Reklama

Reklama

Watykan: Polemika wokół szopki na placu Świętego Piotra

Od zachwytu nad odwagą i otwarciem na awangardę, po zdumienie i oburzenie - takie reakcje budzi wśród rzymian ceramiczna szopka z Abruzji, stojąca na placu Świętego Piotra. Można tam usłyszeć: "Marsjanie wylądowali w Watykanie" i "co powie papież, jak to zobaczy?".

Głosy wyrażające pochwałę dla sztuki współczesnej, łączącej style i tradycje wielu minionych wieków oraz różnych miejsc na świecie, mieszają się z opiniami: "Coś strasznego", "Co tam robi astronauta?".

Reklama

- To wspaniale, że ktoś w Watykanie miał tyle odwagi, że zdecydował się w tym szalonym i potwornym roku wystawić nieoczywistą szopkę, obalając tradycję, do jakiej przywykliśmy w tym miejscu pod obeliskiem - powiedział w poniedziałek mieszkaniec centrum Rzymu, właściciel małej galerii sztuki współczesnej. Jak podkreślił, przybiegł na Plac Świętego Piotra, by na własne oczy zobaczyć to, o czym dyskutuje całe jego artystyczne środowisko w Wiecznym Mieście.

Mężczyzna dodał, że o tegoroczną watykańską szopkę spierają się artyści, eksperci, malarze i rzeźbiarze. Nigdy wcześniej, jak zauważył, żadna szopka przed bazyliką watykańską nie wzbudziła tylu emocji i skrajnych ocen. Ekspert w nadzwyczaj oryginalnych figurach doszukuje się licznych wpływów i inspiracji, począwszy od sztuki prymitywnej.

"Ale szopka, nie mam słów"

Szopkę przyszło również obejrzeć młode polskie małżeństwo, mieszkające pod Rzymem.

 - Ale szopka - to polskie powiedzenie świetnie pasuje do tego, co tu widzimy - powiedziała kobieta, patrząc na figury-posągi z ceramiki. - Żołnierz z tarczą, kosmonauta w kombinezonie i kasku, nie mam słów - wyznał jej mąż.

Trudno przekonać dzieci

Rzymianie zauważają, że trudno przede wszystkim przekonać dzieci, że to, co widzą na placu Świętego Piotra, to szopka. Zaznaczają, że takie odstępstwo od bogatej we Włoszech - kolebce szopek - tradycji ich budowania jest dla najmłodszych całkowicie niezrozumiałe.

- Dzieci widzą przed sobą przedziwne postacie, jakby z klocków lub osobliwej kreskówki. Można się ich nawet przestraszyć - to kolejna opinia, jaką można usłyszeć, stojąc przed szopką z miejscowości Castelli koło Teramo, która jest od wieków znanym ośrodkiem ceramiki. Figury wykonali w latach 1965-1975 uczniowie i nauczyciele miejscowej szkoły plastycznej. Wystawiane już były wcześniej między innymi w Jerozolimie, Tel Awiwie i w Betlejem.

"Patrzę i pękam ze śmiechu"

Gubernatorat Państwa Watykańskiego, odpowiedzialny za instalację szopki i ustawienie choinki, argumentuje, że w prezentacji tej można odnaleźć silne nawiązania do sztuki greckiej, egipskiej i sumeryjskiej.

- Jeśli intencją pomysłodawców ustawienia tej szopki było to, by w tych ciężkich czasach wywołać uśmiech, to na pewno się to udało. Stoję, patrzę i pękam ze śmiechu - podkreślił z ironią starszy mieszkaniec jednej z kamienic koło Watykanu, który ogląda żłóbki na placu od 1982 roku, gdy pierwszy ustawiono z inicjatywy św. Jana Pawła II. Jego zdaniem jest to "ponure widowisko".

Nie brak opinii, że figury ustawione na specjalnej platformie to "dziwny żart", który nie licuje z powagą chwil pandemii.

Co powie papież?

Tradycją wieczoru sylwestrowego w poprzednich latach było to, że po nabożeństwie w bazylice Świętego Piotra papież Franciszek przychodził na plac zobaczyć szopkę. Nie wiadomo, czy zrobi to w tym roku w związku z restrykcjami i reżimem sanitarnym czasów pandemii.

Rzymianie oglądający szopkę są podzieleni. Jedni zastanawiają się, co powie papież, kiedy ją zobaczy i czy doceni jej awangardową formę. Inni przyznają, że lepiej by było, gdyby jej nie oglądał.

Z Watykanu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL