Reklama

Reklama

Węgierski rząd cenzuruje media?

Rząd węgierskiego premiera Viktora Orbana od objęcia władzy w 2010 r. wprowadził w sferze mediów poważne zmiany, które - zdaniem krytyków - skłaniają dziennikarzy do autocenzury. W opinii ekspertów media są jednak nadal przeciwwagą dla rządu.

Od 1 stycznia 2011 r. na Węgrzech obowiązuje nowa ustawa medialna, która wywołała ostrą krytykę w kraju i za granicą. Ustawa powołała posiadającą szerokie uprawnienia, wybieraną przez parlament Radę ds. Mediów, która ma prawo wymierzać mediom dotkliwe kary za "niewyważone politycznie" publikacje - do 200 mln forintów (700 tys. euro) w przypadku mediów elektronicznych i 25 mln forintów (89 tys. euro) w przypadku dzienników lub publikacji internetowych. Zdaniem Rady Europy media na Węgrzech poddawane są presji politycznej i kary te mają na nie "temperujący" wpływ.

Reklama

"Ten urząd o bardzo szerokich pełnomocnictwach jest jednym z najbardziej krytykowanych punktów w nowych przepisach. Sama ustawa o mediach jest zaś pełna trudnych do zrozumienia, niejasnych zapisów i oczekiwań, które prowadzą do tego, że dziennikarze będą coraz ostrożniejsi i skłonni do autocenzury, np. w przypadku sformułowania +wzniecanie nienawiści+ nie jest jasne, w którym momencie się ono zaczyna i co pod nie podpada" - powiedział PAP Gabor Polyak, szef budapeszteńskiego think tanku Mertek Muehely, zajmującego się monitoringiem mediów.

Mertek Muehely podkreśla w opublikowanym w mijającym tygodniu opracowaniu, że nawet w mediach, które nie są stronnicze politycznie, perspektywa utraty państwowych reklam i innych kontraktów ma wpływ na politykę wydawców i stwarza środowisko redakcyjne, w którym edytorzy akceptują, a dziennikarze praktykują autocenzurę.

Polyak zwrócił uwagę, że dużo mniej widoczna jest rządowa ingerencja innego rodzaju - w sferze rynku medialnego. "Rząd Fideszu sprawnie przeobraził rynek medialny" - ocenił. Jak podkreślił, wprowadzono podatek od przychodów reklamowych, który w pierwotnej wersji miał osłabić cieszącą się największą oglądalnością komercyjną stację telewizyjną RTL Klub, na którą przypada 13,5 proc. rynku reklamowego. Ostatecznie z powodu sprzeciwu Komisji Europejskiej podatek ma postać liniową, nie zaś progresywną.

"Fidesz z pomocą Rady ds. Mediów przeobraził całkowicie również rynek radiowy. Utworzono też niedawno nowe gazety i portale, które są utrzymywane z reklam rządowych" - dodał Polyak.

Zmiany w sferze środków masowego przekazu przeprowadzone za rządów Viktora Orbana dotyczyły też mediów publicznych. Wspomniana ustawa medialna powołała do życia od 1 stycznia 2011 r. Fundusz ds. Misji i Majątku Mediów (MTVA), któremu podlegają media publiczne: Węgierskie Radio, Węgierska Telewizja, stacja Duna TV, a także agencja MTI. Latem bieżącego roku te cztery podmioty zostały połączone w jedną jednostkę, spółkę Buda Koernyeki Mediaszolgaltato (Usługodawca Medialny Okolic Budy).

"Media publiczne przeszły gruntowne przeobrażenia, nastąpiło bardzo silne scentralizowanie - ocenił Polyak. - Decyzje dotyczące m.in. pracowników i treści zapadają wyłącznie w instytucji, nad którą nie ma żadnej kontroli społecznej i nad którą nadzór sprawuje politycznie jednobarwny MTVA".

"Węgierskie media publiczne zawsze skłaniają się ku rządowi"

Według analityka węgierskiego ośrodka Szazadveg, Tamasa Lancziego, centralizacja mediów publicznych nie wpłynęła na ich funkcjonowanie w sensie politycznym. "Ten krok uporządkował sytuację finansową bardzo rozgałęzionych i kiepsko działających mediów publicznych. Moim zdaniem nie miało to konsekwencji politycznych" - powiedział PAP.

Jak podkreślił, przed 2010 r. Węgierska Telewizja miała np. własną redakcję informacyjną zamiast wykorzystywać serwis również finansowanej z funduszy państwowych agencji MTI, której zadaniem jest przygotowywanie wiadomości o Węgrzech i o świecie; podobnie było też w Duna TV i rozgłośniach radiowych.

"Chodziło o to, żeby nie było takich małych, odizolowanych spółek, tylko jedna duża jednostka gospodarcza. Nie ma teraz osobnego kierownictwa w każdej z tych jednostek. Media publiczne stały się zdrowsze, wydajniejsze" - ocenił.

Lanczi przyznał, że media publiczne na Węgrzech są prorządowe, ale - jego zdaniem - nie wynika to z centralizacji. "Węgierskie, ale także wszystkie inne media publiczne zawsze skłaniają się ku rządowi" - powiedział, tłumacząc to tym, że to rządząca większość dysponuje możliwością ich finansowania.

Na Węgrzech nie ma abonamentu radiowo-telewizyjnego, a media publiczne są finansowane głównie ze środków budżetowych. Na ten cel przeznacza się 80 mld forintów (miliard złotych) rocznie. Ministerstwo Gospodarki zapowiedziało ponadto we wrześniu modyfikację budżetu na bieżący rok w taki sposób, by rząd przejął na siebie 47,2 mld ft (637 mln zł) zadłużenia MTVA. Oprócz tego źródłem finansowania są jeszcze reklamy, które przynoszą mediom państwowym około 10 mld ft (135 mln zł).

Eksperci są zgodni, że posunięcia rządu nie doprowadziły jednak do generalnej dominacji w mediach opcji prorządowej.

Polyak uważa, że "nie ma takiej sfery na rynku medialnym, gdzie nie byłyby odczuwalne te gry polityczne", ale "na szczęście mimo tych pieniędzy (władze) i tak nie potrafią zrobić takiego programu, który byłby atrakcyjny, np. (kanał informacyjny) HirTV jest jedną wielką klęską, nikt ich nie ogląda".

Zdaniem Lancziego zmiany spowodowane posunięciami rządu na rynku medialnym były dużo mniejsze, niż to przedstawia prasa zagraniczna.

"Jeśli przyjrzymy się prasie drukowanej i elektronicznej, to jednoznacznie widać z danych o czytelnictwie i oglądalności, że lewicowe organa prasowe mają zdecydowaną przewagę na (całym) węgierskim rynku medialnym. Na rynku telewizyjnym występuje bardzo silna dominacja opozycyjnej lewicowej grupy RTL, a w mediach internetowych - przytłaczająca dominacja mediów lewicowych, portali Index i Origo. Origo ma blisko milion czytelników, a Index 600 tys. Same te dwa portale przechylają prasę internetową w lewą stronę. Ta sama sytuacja panuje w rozgłośniach radiowych" - powiedział Lanczi PAP.

Według niego tylko w mediach publicznych, które mają niską oglądalność i słuchalność, pojawia się stanowisko partii rządzącej.

"Mimo że rząd węgierski od 2010 r. bardzo wyraźnie wpływa na media i przepisy ich dotyczące, to uważam, że jest to sfera, gdzie jego posunięcia zostały uwieńczone najmniejszym powodzeniem. Można powiedzieć, że media są nadal bardziej przeciwwagą dla rządu niż jego sojusznikiem" - podkreślił w rozmowie z PAP szef think tanku Political Capital Peter Kreko.

Małgorzata Wyrzykowska

Dowiedz się więcej na temat: Węgry | Viktor Orban | media | cenzura

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje