Reklama

Reklama

Ukraiński dziennikarz: Nowak nie spełnił oczekiwań

Sławomir N. nie spełnił oczekiwań, stał się częścią istniejącego w Ukrawtodorze systemu i dziś na Ukrainie trudno byłoby znaleźć dziennikarza, który napisałby choć słowo w jego obronie - mówi w rozmowie z PAP Ołeksa Szałajski z portalu "Naszi Hroszi" (Nasze Pieniądze), zajmującego się śledzeniem korupcji wśród ukraińskich urzędników państwowych.

Sławomir N., były minister transportu w rządzie Donalda Tuska, został zatrzymany w poniedziałek (20 lipca) w Polsce w związku z podejrzeniem korupcji w czasie swojej działalności w państwowej agencji drogowej Ukrawtodor.

Reklama

"Uczestnicy rynku (drogowego na Ukrainie-red.) zawsze mówili, że aby wygrać przetarg, trzeba było płacić łapówki. Nie były to może ogromne sumy; o ile rozumiemy, było to poniżej 10 procent od ogólnej kwoty zamówienia. Sam N., oczywiście, nie mógł o tym nie wiedzieć, bo został tam umieszczony po to, by ten system funkcjonował" - podkreśla Szałajski.

Ukraiński minister broni Sławomira N.

W obronie N. stanął jednak były minister infrastruktury Ukrainy, Wołodymyr Omelan. Ocenił on, że N. został zatrzymany, gdyż jest bliskim współpracownikiem Tuska, którego oponent polityczny, prezydent Andrzej Duda, wygrał ostatnio drugą turę wyborów prezydenckich.

"W czasie mojej pracy na stanowisku ministra infrastruktury pracowałem z dwoma obywatelami Polski: Sławomirem N. i (szefem ukraińskich kolei-red.) Wojciechem Balczunem. Dziwna jest dla mnie decyzja (...) o zatrzymaniu właśnie N. wraz z pełnym ignorowaniem 'pracy' pana Balczuna" - napisał Omelan na Facebooku.

"Ze swojej strony życzę panu N., by udowodnił swą całkowitą niewinność i pragnę zapewnić go, że ukraińscy obywatele są mu wdzięczni za odnowienie i uruchomienie systemu budownictwa dróg, stworzenie dziesiątków tysięcy nowych miejsc pracy i odbudowanie tysięcy kilometrów dróg!" - podsumował Omelan.

W rozmowach z prasą N. mówił, że stanowisko szefa Ukrawtodoru zaproponował mu w 2016 właśnie Omelan. Sam Omelan przyznaje, iż poznał N. przez byłego wiceprzewodniczącego frakcji parlamentarnej prezydenckiego Bloku byłego prezydenta Petra Poroszenki i jego partnera biznesowego, Ihora Kononenkę.

"Minister Omelan powiedział kiedyś w wywiadzie, że kandydaturę N. zaproponował mu Kononenko, a uczestnicy rynku zawsze twierdzili, że pieniądze (z kontraktów drogowych-red.) idą w górę, do Kononenki" - zaznacza szef portalu "Naszi Hroszi".

Ciepłe przyjęcie na Ukrainie

Były polski minister, który przyjechał do Kijowa w październiku 2016 r., został przyjęty na Ukrainie bardzo ciepło. Gdy obejmował stanowisko pełniącego obowiązki szefa Ukrawtodoru, ówczesny premier Wołodymyr Hrojsman mówił o nadziejach związanych z jego doświadczeniem.

"Uważamy, że Ukrawtodor potrzebuje międzynarodowego doświadczenia. Na Ukrainie mają powstać nowoczesne drogi i autostrady. Chodzi o podwyższenie profesjonalizmu działalności firmy" - powiedział Hrojsman.

Omelan, który następnie przedstawiał N. zespołowi Ukrawtodoru ujawnił, że Polak przyjął ukraińskie obywatelstwo. "Pan N. jest fachowcem, którego potrzebuje Ukraina; otrzymał obywatelstwo Ukrainy i mam nadzieję, że współpraca między Polską i Ukrainą będzie się tylko pogłębiała" - mówił Omelan dziennikarzom. N. nie zrzekł się przy tym obywatelstwa polskiego, choć wymaga tego ukraińskie prawo.

Pierwsze miesiące pracy N. na Ukrainie minęły spokojnie, lecz już w marcu 2017 r. został zaatakowany przez media za to, iż więcej czasu spędza w Polsce, niż w miejscu pracy w Kijowie.

"To była tzw. wrzutka medialna, raczej śmieszna niż poważna, a ja się nimi nie zajmuję. Wyrobiłem sobie dużą odporność na manipulacje medialne, które - jak się okazuje - są nie tylko przypadłością polskich mediów. Nie przejmuję się za bardzo takimi informacjami i na Ukrainie słusznie także nikt się nimi za bardzo nie przejął" - mówił później N. w rozmowie z PAP.

Zainteresowanie wywoływało także wynagrodzenie N. na stanowisku szefa Ukrawtodoru. W sierpniu 2017 r. powiedział PAP, że nie robi z tego tajemnicy. "Moja podstawowa zapłata to 13 tys. hrywien. Decyzją Rady Ministrów dolicza się do tego 900 proc. różnego rodzaju dodatków i premię. Mówimy więc o ok. 100 tys. hrywien, czyli o równowartości ok. 15 tys. zł. Nie jest to wysoka zapłata" - oświadczał.

Oskarżenia o łamanie przepisów antykorupcyjnych

Z kolejnym problemem N. zetknął się w sierpniu 2018 r. Narodowa Agencja Ukrainy ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK) zarzuciła mu wtedy łamanie przepisów związanych z walką z korupcją w kierowanej przez niego agencji.

NAZK oświadczył, że przekazał N. oficjalne ostrzeżenie o naruszeniu ustaw, dotyczących "etycznego zachowania, zapobiegania i regulowania konfliktu interesów i innych norm prawnych". Agencja nie uściśliła przy tym, czego konkretnie dotyczyły jej zarzuty. Biuro prasowe Ukrawtodoru odpowiedziało, że wykona wymogi NAZK, a N. zapewnił, że walka z korupcją jest dla niego najważniejszym zadaniem.

N. nie figurował w większych skandalach i starał się unikać zainteresowania mediów. Jednak w maju 2019 r. stał się bohaterem nowej afery. Związana była ona z szefem Ukrawtodoru w obwodzie tarnopolskim Bohdanem Jułykiem. Jak informował ówczesny wiceminister gospodarki Ukrainy Maksym Nefiodow N. upoważnił Jułyka do wykonywania obowiązków swojego zastępcy.

Według Nefiodowa Jułyk zasłynął wcześniej tym, że jedną z dróg w obwodzie tarnopolskim podzielił na 177 odcinków o długości 40 metrów, by uniknąć przetargu na jej remont - przypominał wtedy portal Ekonomiczna Prawda. Portal przyznał następnie, iż później okazało się, że chodziło o siedem odcinków tej drogi.

Problemy z oświadczeniem majątkowym

We wrześniu 2019 r. NAZK poinformowała, że N. podał nieprawdziwe informacje w deklaracji majątkowej. Miał podać nieprawidłową wartość samochodu i kwot na rachunkach bankowych.

"W wyniku pełnej kontroli deklaracji p.o. szefa Ukrawtodoru za 2017 r. NAZK ustalił, że doszło do zadeklarowania nieprawdziwych danych na równowartość ponad 100 minimów socjalnych dla osób zdolnych do pracy" - podała NAZK w komunikacie. "W sumie ustalono, że doszło do zadeklarowania nieprawdziwych informacji o wartości 189,2 tys. hrywien", czyli w przeliczeniu ok. 30 tys. zł - poinformowano. W październiku 2019 r. sąd rejonowy w Kijowie umorzył postępowanie w sprawie nieprawidłowości w deklaracji.

Odejście ze stanowiska po wygranej Zełenskiego

Jesienią 2019 r., po trzech latach pracy w Ukrawtodorze, N. rozstał się ze stanowiskiem. Zapowiadał to wcześniej ukraiński minister infrastruktury Władysław Kryklij. 

W rozmowie z tygodnikiem "Fokus" minister mówił, że N. "sam zamierza odejść; rozumie, że zmienił się krajobraz polityczny" (po wyborach prezydenckich w 2019 r., gdy szefem państwa został Wołodymyr Zełenski-red.). Kryklij dodał też wówczas, że N. "jest najpewniej najmniej problematycznym członkiem ekipy, która zajmowała się gospodarką drogową".

N. złożył dymisję z zajmowanego stanowiska pod koniec września 2019 r., lecz oświadczył, że pozostaje na Ukrainie, gdzie zaproponowano mu nową pracę. O jej szczegółach nie poinformował.

"Nieźle udokumentowane"

Wymieniając zasługi N. dla Ukrainy media w tym kraju przypominają, że był on jednym z inicjatorów wniesienia zmian do ustawy o budowie i eksploatacji dróg na warunkach koncesji. Pod jego kierownictwem opracowano też dwie ważne reformy, które dotyczyły stworzenia funduszu drogowego oraz decentralizacja zarządzania drogami.

"Wydaje mi się, że historie, które obecnie inkryminuje się N., nie są największymi aferami. Sądzę jednak, że znając metody Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy są to historie, w których są podsłuchy albo zeznania świadków, więc jest to - jak uważam - nieźle udokumentowane" - powiedział w komentarzu do sprawy Nowaka Ołeksa Szałajski z portalu "Naszi Hroszi". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje