Reklama

Reklama

Wakacje marzeń stały się koszmarem. Polka utknęła w Kenii

To miały być długo wyczekiwane wakacje marzeń. Mimo że wycieczka dobiegła końca, pani Danuta wciąż przebywa w Kenii. Hotelowy pokój musiała zamienić na szpitalną salę. - Ten dramat przeżywamy już 10 długich dni. Codziennie budzę się z nadzieją, że to tylko zły sen... - mówi Interii córka kobiety.

Reklama

Pani Danuta - mieszkanka Jeleniej Góry - wraz z partnerem wyjechała do Kenii na dwutygodniowe wakacje z biurem podróży TUI. Pod koniec drugiego tygodnia pobytu, 8 stycznia, kobieta z dnia na dzień zaczęła się dziwnie zachowywać. Ponadto z sejfu w pokoju hotelowym zniknęła część pieniędzy i paszport pani Danuty, co spowodowało dodatkowe komplikacje.

Reklama

Jak poinformowała nas rodzina, pani Danuta wpadała w stany lękowe, miała napady agresji oraz urojenia. Trafiła do szpitala, gdzie zdiagnozował ją lekarz ogólny. W placówce nie było psychiatry. Kobiecie podawano leki, które - zdaniem rodziny - jedynie pogłębiały zły stan i powodowały większe wahania nastrojów. 

Kiedy przyszedł dzień wylotu wycieczkowiczów, lekarz podczas wypisywania ze szpitala nie wydał zgody na lot rejsowym samolotem, stwierdzając, że kobieta nie jest wystarczająco sprawna i mogłaby zagrażać innym pasażerom.

Rozpoczęła się wyczerpująca tułaczka po kolejnych placówkach medycznych.

- W jednym szpitalu mama w ogóle nie została przyjęta, bo zażądano wysokich depozytów pieniężnych. Partner mojej mamy nie posiadał przy sobie takiej sumy - opowiada w rozmowie z Interią córka pani Danuty, która na wieść o stanie mamy udała się do Kenii.

Problemy z diagnozą

Dzięki pomocy polskiego konsulatu panią Danutę przewieziono do specjalistycznego szpitala w stolicy Kenii - Nairobi. Dopiero tutaj, po tygodniu stresów i niepewności, kobietę zbadał psychiatra.

Kenijski lekarz stwierdził chorobę psychiczną. - To dla nas bardzo trudna sytuacja. Mama nigdy nie leczyła się na tego typu schorzenia. Nigdy nie była u psychiatry ani psychologa. Na wakacje poleciała zdrowa. Istnieje również podejrzenie, że jest to zapalenie mózgu, ale w tym kierunku nie zostały jeszcze zrobione dokładne, specjalistyczne badania - mówi córka.

Rodzina robi, co może, by zapewnić kobiecie odpowiednią opiekę. - Próbujemy z Polski sprowadzić lekarza psychiatrii, aby pod jego okiem mama wróciła do kraju - informuje córka.

- Szpitale, ośrodki wyglądają tutaj zupełnie inaczej niż w Polsce. Standardy pozostawiają wiele do życzenia. Dla porównania na całe Nairobi jest jeden znany specjalista, który jeździ od szpitala do szpitala. Obecnie mama nie ma całodobowej opieki psychiatry - dodaje. 

Potrzebny transport medyczny

Na razie nie ma mowy, by pani Danuta wróciła do kraju zwykłym samolotem. Stan kobiety się poprawił, jednak - jak informuje rodzina - nie na tyle, by lekarze wydali zgodę na przelot. Rozwiązaniem może być transport medyczny.

- Jeżeli uzbieramy wystarczającą kwotę, to firma jest w stanie podstawić samolot z dnia na dzień. Problem w tym, że za wszystko trzeba zapłacić z góry, nie ma możliwości spłaty ratalnej. A koszty są ogromne - mówi Interii córka pani Danuty.

Centrala Lotów Sanitarnych poinformowała rodzinę, że koszt transportu z Nairobi do Wrocławia, wraz z lekarzem i ratownikiem medycznym oraz potrzebnym sprzętem, wyniesie 60 500 euro, czyli ok. 250 tysięcy złotych. 

"Dla nas liczy się czas"

Choć kobieta miała wykupione dodatkowe ubezpieczenie, w tym przypadku nie może liczyć na sfinansowanie transportu i pokrycie kosztów leczenia. Ubezpieczyciel powołuje się na wyłączenie. 

- Znaczna część towarzystw ubezpieczeniowych wyłącza z zakresu ubezpieczenia szkody spowodowane zaburzeniami psychicznymi lub w wyniku depresji ubezpieczonego. W zależności od towarzystwa regulacje w tym zakresie mogą się różnić. W niektórych przypadkach wyłączenie odnosi się tylko do świadczeń w przypadku śmierci ubezpieczonego - tłumaczy nam specjalista z branży ubezpieczeniowej.

Rodzina za wszystko płaci więc z własnej kieszeni. - Pobyty w szpitalach, przejazdy karetką, leki, konsultacje lekarskie. Dajemy radę dzięki finansowemu wsparciu ze strony rodziny oraz przyjaciół - słyszymy.

Córka pani Danuty organizuje zbiórkę na transport medyczny i apeluje o pomoc.

- Ten dramat przeżywamy już 10 długich dni. Dla nas najważniejszy jest czas. Chcielibyśmy mamę jak najszybciej sprowadzić do kraju. Liczy się każda złotówka. Zebrane pieniądze zamierzamy przeznaczyć na transport oraz na częściowe pokrycie kosztów leczenia w Kenii. W imieniu rodziny, chcę podziękować wszystkim, którzy nas wspierają  - mówi Interii.

Pieniądze można wpłacać w serwisie zrzutka.pl - tutaj (kliknij).

Zapytaliśmy MSZ, na jakie wsparcie ze strony polskiego konsulatu może jeszcze liczyć pani Danuta. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Aktualizacja. 22.01 - pani Danuta wróciła do kraju

Pani Danuta jest już w Polsce. "Na szczęście stan mamy ustabilizował się na tyle, że lekarze zezwolili na powrót samolotem rejsowym, co jeszcze kilka dni temu było niemożliwe. Warunkiem powrotu do Polski była organizacja asysty medycznej, którą musieliśmy załatwić od ręki. Mama leciała pod opieką lekarską. Niestety nie udało się uzbierać kwoty na przelot sanitarny, takie rozwiązanie byłoby o wiele bezpieczniejsze" - poinformowała nas córka.

Kobieta trafiła do szpitala, gdzie zostanie poddana specjalistycznym badaniom.

"Pieniądze ze zbiórki przeznaczymy na opłacenie kosztów leczenia w Kenii, asysty medycznej i innych wydatków z tym związanych. Jeżeli nastąpi nadwyżka, to przeznaczymy ją na cele charytatywne" - zapewniła córka pani Danuty.

"Dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli w tym trudnym czasie. Dobro zawsze wraca do człowieka" - dodała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje