Reklama

Reklama

​"Washington Post": Rosyjskie prowokacje doprowadziły do zestrzelenia Su-24

Pierwsze od 60 lat zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez kraj członkowski NATO to efekt brawurowego i coraz bardziej niebezpiecznego zachowania reżimu prezydenta Władimira Putina - ocenia dziennik "Washington Post". Gazeta przypomina, że bombowiec Su-24 został zestrzelony we wtorek, gdy naruszył przestrzeń powietrzną Turcji.

Dziennik podkreśla, że nie był to pierwszy taki przypadek, a od początku rosyjskiej operacji w Syrii we wrześniu rosyjskie samoloty wielokrotnie wlatywały w turecką przestrzeń powietrzną.   

Reklama

Rosja przeprosiła za jeden incydent z października; nie wzięła jednak odpowiedzialności za drona, którego Turcja strąciła. "Według przedstawicieli NATO poprzednie naruszenia przestrzeni powietrznej wyglądały na celowe, być może dlatego, że nie ograniczały się do Turcji. W ciągu ostatnich lat rosyjskie samoloty wchodziły w przestrzeń powietrzną wielu krajów NATO i Europy, a okręty podwodne pływały po ich wodach, nie wspominając już o otwartej inwazji Władimira Putina na Ukrainie" - czytamy w  "WP".  

"Bez wątpienia Putin liczył na to, że Turcja, jak inne kraje należące do NATO, nie ośmieli się odpowiedzieć siłą na jego prowokacje. Gdy okazało się, że się mylił, Putin jak niespodziewanie uderzony awanturnik zaczął uciekać się do kłamstw i oszczerstw" - podkreśla gazeta

Przypomina, że Putin po incydencie utrzymywał, że rosyjskie samoloty nie były w tureckiej przestrzeni powietrznej, że Turcja broni Państwa Islamskiego, że atak był "ciosem w plecy". "To ostatnie wyrażenie rozsławił inny przywódca rządzący twardą ręką, w latach 30. w Niemczech. Powinno to dać do myślenia tym politykom na Zachodzie, którzy wciąż trzymają się przekonania, że Putina można nawrócić na sojusznika" - konkluduje "Washington Post".



Dowiedz się więcej na temat: Rosja | Turcja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje