków, aptek. Na oddziale, gdzie znajdują się noworodki, personel bezsilnie siedzi w dyżurce. Lekarze i pielęgniarki często uciekają do Kolumbii, ponieważ tam mają dostęp do leków i mogą bezpiecznie zajmować się pacjentami - mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Jedną z pacjentek szpitala Domingo Luciani jest Mia, córeczka Rebecci Gamez. Ma dwa miesiące i odkąd skończyła 15 dni jest w szpitalu, bo nie toleruje zastępczego mleka w proszku, a Rebecca nie może karmić piersią. U dziewczynki występują wymioty i biegunki, ma także infekcję bakteryjną. Lek, który matka kupiła na czarnym rynku, jest podawany małej pacjentce przez rurkę bezpośrednio do organizmu. Rebecca nie wie, jak długo potrwa leczenie. Do szpitala musiała przynieść swoją pościel, jedzenie, środki higieniczne i lekarstwa.

Yogheily Roballo to półtoraroczna dziewczynka, która trafiła do szpitala z powodu konwulsji i wymiotów. Dzieckiem opiekują się mama i babcia, które same kupiły antybiotyki i wszystkie potrzebne środki higieniczne.

"Lekarka ze łzami w oczach pokazywała puste lodówki"

- Jestem tutaj, aby ocenić potrzeby, zwłaszcza dzieci. Działamy razem z organizacją lokalną Deus Caritas Est. Widziałam dzieci chorujące na dawno zapomniane choroby, na dengę, żółtaczkę, zapalenie opon mózgowych, na choroby wynikające z niedożywienia - mówi Małgorzata Olasińska-Chart, która obserwowała sytuację na miejscu.

- W szpitalach nie ma niczego, lekarka ze łzami w oczach pokazywała mi puste lodówki. Wszyscy prosili mnie o pomoc. Polska Misja Medyczna zbiera fundusze na szczepionki dla dzieci w Wenezueli. Proszę o solidarność! - apeluje.

Kraj pogrążony w chaosie

Sytuacja gospodarcza w Wenezueli pogarsza się już od 2014 r. Kryzys osiągnął apogeum w styczniu 2019 r., kiedy w sfałszowanych wyborach na prezydenta został ponownie wybrany Nicholas Maduro. Kryzysowi politycznemu towarzyszy ostry kryzys gospodarczy. Wenezuelska waluta nie ma praktycznie żadnej wartości, w sklepach brakuje niemal wszystkich produktów, a hiperinflacja szacowana jest przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy na 10 mln proc. Nicolas Maduro niejednokrotnie odmawiał przyjęcia pomocy humanitarnej z innych krajów.

Tymczasem według szacunków ONZ, siedem mln osób, czyli jedna czwarta ludności tego kraju, potrzebuje pomocy humanitarnej.

Trwający kryzys zmusił już cztery miliony Wenezuelczyków do ucieczki z kraju. Ci, którzy zostali, żyją w ekstremalnych warunkach - bez prądu, jedzenia i lekarstw.

Sześć dolarów za miesiąc pracy

Wenezuelczyków nie stać na podstawowe produkty. Obecnie ich pensja wynosi średnio sześć dolarów miesięcznie. 

Tylko w regionie Táchira prawie 10 tys. dzieci i kobiet w ciąży zostało zakwalifikowanych jako niedożywione. Na granicy z Kolumbią panuje chaos - to tam zdezorientowany tłum mieszkańców Wenezueli szuka pomocy.

Najtrudniejsza sytuacja od dekad

Według raportu Ministerstwa Zdrowia, sytuacja medyczna w Wenezueli jest jedną z najtrudniejszych w przeciągu ostatnich kilku dekad. W 2017 r. na skutek braku dostępu do leków oraz sprzętu medycznego śmiertelność wśród matek wzrosła o 65 proc., a wśród niemowląt - o 30 proc. 

W kraju pogrążonym w chaosie odnotowano też największy na świecie, ponad dziesięciokrotny, wzrost zachorowań na malarię - z 36 tys. w 2009 r. do 414 tys. w 2017 r. 

Wesprzyj działania Polskiej Misji Medycznej w Wenezueli, która pracuje na miejscu z organizacją Deus Caritas Est, niosąc pomoc medyczną w Rubio, w regionie Táchira. Szpitale apelują o zakup szczepionek przeciwko żółtaczce. Jedna szczepionka to koszt 25 zł. Niemowlęta nie są szczepione już od dwóch lat. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL