Reklama

Reklama

USA: Pierwsza czarnoskóra kongresmenka z Partii Republikańskiej

W wyniku wtorkowych wyborów po raz pierwszy w historii USA w szeregach Partii Republikańskiej w Kongresie zasiądzie Afroamerykanka - Mia Love z Utah. Ponadto w Senacie znajdzie się pierwszy bezpośrednio wybrany czarnoskóry Republikanin z Południa - Tim Scott.

Wybrana w konserwatywnym stanie Utah Mia Love jest nie tylko pierwszą czarnoskórą Republikanką, która zasiądzie w Kongresie, ale pierwszą wybraną do Kongresu Amerykanką z Haiti.

Reklama

Jej zwycięstwo zostało odebrane jako przełom w Partii Republikańskiej (GOP), często oskarżanej o uprzedzenia wobec mniejszości. Wyborcy afroamerykańscy czy z mniejszości latynoskiej w ogromnej większości głosują w wyborach na kandydatów Demokratów. Eksperci od dawna wskazują, że tradycyjny elektorat Republikanów, czyli biali konserwatywni protestanci i katolicy, kurczy się i jeśli partia chce jeszcze kiedyś wygrać wybory prezydenckie, to musi otworzyć się na nowych wyborców.

- Od wyboru Baracka Obamy na prezydenta USA Republikanie coraz bardziej starają się pokazać różnorodność w swej partii. Mia Love może stać się wzorcowym przykładem tej różnorodności - powiedział politolog ze stanowego uniwersytetu w Utah prof. Damon Cann, cytowany w "Salt Lake Tribune".

38-letnia Love jest córką imigrantów z Haiti. Jak opowiadała, jej rodzice przybyli do USA w 1976 roku z 10 dolarami w kieszeni. Jej wybór jest tym bardziej zaskakujący, że w Utah, gdzie została wybrana, czarnoskórzy mieszkańcy reprezentują tylko około 1 proc. ludności. Aktywnie brała udział w kampanii na rzecz kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich w 2012 roku Mitta Romneya. Tak jak 60 proc. mieszkańców Utah jest wyznawczynią Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.

W powyborczych analizach media odnotowują też, że w Senacie Partię Republikańską będzie reprezentować Afroamerykanin Tim Scott. Jest pierwszym wybranym w bezpośrednich wyborach czarnym senatorem z Południa. Znaczną przewagą 62 proc. pokonał kandydatkę Demokratów Joyce Dickerson w Karolinie Południowej. Scott zasiadał już w Senacie USA, ale był na to stanowisko mianowany (zastąpił swego poprzednika Jima DeMinta po jego rezygnacji w 2012 roku). Wcześniej w Senacie zasiadało już czterech Afroamerykanów (w tym Demokrata Barack Obama oraz Republikanin Edward Brooke), ale żaden nie był wybrany na Południu.

Republikanie zdecydowanie wygrali wtorkowe wybory do Kongresu. Nie tylko umocnili swą pozycję w Izbie Reprezentantów, gdzie już mieli większość, ale przejęli też kontrolę nad izbą wyższą, w której przez osiem ostatnich lat większość mieli Demokraci. Zgodnie ze spływającymi nadal wynikami Republikanie będą mieć w Senacie przynajmniej 52 na 100 senatorów. Ta przewaga może wzrosnąć nawet do 55, bo wciąż nieznane są wyniki w trzech stanach, w których walka była bardzo wyrównana: w Alasce, Wirginii i Luizjanie. W tym trzecim stanie konieczna jest druga tura, która odbędzie się 6 grudnia.

Szacuje się, że ogółem w tym roku na kandydatów Demokratów głosowało 47 proc. wyborców, a na Republikanów 52 proc. Na Demokratów głosowało 89 proc. czarnoskórych wyborców (na Republikanów tylko 10 proc.), 63 proc. z mniejszości latynoskiej (na Republikanów 35 proc.) i 50 proc. z mniejszości azjatyckiej (na Republikanów 49 proc.).  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL