Reklama

Reklama

​"Uchodźca 2016": Spojrzenie na światopogląd uchodźców

Po raz pierwszy uczelnia w Niemczech zbadała światopogląd uchodźców. Wyniki sondażu są frapujące, czasami alarmujące - mówi w rozmowie z Deutsche Welle prof. Ronald Freytag, niemiecki psycholog, rektor Wyższej Szkoły Komunikowania, Mediów i Gospodarki (HMKW) w Berlinie. Ankietę przeprowadzili w czerwcu i lipcu 2016 jego studenci w trzech berlińskich ośrodkach recepcyjnych. W sondażu uczestniczyło 445 osób; nie jest ono statystycznie reprezentatywne.

Deutsche Welle: Twierdzi pan, że uchodźcy są gotowi zainwestować u nas w kapitał kulturowy. Co ma pan na myśli?

Ronald Freytag: - Przede wszystkim chodzi o język. Wiele osób trafia do Niemiec już z dobrą znajomością języków obcych. Ale niezależnie od tego uchodźcy bardzo chcą się uczyć niemieckiego i domagają się umożliwienia im tego. Języka chce się uczyć ponad 95 procent uchodźców. Napawa to bardzo optymistycznie.

Co oprócz tego badani mówili na temat swojego zainteresowania kulturą codziennego życia?

Reklama

- Pytaliśmy, co ich interesuje, jakich informacji szukają w mediach. Oczywiście każdy chce wiedzieć, co się dzieje w jego ojczyźnie, co nie jest niespodzianką. Ale bardzo dużo, bo od 60 do 70 procent badanych, interesuje się kulturą i dniem powszednim w Niemczech.

Kultura i dzień powszedni - co należy pod tym rozumieć?

- W najszerszym rozumieniu nasze zwyczaje, sposób życia, wszystko, co związane jest z naszą kulturą. Na przykład, jak należy zachowywać się w restauracji, czy się chodzi kina i z kim? Czy można pójść do kina z obcą kobietą? Czy można usiąść obok niej? Czyli codzienność, która jest u nas zupełnie inna niż u tych ludzi w ich ojczyźnie.

W Berlinie głośna była swego czasu sprawa nauczycielki i ojca jednego z uczniów. Nauczycielka chciała mu podać rękę, mężczyzna odmówił tego. Zrobiła się z tego cała afera. Myśli pan, że taki gest byłby problematyczny dla wielu uchodźców?

- Oczywiście zawsze istnieje niewielka grupa, która różni się od większości uchodźców. Są osoby przeciwne na przykład sekularyzacji, takie, dla których jest niewyobrażalne, by ich muzułmańska córka wyszła za chrześcijanina. Ale są to nieliczni. Zdecydowana większość w naszym badaniu opowiedziała się zaskakująco jasno za rozdziałem państwa od religii.

Częścią naszej kultury jest tolerancja i akceptacja innego, bardziej liberalnego sposobu życia, chociażby tolerancja wobec homoseksualistów. Akurat w Berlinie widać to bardzo wyraźnie. Jakie stanowisko zajmują w tej kwestii uchodźcy?

- Wielu jest zaskoczonych i bardzo sceptycznych. Widzą, że panuje tu inna kultura, która jest im obca. Pytaliśmy, jak by zareagowali, gdyby ich sąsiadami była homoseksualna para. Pamiętam zwłaszcza jedną ankietę, na której badany podkreślił swoją dezaprobatę stawiając nie jeden krzyżyk, ale od razu kilka. W sumie ponad 40 procent badanych odpowiedziało, że nie byłoby w stanie zaakceptować homoseksualnych sąsiadów. W ostatnim badaniu przeprowadzonym na ten temat w Niemczech takie stanowisko reprezentowało 13 procent badanych. Ale to nastawienie zmieniło się dopiero w ostatnich latach. Jeszcze 30 lat temu sytuacja była zupełnie inna.

Prezentując w Berlinie wyniki badania powiedział pan, że sceptyczne nastawienie większości uchodźców do środowisk LGBT jest zbieżne z opinią dominującą wśród członków i sympatyków partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Jak to możliwe?

- Odwołuję się tu do badania "Środek społeczeństwa bez zahamowań“ Uniwersytetu w Lipsku. Pytanie dotyczące homoseksualizmu było tam nieco inaczej sformułowane niż u nas, ale badanie to pokazało, że największymi przeciwnikami homoseksualizmu są w Niemczech zwolennicy AfD. W żadnej innej partii w Niemczech nie ma tak zdecydowanej dezaprobaty.

Czyżby rysował się w dalekiej przyszłości sojusz kulturowy między uchodźcami a AfD?

- Niewykluczone, jeżeli takie kwestie znajdą się w centrum politycznych dyskusji. Ale nie spodziewam się tego. Na razie jest to tylko ukryta zgodność poglądów.

Badanie zawierało też pytania dotyczące edukacji. Chcieliście państwo wiedzieć, co jest dla uchodźców ważniejsze: inwestowanie najpierw w wykształcenie czy znalezienie od razu pracy i zarabianie pieniędzy. Jakie można wyciągnąć wnioski?

- Niemal wszyscy chcieliby pracować, zarówno mężczyźni jak kobiety. Uważają, że życie na państwowym garnuszku pozbawia godności, po prostu to wstyd. Mimo to: jeżeli uchodźcy mieliby wybierać między możliwością uzyskania wykształcenia a pracą, dwie trzecie wybrałoby naukę uważając, że najpierw warto zainwestować w wykształcenie. Jest to zaskakująco duża grupa, co pozwala być dobrej myśli.

Gero Schliess / Elżbieta Stasik, Redakcja Polska Deutsche Welle



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy