Reklama

Reklama

Węgierska wiza dla bogatych

Władze długo nie ujawniały, ile osób oficjalnie przyjechało na Węgry w ramach programu złotych wiz. Wedle wyliczeń mediów w wyniku sprzedaży rezydentur na Węgry dotarło 15 razy więcej imigrantów ekonomicznych, niż wynosił próg wymagany programem relokacji migrantów. O złotej węgierskiej wizie, która była przepustką do krajów strefy Schengen - pisze Dominik Héjj na łamach "Przeglądu".

W 2013 roku węgierski rząd wdrożył program złotych wiz rezydencyjnych. Jego celem była poprawa fatalnego po kryzysie gospodarczym stanu finansów publicznych, który dotkliwie doświadczył Węgry w latach 2008-2009. Rząd w Budapeszcie wciąż wprowadzał wtedy nowe podatki, z których zyski przeznaczane były wprost na spłatę zadłużenia zagranicznego (m.in. długu wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego) czy łatanie dziury budżetowej. Pierwszy pomysł stworzenia programu pojawił się w 2012 roku. Program został zawieszony z początkiem 2017 roku, a definitywnie rozwiązany z końcem lipca 2018 roku. Jego zakończenie zbiegło się z politycznym skandalem, gdyby nie on, złote wizy można byłoby najpewniej kupować w kolejnych latach.

Reklama

Pełnomocnikiem ds. wiz rezydencyjnych został Antal Rogán, jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych urzędników premiera. Rogán od lat określany jest mianem ministra ds. propagandy (w rządzie odpowiada za koordynację wewnątrz ministerstw). System wiz polegał na tym, że osoba chętna kupowała pięcioletnie obligacje skarbu państwa. Gwarantowana stopa zwrotu wynosiła 2 proc., a wartość papierów opiewała na 300 tys. euro. Program od początku był promowany głównie w krajach arabskich poprzez reklamy prasowe w języku arabskim. Chętny nie nabywał jednak obligacji bezpośrednio od państwa, a poprzez certyfikowanych pośredników. Tyle że pośrednicy pobierali prowizję, którą finansowało państwo węgierskie (29 tys. euro), oraz prowizję od inwestora w wysokości od 40 do 60 tys. euro.

Według ustaleń portalu śledczego Direkt36,  po odliczeniu prowizji, a także oprocentowania i inflacji, w wyniku całej operacji skarb państwa zamiast zarobić, stracił. Posłanka opozycyjnej partii Polityka Może Być Inna (LMP) Márta Demeter już w październiku 2017 r. informowała o tym, że łączne straty poniesione przez Węgry w wyniku programu wiz rezydencyjnych wyniosły mniej więcej 17-18 mld forintów (ok. 245 mln zł). Według danych Transparency International Hungary (TIH) pośrednicy mieli zarobić na operacjach łącznie ok. 480 mln euro. Samo państwo węgierskie - 434 mln euro, a zatem mniej niż podmioty pośredniczące w procesie zakupu wiz rezydencyjnych.

Budapeszt poza programem ruchu bezwizowego?

Na temat tego, ile osób oficjalnie przyjechało na Węgry w ramach programu złotych wiz, władze długo milczały. Według obliczeń "Magyar Nemzet" (wówczas antyrządowej gazety codziennej, a obecnie w efekcie przekształceń własnościowych - prorządowej) w wyniku sprzedaży rezydentur na Węgry dotarło 15 razy więcej imigrantów ekonomicznych, niż wynosił próg wymagany programem relokacji migrantów, który opiewał na 1294 osoby. Złote wizy otrzymało łącznie prawie 20 tys. osób (dokładnie 19 885). Rezydentury nabyło 6585 osób. Jednak nabywca otrzymywał prawo do ściągnięcia członków rodziny - żony oraz dzieci do 18. roku życia. Takich osób było 13,3 tys. Złota wiza była przepustką do krajów strefy Schengen.

Ściąganie imigrantów ekonomicznych stało w absolutnej sprzeczności z polityką węgierskiego rządu, która od 2015 roku, tj. od początku kryzysu migracyjnego, całkowicie odrzucała wszelkie rodzaje imigracji. Co najmniej kilka tysięcy osób przybyło na Węgry z krajów arabskich, a zatem byli oni tej narodowości (oraz wiary), która w retoryce premiera Orbána miała stanowić śmiertelne zagrożenie dla cywilizacji europejskiej i narodu węgierskiego. Plakaty zachęcające do skorzystania z programu złotych wiz pojawiały się także w Chinach i Rosji.

Formalnie każda z osób, która chciała skorzystać z programu, była weryfikowana przez służby specjalne, jednak wyczekiwany dokument otrzymał w 2014 roku finansista reżimu Asada w Syrii Atiya Khoury, zwany biznesmenem Asada, co wywołało polityczny skandal. Fakt ten ujawniono w marcu 2018 roku we wspomnianym portalu śledczym Direkt36. Nie był to jednak odosobniony przypadek. Wizy otrzymywali także Rosjanie, których władze USA uważały za osoby zagrażające amerykańskiemu bezpieczeństwu. Realne stało się w 2017 roku wykluczenie Budapesztu z programu ruchu bezwizowego. Szczęśliwie dla węgierskiej administracji skończyło się tylko na zapowiedziach.

Wspomniani pośrednicy, z których pomocą można było nabyć wizy, oprócz jednego, zarejestrowani byli poza granicami Węgier, m.in. na Kajmanach, w Singapurze czy na Cyprze i Malcie. Jeden z podmiotów miał funkcjonować w Hongkongu. Śledztwo w sprawie programu wiz prowadziła także TIH. Wskazywano przy tej okazji, że podmioty pośredniczące zostały wybrane w wątpliwym pod względem transparentności procesie, który dodatkowo zdaniem TIH mógł naruszyć węgierskie prawo.

Stop Soros

Wątpliwości budził także fakt, że za nadzór i licencjonowanie instytucji finansowych odpowiedzialny jest Narodowy Bank Węgier, zatem to on powinien sprawować kontrolę nad tymi podmiotami. Jednak kompetencje te zostały przekazane  Komisji Gospodarczej Zgromadzenia Krajowego (w czasie pierwszej koalicji Fidesz-KDNP w latach 2010-2014 jej przewodniczącym był Antal Rogán).

Konflikt polityczny, ze względu na który zostały zlikwidowane wizy, rozgorzał jesienią 2016 roku, tuż po tym, jak 2 października odbyło się na Węgrzech referendum w sprawie tzw. przymusowych kwot migrantów, a zatem mechanizmu ich relokacji. Ze względu na zbyt niską frekwencję, wynoszącą nieco ponad 40 proc., referendum było nieważne. Opozycja nawoływała w przedreferendalnej kampanii do jego bojkotowania. Mimo nieważności rząd nie uznał wyników i nazajutrz zakomunikowano, że zostanie spełniona wola tych Węgrów, którzy odrzucili kwoty, tj. 98 proc. głosujących.

Premier Orbán na forum parlamentu zapowiedział, że zostanie niezwłocznie przedstawiony projekt siódmej ustawy nowelizującej węgierską konstytucję, w którym zostanie wpisany zakaz odgórnej relokacji na Węgrzech obywateli innych niż z państw wchodzących w skład UE. W listopadzie 2016 roku faktycznie taki projekt trafił do laski marszałkowskiej, jednak koalicja Fidesz-KDNP głosowanie przegrała. Stało się tak dlatego, że od 2015 roku Fidesz nie dysponował już większością konstytucyjną, co było konsekwencją dwukrotnie przegranych parlamentarnych wyborów uzupełniających w okręgach jednomandatowych.

Orbán był pewien, że poparcie dla swojej inicjatywy uzyska ze strony prawicowego Jobbiku. Ale partia Gábora Vony nie uległa politycznym naciskom i ustawy nie poparła. Jobbik domagał się natychmiastowego zakończenia programu złotych wiz. Lider partii mówił o tym, że Jobbik nie godzi się na półrozwiązania, tzn. wykluczenie mechanizmu kwot, a przy tym dalsze sprowadzanie migrantów ekonomicznych. Z kolei Fidesz nie chciał przystać na propozycję Vony, byłoby to bowiem polityczne ukorzenie się przed prawicowym rywalem. Stąd też projekt trafił do zamrażarki, a kilkanaście tygodni później Orbán zdecydował o zawieszeniu programu rezydentur. Zmiana w konstytucji, która odrzuciła mechanizm kwot, została wdrożona w czerwcu 2018 roku wraz z całym pakietem Stop Soros, który miał przeciwdziałać nielegalnej imigracji.

Dominik Héjj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje