Reklama

Reklama

Turcja: Zamach bombowy na weselu. 30 osób nie żyje

Co najmniej 50 osób zginęło, a 73 zostały ranne - to najnowszy bilans zamachu bombowego, do którego doszło podczas wesela w tureckim mieście Gaziantep, w pobliżu granicy z Syrią - poinformował urząd gubernatora prowincji Gaziantep. O zamach podejrzewane jest tzw. Państwo Islamskie. Wcześniej informowano o 30 ofiarach śmiertelnych.

"Tam byli nasi przyjaciele i sąsiedzi. To jest potworna zbrodnia. Jesteśmy pogrążeni w bólu. Chcemy, by takim masakrom położono kres" - mówił jeden z mieszkańców Gazantiep. Według prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) ofiary to przeważnie Kurdowie.

Reklama

Ładunek wybuchowy eksplodował w sobotę o godz. 22.50 czasu lokalnego (21.50 czasu polskiego)  podczas przyjęcia weselnego w Dzielnicy Sahinbey. Wybuch był tak silny, że słychać go było prawie w całym mieście odległym o ok. 60 km od granicy z Syrią. Telewizja CNN Turk przekazała obrazy, na których widać liczne ciała ofiar, ambulanse i służby ratunkowe w akcji. Policja zablokowała okoliczne ulice, usuwając tłumy przechodniów i gapiów. Tłum skandował "Allah jest wielki" i wnosił okrzyki potępiające ataki terrorystyczne.

Według miejscowych służb bezpieczeństwa wybuch nastąpił kiedy duża grupa uczestników przyjęcia wyszła na ulicę aby tam kontynuować zabawę. Mahmut Togrul, deputowany do parlamentu Turcji z ramienia HDP oświadczył, że ślub i wesele odbywały się w społeczności kurdyjskiej.

O zamach podejrzewane jest tzw. Państwo Islamskie (IS), które w przeszłości było oskarżane o liczne ataki terrorystyczne na Kurdów.       

Gubernator położonej w południowo wschodniej Turcji prowincji Gaziantep, Ali Yerlikaya, powiedział agencji prasowej Anadolu, że "był to zamach terrorystyczny". Prowincja zamieszkana w znacznej mierze przez Kurdów walczących o autonomię.

"Jeśli Bóg pozwoli, zwyciężymy"

Według wicepremiera Turcji Mehmeta Simseka "barbarzyńskiego ataku" prawdopodobnie dokonał zamachowiec - samobójca. "Wszystkie ugrupowania terrorystyczne - PKK (Partia Pracujących Kurdystanu), Daesz (IS), ruch Gulena biorą Turcję na cel. Ale, jeśli Bóg pozwoli, zwyciężymy" - powiedział Simsek w wywiadzie dla telewizji NTV.

Również Mehmet Erdogan, deputowany do parlamentu z ramienia rządzącej  Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) oświadczył, że "istnieje silne prawdopodobieństwo", że był to zamach samobójczy. Dodał, że podejrzenia koncentrują się na IS lub PKK.   

Władze tureckie oskarżają przenikających z sąsiedniej Syrii dżihadystów z IS i dążących do autonomii Kurdów o liczne ataki terrorystyczne. Fala przemocy na południowym wschodzie Turcji wzmogła się po załamaniu się w lipcu ub. r. trwającego od ponad 2 lat nieformalnego rozejmu z PKK.

W czerwcu najprawdopodobniej bojówki z IS zaatakowały największy port lotniczy w Stambule zabijając 44 osoby.

Kraj wciąż boryka się z następstwami nieudanej próby zamachu stanu, do której doszło w lipcu i o który władze oskarżają przebywającego na emigracji w USA muzułmańskiego duchownego Fetullaha Gulena. Podczas puczu zginęło 240 osób a prezydent Recep Tayyip Erdogan zarządził zakrojone na szeroką skalę czystki w armii, policji i administracji państwowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy