Reklama

Reklama

"Ukry": Wiele etnosów, jeden naród

Oto historia tworzenia współczesnego ukraińskiego narodu opowiedziana poprzez doświadczenia walczących w Donbasie: Żyda, dwójki Rosjan, Ukraińca z Polski i Krymskiego Tatara.

Materiał pierwotnie opublikowany w wydaniu internetowym dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia"

Reklama

Nas, Ukraińców, nazywali różnie: czasem "chochołami", czasem "Małorosjanami". W ostatnich latach modne stały się takie określenia jak "ukropy" czy "ukry". Jakich haseł by nie wymyślono, łączy nas wiele - to nie tylko paszport, ale przede wszystkim miłość do ojczyzny, szacunek do jej historii, języka, tradycji, kultury i gotowość budowania nowoczesnego państwa.

Zdaniem kijowskiego historyka i politologa, Aleksandra Palija, na Ukrainie kształtuje się obecnie naród polityczny we współczesnym znaczeniu. Budują go obywatele niezależnie od swojego pochodzenia etnicznego. Palij komentował dla Radio Swoboda: "Ukraina tworzy nowoczesny europejski naród, opierając się na różnych zamieszkujących ją nacjach i dając im możliwość, aby stały się budowniczymi tego projektu". Owe tworzenie nie sprowadza się tylko do brania udziału w politycznym i społecznym życiu kraju, polega też na walce na Donbasie. Przytoczę kilka historii przedstawicieli kilku narodowości, którzy udali się na rosyjsko-ukraiński front.

Historia pierwsza. Polak o ukraińskich korzeniach, przed rosyjsko-ukraińską wojną żył w Polsce, ochotnik z batalionu Donbas, Konrad Kamilski.

- Obywatele Ukrainy stoją przed niezwykle trudnym zadaniem: muszą nie tylko pokonać wrogów zewnętrznych, ale również zniszczyć wewnętrznych. Nie wiem, co jest cięższe - przywrócić integralność terytorialną Ukrainy czy uporać się z korupcją i kumoterstwem wśród władz, urzędników. Jestem Ukraińcem i chcę pomóc mojemu państwu. - wyznaje Kamilski. - Na początku przyjechałem do Kijowa i zapisałem się do batalionu Donbas, w którym większość oficerów i żołnierzy rozmawia ze sobą po rosyjsku (z ukraińskim językiem sam miałem problemy). Następnie walczyłem na wschodzie Ukrainy. Dziś myślę o tym, jak pomóc Ukraińcom zbudować nowoczesne związki zawodowe, które broniłyby praw pracowniczych. Chciałbym, aby nad Dnieprem pojawiła się miejscowa Solidarność - tłumaczy mężczyzna.

Jego zdaniem Ukraina i jej partnerzy w Unii Europejskiej poradzić muszą sobie z jeszcze jednym wyzwaniem: prowadzoną przez Rosję wojną informacyjną.

- Kreml stara się udowodnić całemu światu, że w Kijowie do władzy doszli nacjonaliści, że Ukraina prześladuje swoich rosyjskojęzycznych obywateli. Tymczasem w ukraińskiej armii wielu mówi po rosyjsku - nawet w nazywanym nazistowskim pułku Azow liczni żołnierze między sobą rozmawiają w tym języku - tłumaczy Kamilski. - Albo pójdź do kawiarni w Kijowie: tam po rosyjsku ludzie dyskutują o kluczowych dla zbudowania nowego państwa kwestiach!

Historia druga. Z pochodzenia Rosjanin, żołnierz Ochotniczego Ukraińskiego Korpusu (siły Prawego Sektora), Paweł Salikow.

Przodkowie Salikowa w połowie XIX wieku zostali wywiezieni z Rosji na środkową Ukrainę. Ktoś wygrał w karty całą wioskę (obowiązywało jeszcze prawo pańszczyźniane), tamtejszych chłopów z całym dobytkiem zapakowano na wozy i wysłano na południowy-zachód.

- Dowieźli moich przodków na Połtawszczyznę, tam zbudowali oni nową wioskę i gospodarstwa - opowiada Salikow. - Do czasu, gdy poszedłem do szkoły, z rodzicami rozmawiałem po rosyjsku, a babcia uczyła mnie ukraińskiego. W efekcie dobrze władam zarówno rosyjskim, jak i ukraińskim.

Gdy jesienią 2014 roku w szeregach Ochotniczego Ukraińskiego Korpusu trafiłem na donieckie lotnisko, okazało się, że znaczniej bezpieczniej przejść na ukraiński. Przeciwko nam walczyli rosyjscy żołnierze i czeczeńscy bojownicy, oni zupełnie nie rozumieli tego języka - wspomina żołnierz.

Po jakimś czasie wrócił do domu, do miasta Krzemieńczuk w obwodzie połtawskim. Zajmuje się tam problemami socjalnymi weteranów, którzy walczyli w strefie ATO, na wschodzie kraju.

- Ukraińcy uniezależnili się od wpływów Kremla i mało prawdopodobne, aby raz jeszcze zechcieli wrócić do "Ruskiego świata". Ten ostatni przyniósł im tylko krew, śmierć i krzywdy. Nie po drodze nam z tymi, którzy ciągną nas w przeszłość - puentuje Salikow.

Historia trzecia. Ortodoksyjny Żyd Aszer Józef Czerkaski.

Aszer mieszka w Dnieprze, dawnym Dnipropietrowsku (nazwa zmieniła się w ramach niedawnej dekomunizacji). Od razu po tym, jak "życzliwe zielone ludziki" zjawiły się na Krymie, poczuł, że spokojny żywot jego rodziny ortodoksyjnych Żydów dobiega końca. Mężczyzna urodził się i dorastał na Półwyspie Krymskim, za młodu przeniósł się do dzisiejszego Dniepru, gdzie istniała żydowska szkoła i religijne centrum - niezbędne ortodoksom.

- Po aneksji mojego ojczystego Krymu Rosjanie postanowili stworzyć sztuczne państewko o nazwie "Noworosja", włączyć Ukrainę w "Ruski świat". Mi zdecydowanie się to nie spodobało - opowiada Aszer. - Naradziłem się z krewnymi i zgłosiłem się na ochotnika na front, aby "ruscy bracia" nie dotarli do Dniepru, Charkowa czy Odessy. Modliłem się, aby Wszechmocny dał mi siłę pokonać wroga, który przyszedł do mojego domu - wspomina Czerkaski.

Po skończeniu służby Aszer wrócił do Dniepru. Dziś jest deputowanym tamtejszej rady miejskiej - zajmuje się wsparciem narodowych i religijnych organizacji w mieście, pomaga rodzinom żołnierzy, którzy odnieśli rany lub zginęli na froncie.

Historia czwarta. Krymski Tatar, żołnierz specjalnej jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy o pseudonimie "Krym".

Mężczyzna jest weteranem radzieckiej wojny w Afganistanie. Od pierwszych dni rosyjsko-ukraińskiej wojny służy w wojsku Ukrainy.

- Będę walczył dopóty, dopóki Krym nie wróci pod kontrolę Kijowa. Dziś okupanci starają się zdławić opór Krymskich Tatarów i ukraińskich patriotów, którzy pozostali na półwyspie - mówi "Krym". - Ludzi jednak, którzy przeżyli ludobójstwo i deportacje czasów radzieckich, nie przestraszasz tak łatwo. My, Krymscy Tatarzy, mamy w genach walkę o swoje prawa, w tym o prawo do życia na swojej ziemi - tłumaczy żołnierz.

Historia piąta. Etniczny Rosjanin, Krymianin z siódmego pokolenia, historyk Igor Łosjew. 

Od kilku lat żyje w Kijowie, wykłada na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Zdaniem Łosjewa zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji trwa proces kształtowania się współczesnego narodu. U Rosjan proces ten opiera się jednak na innych wartościach.

- Rosjanie nie posiadali nigdy państwa narodowego: w swojej istocie Rosja jest imperium. To kraj, który podbił i podporządkował sobie ogromne terytoria i liczne narody, przy tym utwierdzając etnicznych Rosjan w przekonaniu, że car czy prezydent są bożymi pomazańcami - tłumaczy historyk. - Dziś "boski" czy "naznaczony przez Boga" prezydent wraz ze swoim otoczeniem starają się "zjednoczyć" swoich obywateli dla sprawy umacniania kraju, próbują też zaszczepić im poczucie pogardy i nienawiści wobec innych narodów.

Według Łosjewa odpowiedzią Ukrainy na tę politykę może i musi być jedność obywateli ukraińskich różnych narodowości w walce o suwerenność i demokratyczne wartości.

Przełożył Zbigniew Rokita


Bohdana Kostiuk jest dziennikarką i reporterką ukraińskiej sekcji Radio Swoboda. Współpracowniczka "Nowej Europy Wschodniej".



Materiał pierwotnie opublikowany w wydaniu internetowym dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje