Reklama

Reklama

USA: Zamieszki w Louisville. Postrzelono dwóch policjantów

Policja w Louisville przekazała w środę wieczorem (23 września), że dwóch funkcjonariuszy zostało postrzelonych podczas zamieszek, do jakich doszło po ogłoszeniu decyzji sądu w sprawie policjantów, których oczyszczono z zarzutu przyczynienia się w marcu do śmierci Afroamerykanki Breonny Taylor.

Z trójki policjantów, którzy w marcu weszli do mieszkania 26-letniej Breonny Taylor, tylko jeden usłyszał w środę zarzut nieusprawiedliwionego stworzenia sytuacji zagrożenia życia, przy czym nie dla samej Taylor, a dla jej sąsiadów. Jest to detektyw Brett Hankinson. Dwaj inni zostali oczyszczeni z zarzutów, co spowodowało wybuch niezadowolenia części mieszkańców Louisville.

Gubernator prosi o pomoc Gwardię Narodową

Reklama

Protesty w Louisville odbywają się mimo godziny policyjnej, ogłoszonej w tym mieście. Gubernator stanu Kentucky zwrócił się do Gwardii Narodowej o pomoc w zaprowadzeniu porządku w mieście, gdzie grupki rozgniewanych ludzi wyszły na ulice, by wyrazić niezadowolenie.

- Mam zaplanowaną rozmowę z gubernatorem Andym Beshearem - powiedział prezydent Donald Trump podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie. Ocenił, że decyzja gubernatora o zwróceniu się o pomoc do Gwardii Narodowej była słuszna. - Myślę, że to dobry ruch. Wszystko wróci na swoje tory - zaznaczył Trump. Wyraził też opinię, że prokurator generalny stanu Kentucky, Daniel Cameron "doskonale sobie radzi w zaistniałej sytuacji".

Fakt postrzelenia funkcjonariuszy potwierdził w środę wieczorem rzecznik policji w Louisville, z którym rozmawiała AFP. Francuskiej agencji nie udało się jednak ustalić, w jakim stanie jest pierwszy ze zranionych policjantów.

Do akcji wkroczyła specjalna jednostka

W związku ze strzelaniną i zranieniem policjantów LMPD (Louisville Metro Police Department-red.) do akcji wkroczyła wyspecjalizowana jednostka SWAT (Special Weapons and Tactics-red.) - podało na Twitterze FBI. Reuters podał, że sprawca strzelaniny został aresztowany i jest obecnie przesłuchiwany.

W sprawie zastrzelonej 26-letniej Breonny Taylor wielka ława przysięgłych w Louisville w Kentucky decydowała w środę. Sędzia okręgowa hrabstwa Jefferson, Annie O'Connell, odczytała decyzję ławy przysięgłych na posiedzeniu jawnym.

26-letnia Taylor została w marcu zastrzelona przez policję we własnym mieszkaniu. Trzech funkcjonariuszy weszło do środka na mocy nakazu sądowego, który nie wymagał pukania do drzwi.

Policjanci uzyskali od sędziego nakaz w ramach śledztwa w sprawie grupy narkotykowej. Ich zdaniem jeden z mężczyzn podejrzanych o sprzedaż narkotyków wykorzystał mieszkanie Taylor do odbioru paczek. Kobieta wcześniej umawiała się z nim, ale - według rodziny - zerwała z nim relacje.

Taylor i jej chłopak Kenneth Walker leżeli w łóżku, gdy tuż po północy policja wyłamała drzwi. Mężczyzna, obawiając się intruzów, chwycił za broń i - według policji - ranił jednego z trzech funkcjonariuszy w udo. Wywiązała się strzelanina, w której pięć kul trafiło Taylor.

Sprawa zbulwersowała Amerykanów

Śmierć Breonny Taylor, obok zabójstwa pod koniec maja czarnoskórego George'a Floyda, przyczyniła się pod koniec wiosny do ogólnokrajowej fali antyrasistowskich protestów, w których domagano się zaprzestania stosowania przesadnej przemocy przez amerykańskie służby bezpieczeństwa.

W oczekiwaniu na środową decyzję w centrum Louisville zgromadziły się tłumy. Burmistrz Greg Fischer ogłosił wcześniej 72-godzinną godzinę policyjną dla miasta, która rozpoczęła się we wtorek wieczorem. Nie dotyczy ona osób udających się do lub wracających z pracy oraz szukających pomocy medycznej. - Wzywam wszystkich do pokojowego i zgodnego z prawem protestu - apelował Fischer.

O pokojowy przebieg manifestacji zaapelował też Joe Biden, kandydat Partii Demokratycznej w zbliżających się wyborach prezydenckich.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje