Reklama

Reklama

Unijna komisarz ma problemy. Co zrobiła podwładnym?

​Komisja Parlamentu Europejskiego zainteresowała się pochodzącą z Rumunii komisarz UE ds. polityki regionalnej Coriną Cretu, oskarżaną o złe traktowanie pracowników. Prawie połowa jej najbliższych współpracowników zrezygnowała w pierwszym roku urzędowania.

Komisja Europejska zbagatelizowała wcześniej doniesienia wydawanego w Brukseli tygodnika "Politico" na temat zwyczajów Cretu. Dziennikarze wskazali, że w ciągu 12 miesięcy jej urzędowania z dobrze płatnych posad w jej gabinecie zrezygnowało osiem z 19 osób.

Reklama

Powodem miała być tendencja pani komisarz do łączenia podróży służbowych z prywatnymi, a także zwracanie się do pracowników z jej gabinetu o załatwianie prywatnych spraw, takich jak robienie prania, zakupów spożywczych czy podwożenie członków rodziny.

Kilku członków jej gabinetu miało też według "Politico" odejść z obawy, że nie będą w stanie bronić Cretu, gdy wyjdzie na jaw jej dość swobodne podejście do pracy. Kopia jej kalendarza, opisana przez dziennikarzy, pokazuje, że Rumunka często nie miała żadnych spotkań w poniedziałki, czwartki i piątki. Według źródeł w tym czasie zwyczajowo nie pracowała. Cretu była też wśród komisarzy najczęściej opuszczających cotygodniowe posiedzenia kolegium KE, na których zapadają najważniejsze decyzje.

Reakcja Komisji Europejskiej na ujawienie tych doniesień na początku grudnia była bardzo lakoniczna. Rzecznik KE Margaritis Schinas przekonywał na konferencji prasowej, że "jest ona solidnym członkiem" zespołu szefa KE Jean-Claude'a Junckera, a sala prasowa to nie miejsce do zajmowania się plotkami. Uzasadnieniem takiego twierdzenia miał być fakt, że w artykule nikt nie wypowiadał się pod nazwiskiem. W Brukseli jest jednak normą, że poza rzecznikami i komisarzami urzędnicy, nawet wysokiej rangi, występują w artykułach anonimowo.

Słowa rzecznika KE nie przekonały szefowej komisji kontroli budżetowej w Parlamencie Europejskim Ingeborg Graessle, która zwróciła się o dodatkowe wyjaśnienia. W udostępnionym PAP piśmie do sekretarza generalnego KE Alexandra Italianera niemiecka europosłanka pyta go o szczegóły w sprawie działań, jakie ma zamiar podjąć, by wyjaśnić oskarżenia wobec Cretu.

Zdaniem Graessle wyjaśnienia samej komisarz, która odniosła się do publikacji wpisem na Facebooku, są "bardzo ogólne", a tekst na jej temat "budzi obawy co do etyki zawodowej komisarza". Szefowa komisji kontroli budżetowej w PE zwróciła uwagę, że unijne traktaty nakazują komisarzom wykonywanie swoich obowiązków w ogólnym interesie UE, a kodeks postępowania komisarza wymaga od nich przestrzegania najwyższych standardów.

Europosłanka stawia też konkretne pytania o to, czy któryś ze współpracowników Cretu składał skargi, ile razy łączyła ona podróże służbowe z prywatnymi i na ilu posiedzeniach kolegium komisarzy była obecna. Na te i zapewne inne pytania w połowie stycznia Italianer odpowie podczas wysłuchania komisji kontroli budżetowej.

W przeszłości zdarzało się, że oskarżenia wobec komisarza doprowadzały do jego dymisji. Tak stało się w przypadku komisarza z Malty Johna Dallego, który odszedł z Komisji jesienią 2012 r. w atmosferze posądzeń o korupcję. Pracował on wówczas nad budzącą wiele kontrowersji unijną dyrektywą tytoniową, która miała zniechęcić mieszkańców Unii, szczególnie młodych, do sięgania po papierosy.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy