Reklama

Reklama

USA: 18-latka transmitowała w sieci gwałt na koleżance

Nastolatka z Ohio została oskarżona o transmitowanie na żywo w sieci za pomocą aplikacji mobilnej gwałtu na swojej 17-letniej koleżance. 18-latce grozi prawie tak samo wysoka kara, jak 29-letniemu gwałcicielowi.

Gdy 18-letnia Marina Lonina zobaczyła, że 29-letni Raymond Gates gwałci jej koleżankę, nie wezwała pomocy, ale zaczęła nagrywać zdarzenie na telefonie komórkowym. Transmitowała gwałt na żywo w sieci za pomocą aplikacji mobilnej, śmiejąc się przy tym i chichocząc - donosi "The New York Times".

Nowojorski dziennik pisze, że nastolatce grozi tak samo wysoka kara, jak 29-letniemu gwałcicielowi. Oboje zostali oskarżeni o porwanie, gwałt i pobicie 17-letniej ofiary.

Reklama

Do zdarzenia doszło 27 lutego 2016 roku. Dzień wcześniej nastolatki poznały w mieście Columbus starszego od nich mężczyznę. 29-latek zaproponował dziewczynom spotkanie następnego dnia. Gdy dziewczyny przybyły do jego domu, mężczyzna zaatakował i zgwałcił 17-latkę. Jej 18-letnia koleżanka za pomocą aplikacji Periscope na żywo transmitowała w sieci gwałt.

Sprawa z Ohio jest prawdopodobnie pierwsza w USA, a nawet na świecie.

"Nigdy nie widziałem podobnego przypadku"

"Nigdy nie widziałem podobnego przypadku, w którym faktycznie relacjonowałoby się na żywo napaść seksualną" - powiedział Ron O'Brien, prokurator z hrabstwa Franklin County, w relacji dla lokalnych mediów.

18-latka zeznała policji, że nagrywała zdarzenie, by mieć dowody przestępstwa. Jej obrońca argumentował w sądzie, że nastolatka "usilnie" próbowała pomóc 17-letniej koleżance.

Prokurator Ron O'Brien, który widział nagranie, powiedział, że "lajki odwróciły uwagę dziewczyny". W trakcie nagrywania ważniejsze były dla niej komentarze w sieci, niż los jej 17-letniej, gwałconej koleżanki.

Ron O'Brien twierdzi, że w trakcie 10-minutowego nagrania, przez "zaledwie 10 sekund" 18-letnia Marina próbowała zareagować. "Ciągnie ofiarę za nogę, choć i tak nie wiadomo, czy po to, by jej pomóc" - powiedział prokurator. Reszta czasu to "śmiech i chichot" 18-latki.

"Koleżanka błagała o pomoc"

"Pani Lonina nie zadzwoniła na 911" - dodał prokurator. W tym czasie jej koleżanka błagała o pomoc, krzycząc m.in. "nie", "stop", "pomóż mi".

O zdarzeniu poinformował służby znajomy Mariny Loniny z innego stanu, który zobaczył nagranie w sieci.

18-latka została zwolniona z aresztu w piątek, 15 kwietnia. Sąd zdecydował, że może wyjść za poręczeniem w wysokości 125 tys. dolarów. 29-letni gwałciciel wciąż pozostaje w areszcie. Poręczenie w jego przypadku wynosi 300 tys. dolarów.

Każdemu z oskarżonych grozi kara ponad 40 lat więzienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje