Reklama

Reklama

​USA: Policjant kampusu zastrzelił czarnoskórego kierowcę

W Stanach Zjednoczonych doszło do kolejnego incydentu, w którym Afroamerykanin ginie z rąk białego policjanta. Tym razem zastrzelony został 43-letni Sam Dubose. Mężczyzna nie był uzbrojony.

Do niejednoznacznego zdarzenia, o którym dyskutuje amerykańska opinia publiczna, doszło w niedzielę, 19 lipca. Policjant Uniwersytetu Cincinnati zatrzymał samochód, który prowadził Sam Dubose, z powodu braku tablicy rejestracyjnej - podaje serwis The Daily Beast.

Gdy mężczyzna odmówił okazania prawa jazdy i opuszczenia samochodu, między nim a policjantem uniwersytetu - Rayem Tensingiem - doszło do szarpaniny. W pewnym momencie Afroamerykanin próbował odjechać. Wtedy funkcjonariusz wyciągnął broń i strzelił prosto w jego głowę. Sam Dubose zginął na miejscu.

Zdarzenie wywołuje ogromne kontrowersje. Z jednej strony Dubose nie stosował się do poleceń policjanta. Ponadto w ciągu ostatnich dwóch dekad mężczyzna był aż 75-krotnie aresztowany przez policję m.in. za posiadanie narkotyków i jazdę bez wymaganych dokumentów. Z drugiej strony policja przyznała, że Dubose nie był uzbrojony. Ponadto wątpliwości budzi obecność uniwersyteckiego policjanta poza murami kampusu - teoretycznie powinien przede wszystkim dbać o bezpieczeństwie w obrębie uniwersytetu. Tymczasem do zdarzenia doszło w miejscu oddalonym o milę od kampusu.

Przyjaciele Sama Dubose'a w rozmowie z mediami przekonują, że nie był on osobą agresywną, mimo tak obszernej kryminalnej kartoteki.

"Wszyscy w okolicy kochali Sama. Zawsze był bardzo pomocny. Zawsze można było na niego liczyć. Opiekował się czasem moją córką. Ilu facetów by tak zrobiło? Nie miał ze sobą broni, dlaczego więc został zastrzelony?" - pyta sąsiad ofiary, Hadassah Thomas.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje