Reklama

Reklama

USA: Gwałciciel skazany na 326 lat może wyjść na wolność. Prokurator: To policzek dla ofiar

​Mężczyzna przed atakiem śledził spokojnie swoje ofiary do ich domów w mieście Del Mar w Kalifornii. Później wracał w to samo miejsce, wślizgiwał się przez niezamknięte drzwi, chwytał kobiety od tyłu i przystawiał im do gardeł ostrze. Gwałciciel zaczął grasować w 1993 roku. W przeciągu trzech lat zaatakował w sumie 12 kobiet.

Wszystkie jego ofiary były same w domach, a niektóre z nich właśnie wyszły spod prysznica. Większość z nich została sterroryzowana nożem i związana. Jedna z nich została ciężko pobita - relacjonuje "Los Angeles Times". Seria ataków zakończyła się w 1996 roku. Po tym, jak napastnik uciekł z domu swojej ofiary, ta zaczęła go gonić i krzyczeć. Zaalarmowani sąsiedzi ruszyli za mężczyzną i schwytali go. Gwałcicielem okazał się Robert Rustad, 22-letni student mieszkający w mieście.

Reklama

Mężczyzna przyznał się do popełnienia 36 przestępstw, w tym do gwałtu. Sąd skazał go na 326 lat więzienia (system prawny USA pozwala sumować wyroki za poszczególne przypadki łamania prawa). Od czasu, gdy Rustad trafił za kraty, minęło 24 lata. Mężczyzna poszedł do więzienia w 1997 roku bez większej nadziei na to, ze kiedykolwiek będzie mógł opuścić jego mury. Od tego czasu zmieniło się amerykańskie prawo i może się on starać o zwolnienie warunkowe.

Wyrok 326 lat z szansą na zwolnienie warunkowe?

Nowe przepisy biorą pod uwagę wiek przestępcy w chwili złamania prawa. Rustad mieścił się wówczas w przedziale od 19 do 22 lat. Według obecnie obowiązujących regulacji młodzi przestępcy mają szansę na zwolnienie warunkowe po tym, jak odsiedzą 25 lat. Dotyczy to nawet morderców.

Dotąd, według kalifornijskiego prawa, wykluczane z tych przepisów były osoby, które popełniły przestępstwo seksualne w okolicznościach szczególnie obciążających. Należą do nich między innymi porwanie ofiary, zadanie ofierze obrażeń, związanie ofiary, podanie jej nielegalnej substancji (np. pigułki gwałtu), czy użycie niebezpiecznej broni (np. noża, czy pistoletu). W 2019 roku sąd apelacyjny uznał to wykluczenie za niekonstytucyjne.

Po tym wyroku przed Robertem Rustadem pojawiła się szansa na uzyskanie zwolnienia warunkowego. Jak informuje "Los Angeles Times", dwie z jego ofiar uważają, że nadal stanowi on zagrożenie. Jedna z nich nazywa przesłuchanie w sprawie zwolnienia warunkowego niesprawiedliwością. 

"Zapewniono mnie, że nikogo już nie skrzywdzi"

- Zapewniono mnie, że nigdy więcej nie będę się martwić, że może skrzywdzić mnie lub kogokolwiek innego - oznajmiła jedna z ofiar mężczyzny, która chce zachować anonimowość. 

- Tu nie chodzi o to, żeby zapłacił za to, co zrobił, ani o karę - powiedziała inna ofiara gwałciciela. - Chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa społeczności. Wiemy, co zrobił ten facet - dodała. Stwierdziła przy tym, że informacja o jego możliwym zwolnieniu warunkowym wpędziła ją w emocjonalny rollercoaster. - Prawie jak w dniu, w którym wtargnął i mnie chwycił - podkreśliła.   

- Fakt, że muszą nawet przetrwać to przesłuchanie i cierpieć ból i przerażenie związane z możliwością jego uwolnienia to policzek wymierzony ofiarom i porażka systemu sprawiedliwości  - skomentował Richard Sachs, zastępca prokuratora dystryktu San Diego.

Jak zauważa "Los Angeles Times", od czasu, gdy Rustad trafił do więzienia, w prawie nastąpiła jeszcze jedna zmiana. Teraz o zwolnienie warunkowe mogą się ubiegać także starsi więźniowie, powyżej 50 roku życia, którzy spędzili za kratami nie mniej niż 20 lat. Za cztery lata ten przepis będzie obejmować także Rustada.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne