Reklama

Reklama

Waszczykowski uzyskał zapewnienie od doradców Trumpa

"Stany Zjednoczone uważają Polskę za wiarygodnego sojusznika i wywiążą się z sojuszniczych zobowiązań wobec naszego kraju" - powiedział we wtorek na zakończenie wizyty w Nowym Jorku minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Poinformował, że uzyskał zapewnienie od doradców Donalda Trumpa, iż ewentualna współpraca z Stanów Zjednoczonych z Rosją nie będzie odbywać się kosztem naszego kraju.

Szef polskiej dyplomacji spotkał się w Nowym Jorku z doradcą do spraw bezpieczeństwa przyszłego prezydenta USA, generałem Michaelem Flynnem oraz nieformalnym doradca Donalda Trumpa w sprawach międzynarodowych, Henrym Kissingerem.

Według Waszczykowskiego, jego rozmówcy, którzy mają się znaleźć w sztabie doradców przyszłego prezydenta Donalda Trumpa, są świadomi problemów w Europie, a także zagrożenia w obliczu którego stoi Polska.

"Rozmawiałem z nimi na temat sytuacji w Europie, na temat naszych ocen. (...) Są świadomi problemów w Europie, a także naszego zagrożenia" - powiedział Waszczykowski dziennikarzom przed odlotem do Warszawy. Jak dodał, interesowali się jak Polska ocenia obecną i przyszłą sytuację w Rosji, w którym kierunku może ona zmierzać i jak uporać się z konfliktem.

Reklama

"Amerykanie traktują Polskę jako wiarygodnego sojusznika"

Według ministra, Amerykanie traktują Polskę jako wiarygodnego sojusznika, który wydaje właściwe sumy na obronność, co służy też interesom USA.

"Im mniej uwagi Amerykanie będą musieli poświęcać tej części Europy, tym więcej będą mogli poświęcać regionom zapalnym, gdzie ich interesy są nadwerężone. A im mniej my się będziemy obawiać o nasze bezpieczeństwo, tym bardziej będziemy się mogli zaangażować w innych regionach świata i pomagać Stanom Zjednoczonym" - argumentował Waszczykowski.

Powiedział, że wtorkowe rozmowy utwierdziły go w przekonaniu, że nowa administracja USA "będzie dbała o interesy naszej części Europy".

"Stajemy się członkami pierwszej kategorii"

W ocenie szefa MSZ, oddziały NATO w Polsce są gwarantem tego, aby nasz kraj nie stał się przedmiotem żadnych rozgrywek. Początkowo, przekonywał, członkostwo w Sojuszu było pewną iluzją.

"Byliśmy chronieni układami międzynarodowymi i traktatami, do których przystąpiliśmy, natomiast dzisiaj stajemy się członkami pierwszej kategorii, a nie drugiej, poprzez obecność wojsk amerykańskich, brytyjskich i natowskich generalnie" - wskazał Waszczykowski.

Wyliczył, że wojsk tych jest sporo, brygada licząca ponad cztery tysiące, batalion ponad tysiąc, kilkusetosobowa załoga bazy w Redzikowie oraz szpica obejmująca kilka tysięcy żołnierzy. Może się zdarzyć, przewidywał, że w sumie będzie kilkanaście tysięcy żołnierzy NATO, w tym większość amerykańskich.

Minister zwrócił uwagę, że chodzi głównie o to, by status bezpieczeństwa Polski, Europy Środkowej były równe statusowi bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Nie chodzi jednak o odtwarzanie układu zimnowojennego, kiedy na granicach stały niemal milionowe armie, lecz o symboliczne zabezpieczenie i dowód obrony na wypadek zagrożenia. Szef MSZ uznał, że Polska to otrzymuje.

Polska zainteresowana przyjacielskimi relacjami z Rosją

Waszczykowski zapewniał też, że Polska - jako sąsiad Rosji - jest zainteresowana ułożeniem z nią poprawnych, a może kiedyś przyjacielskich relacji. Klucze do tego leżą w Moskwie - dodał. "To Rosja bowiem nie chce rozwiązać zagadki katastrofy smoleńskiej, nie chce współpracować i oddać wraku samolotu" - powiedział.

Jak dodał, z jego rozmów z doradcami Trumpa wynika, że chcieliby, aby Rosja powstrzymała się od łamania prawa i anektowania terytoriów.

"Słyszałem dzisiaj z ust jednego z moich rozmówców, że jest nie do zaakceptowania, aby Rosja prowadziła taką działalność wojskową na terenie Bliskiego Wschodu. Kiedy Henry Kissinger był decydentem w latach siedemdziesiątych byłoby to nie do zaakceptowania. Myślę, że czyny jednak będą inne niż wypowiedzi retoryczne, a Twitter nie jest dla mnie źródłem wiedzy" - wskazał Waszczykowski.

W nawiązaniu do debaty w Radzie Bezpieczeństwa na temat rozwiązywania konfliktów międzynarodowych ocenił, że najciekawsze było wystąpienie amerykańskiej ambasador przy ONZ Samanthy Power.

"Twierdząc, że żegna się już najprawdopodobniej z tym stanowiskiem, pozwoliła sobie na pewną szczerość. Uznała, że przez lata dyplomaci, ambasadorowie, przedstawiciele Rady Bezpieczeństwa opowiadają eufemizmy. Mówią językiem żargonowym. Nie wskazują palcem. Jeśli mówi się o tym, aby powstrzymać się od użycia broni, powinno się wskazać, do kogo się to adresuje itp." - tłumaczył.

"Dzisiejsi władcy Kremla nie są wieczni"

Waszczykowski zauważył też, że rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin odrzucił w swym wystąpieniu zarzuty o zmianę przez jego kraj architektury bezpieczeństwa i agresję wobec Ukrainy.

Polski minister wyraził przy tym obawę, że świat może zaakceptować zajęcie Krymu w zamian za spokój we wschodniej części Ukrainy.

"To może nie być porozumienie domówione, ale na zasadzie fait accompli, faktów dokonanych, a wiele państw uzna, że nie ma atmosfery dla odzyskania Krymu dla Ukrainy" - przestrzegał.

Porównując sytuację do podziału Niemiec uzupełnił, że dzisiejsi władcy Kremla nie są wieczni. W Rosji też może bowiem dojść do transformacji, demokratyzacji w sposób pokojowy i powstania rządu, który odwróci tendencję łamania prawa międzynarodowego.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy