Reklama

Reklama

USA: W czapce z rogami szturmował Kapitol. Teraz chce zeznawać przeciwko Donaldowi Trumpowi

Bez koszulki, z dzidą, w czapce z rogami i z twarzą pomalowaną w amerykańskie barwy narodowe, 33-letni aktor i zwolennik teorii spiskowych Jake Angeli stał się jednym z symboli szturmu Kapitol. Teraz za udział w zamieszkach, w których zginęło pięć osób, grozi mu 20 lat więzienia. "Szaman QAnon" do końca kadencji Donalda Trumpa miał nadzieję na ułaskawienie. Gdy okazało się, że się przeliczył, "poczuł się zdradzony".

W środę 6 stycznia tłum zwolenników byłego prezydenta wtargnął na Kapitol. Odbywało się tam wówczas posiedzenie Kongresu w sprawie ostatecznego zatwierdzenia wyników listopadowych wyborów prezydenckich, w których Trumpa pokonał Joe Biden z Partii Demokratycznej. Parlamentarzyści zostali ewakuowani z budynku, w trakcie zamieszek zginęło pięć osób, w tym jeden policjant.

Reklama

Wcześniej w Waszyngtonie odbywał się wiec zwolenników Trumpa. Przemawiając do zgromadzonych, prezydent powtarzał niepoparte dowodami twierdzenia o sfałszowaniu wyborów. Już po szturmie na Kapitol Trump wezwał w opublikowanym na Twitterze nagraniu do pokojowego rozejścia się do domów, mówiąc jednocześnie, że "wybory skradziono".

Szaman teorii spiskowych

Jedną z osób, które wdarły się do budynku Kapitolu był 33-letni Jacob Chansley, posługujący się imieniem Jake Angeli. Uwagę amerykańskich i światowych mediów przykuł jego niecodzienny wygląd: czapka przypominająca myśliwskie trofeum, brak koszulki, amerykańskie barwy wymalowane na twarzy i dzida, na której zawieszono amerykańską flagę. Mężczyzna brał udział w zamieszkach, pozował też do zdjęć, stojąc na mównicy sali obrad.

Angeli jest znany jako "Szaman QAnon". To skrajnie prawicowa, ekstremistyczna teoria spiskowa. Jej wyznawcy twierdzą m.in. że Trump potajemnie walczy z ogólnoświatowym spiskiem osób wykorzystujących seksualnie dzieci, w który zaangażowani są prominentni politycy Partii Demokratycznej, ważni urzędnicy i gwiazdy Hollywood.

33-latek jest jedną ze 174 osób aresztowanych po zamieszkach. Za udział w nich grozi mu do 20 lat więzienia. 13 stycznia Izba Reprezentantów przegłosowała artykuł impeachmentu, w którym oskarżono Trumpa o podżeganie do rebelii. Debata w Senacie w tej sprawie ruszy 8 lutego.

"Jest gotów zeznawać"

W piątek prawnik Jake'a Angeliego Albert Watkins przekazał mediom, że jego klient jest gotowy, by zeznawać w procesie Trumpa. Zapewnił, że ważne jest, by senatorowie usłyszeli głos kogoś, kto był "podżegany" przez ówczesnego prezydenta i dał się zwieść jego hasłami.

Watinks dodał, że 33-latek był przekonany, że do końca kadencji Trump ułaskawi swoich zwolenników. Tak się jednak nie stało. - Czuł się, jakby prezydent go zdradził - mówił prawnik.

Pełnomocnik mężczyzny zapewnił, że jego klient nie konsultował oferty z żadnym z senatorów.

Bez reelekcji?

Trump jest pierwszym prezydentem USA, który został dwukrotnie postawiony w stan oskarżenia przez Izbę Reprezentantów. Poprzednio stało się to w grudniu 2019 roku, w związku z tzw. aferą ukraińską. W 2020 roku Senat, w którym wówczas Republikanie mieli większość, uniewinnił gospodarza Białego Domu.

Jak dotąd pięciu republikańskich senatorów zasygnalizowało gotowość do głosowania za impeachmentem Trumpa. Przy obecności wszystkich 100 senatorów do uznania Trumpa za winnego potrzeba będzie 67 głosów, do 50 Demokratów dołączyć więc będzie musiało co najmniej 17 Republikanów.

Po uznaniu za winnego Senat może zakazać Trumpowi obejmowania najwyższego urzędu w przyszłości, pozbawiając go możliwości startu w kampanii wyborczej w 2024 roku. Niedawnemu gospodarzowi Białego Domu grozi także utrata prezydenckiej emerytury.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy