Reklama

Reklama

W poszukiwaniu ORP "Orzeł" u wybrzeży Holandii przebadano 17 wraków

W trakcie zakończonej w weekend wyprawy w poszukiwaniu wraku ORP "Orzeł", polska ekipa przebadała 17 wraków spoczywających na dnie Morza Północnego u wybrzeży Holandii. Szczątków zaginionego w 1940 r. okrętu nie znaleziono, ale poszukiwania będą kontynuowane.

Poszukiwania, w których brało udział kilkunastu Polaków, głównie nurków, prowadzone były w rejonie holenderskiego portu Den Helder. W ich trakcie sprawdzano teorię mówiącą, że okręt podwodny ORP "Orzeł" mógł zostać zatopiony w tej okolicy przez niemiecki ścigacz torpedowy S13.

Reklama

O przebiegu i efektach ekspedycji, która rozpoczęła się 23 maja, a zakończyła w weekend, jej uczestnicy poinformowali w poniedziałek.

Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP szef wyprawy, Tomasz Stachura, pogoda nie sprzyjała poszukiwaczom. "Wiał bardzo silny wiatr i z dziesięciu dni, które chcieliśmy przeznaczyć na poszukiwania, w morzu spędzić mogliśmy jedynie trzy" - poinformował Stachura.

Dodał, że w ciągu wspomnianych trzech dni ekipa poszukiwawcza sprawdziła 92 wcześniej upatrzone pozycje - wybrane na podstawie informacji znalezionych w różnego rodzaju archiwach lub przekazanych przez holenderską Marynarkę Wojenną oraz tamtejszych badaczy i poszukiwaczy-hobbystów, z którymi polska ekipa nawiązała ścisłą współpracę.

W 17 spośród 92 wybranych lokalizacji ekipa znalazła wraki lub pozostałości po wrakach czy inne obiekty (w jednym z miejsc natrafiono np. na duży kocioł parowy, który - po wcześniejszych, mniej dokładnych badaniach, zidentyfikowano jako możliwy kiosk okrętu podwodnego).

Badania przeprowadzano głównie z pomocą udostępnionego przez Instytut Morski w Gdańsku nowoczesnego sonaru multibeam służącego do mapowania dna morskiego. "W przypadkach, gdzie obraz uzyskany z sonaru był obiecujący, pod wodę schodzili nurkowie" - wyjaśnił Stachura.

Badania objęły w sumie okręg o średnicy około 10 mil morskich, którego środek znajdował się w pozycji ataku na okręt podwodny wskazanej w raporcie sporządzonym w 1940 roku przez dowództwo S13.

Stachura podkreślił, że w najbardziej interesującym rejonie tego dużego obszaru, od 1940 roku nastąpiły bardzo duże zmiany: akwen uległ wypłyceniu - lokalnie głębokość zmieniła się nawet o 6-8 metrów. Wiele wraków może więc zalegać tu pod grubą warstwą mułu, co sprawia, że są one niewidoczne dla sonaru.

Jak zaznaczył w rozmowie z PAP Stachura, w kolejnych latach poszukiwania ORP "Orzeł" będą kontynuowane. "Przez najbliższe miesiące będziemy prowadzić dalsze badania w archiwach itp. Mamy też nadzieję na uzyskanie dodatkowych informacji czy to od holenderskich czy angielskich poszukiwaczy, z którymi w ciągu tych kilku lat poszukiwań nawiązaliśmy bardzo dobre relacje" - powiedział PAP Stachura.

Hipotez dotyczących okoliczności, w jakich zaginął "Orzeł" jest kilkadziesiąt. Najbardziej prawdopodobne trzy mówią, że: okręt mógł zostać zniszczony po wpłynięciu na któreś z pól minowych, został zatopiony w wyniku omyłkowego ostrzału z pokładu angielskiego samolotu lub zatopił go jakiś niemiecki okręt.

Zakończona w weekend u wybrzeży Holandii ekspedycja opierała się na trzeciej z hipotez i na raporcie kapitana S 13, który - zatopiwszy niedaleko Den Helder późną wiosną 1940 roku obcą jednostkę, zidentyfikował ją jako holenderski okręt podwodny O 21. Kapitan oparł swoją relację na tym, że po wybuchu spowodowanym atakiem jego okrętu, na powierzchnię wody wypłynęły m.in. fragmenty szalupy z napisem O 21. Tymczasem - jak ustalili polscy badacze, O 21 był w tamtym czasie remontowany w szkockim porcie Rosyth, ale - jak sądzą uczestnicy ekspedycji, mógł pożyczyć swoją szalupę wychodzącemu z Rosyth na patrol "Orłowi".

Ekspedycja u wybrzeży Holandii była już trzecią wyprawą organizowaną w ramach projektu "Santi odnaleźć Orła" (Santi to nazwa firmy, której szefem jest Stachura, a która jest sponsorem tytularnym projektu). Partnerami tegorocznej wyprawy byli też m.in. Instytut Morski w Gdańsku, Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni oraz kilka prywatnych firm, które zdecydowały się wesprzeć finansowo poszukiwania.

W ramach dwóch pierwszych ekspedycji "Santi odnaleźć Orła" - w 2014 i 2015 roku, przeczesano za pomocą sonarów wytypowany obszar dna Morza Północnego w pobliżu wybrzeży Anglii. Wcześniej odbyło się kilka innych ekspedycji mających na celu odnalezienie wraku "Orła". Część z nich prowadziła choćby Marynarka Wojenna działająca wspólnie z kilkoma innymi instytucjami, w tym Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Ostatnia z takich misji miała miejsce w 2014 r. Wszystkie wyprawy zakończyły się fiaskiem.

ORP "Orzeł" został zbudowany w okresie międzywojennym, głównie dzięki składkom polskiego społeczeństwa, w jednej z holenderskich stoczni. Wyposażony m.in. w 12 wyrzutni torpedowych i jedno podwójne działko przeciwlotnicze ORP "Orzeł" zawinął do portu w Gdyni 10 lutego 1939 roku.

Rano 1 września 1939 roku "Orzeł" wypłynął na Bałtyk, by zabezpieczać polskie wybrzeże przed ewentualnym desantem niemieckim od strony morza. 15 września okręt zawinął do Tallina, by wysadzić chorego kapitana. Jednostka została internowana, zabrano z niej dziennik pokładowy, mapy i część uzbrojenia.

W nocy polscy marynarze porwali okręt z estońskiego portu i kierując się mapami narysowanymi z pamięci popłynęli w kierunku Anglii. Po czterdziestodniowym rejsie, ściganemu przez niemiecką flotę i bombardowanemu przez niemieckie samoloty okrętowi udało się wejść do bazy Rosyth na wybrzeżu Wielkiej Brytanii.

"Orzeł" został przydzielony do Drugiej Flotylli Okrętów Podwodnych w Rosyth. Zimą okręt wychodził wielokrotnie na patrole i służbę konwojową. 8 kwietnia 1940 roku zatopił niemiecki transportowiec wojskowy "Rio de Janeiro", przewożący żołnierzy i sprzęt wojskowy, czym przyczynił się do zdemaskowania przygotowywanej przez Hitlera inwazji na Norwegię.

Wieczorem 23 maja 1940 roku załoga ORP "Orzeł" wypłynęła w swój kolejny patrol na Morze Północne. Z tej misji jednostka już nie wróciła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne