Reklama

Reklama

Turcja: Wybuchy na wiecu wyborczym to zamach

Dwa wybuchy, do których doszło w piątek na wiecu wyborczym opozycyjnej, prokurdyjskiej partii HDP w Diyarbakirze w południowo-wschodniej Turcji, to dzieło zamachowców - powiedział w sobotę minister rolnictwa Mehdi Eker, potwierdzając wcześniejsze spekulacje.

Do spowodowania pierwszego wybuchu wykorzystano trotyl; w przypadku drugiego prawdopodobieństwo użycia tego samego materiału jest wysokie - powiedział Eker, który z zamieszkanego głównie przez Kurdów Diyarbakiru startuje w niedzielnych wyborach do parlamentu.

Premier Ahmet Davutoglu oświadczył w sobotę, że eksplozje były aktem sabotażu i prowokacją.

Pierwsze doniesienia mówiły o wybuchu w transformatorze elektrycznym na placu, gdzie zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy zwolenników HDP (Ludowej Partii Demokratycznej).

Reklama

Policja i źródła medyczne podały w sobotę, że na skutek eksplozji zmarły co najmniej trzy osoby; przedstawiciel władz Miasta Gultan Kisanak mówił o czterech. Co najmniej 220 osób zostało ciężko rannych, a życie 20 z nich według agencji DHA jest zagrożone.

Do tragedii doszło na dwa dni przed niedzielnymi wyborami do parlamentu. HDP startuje w nich po raz pierwszy jako partia polityczna, a nie jak do tej pory wystawiając tylko niezależnych kandydatów.

Wynik HDP będzie decydujący - jeśli przekroczy 10-procentowy próg wyborczy, to rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie zdoła uzyskać 330 mandatów; w innym wypadku oddane na nią głosy będą rozdzielone i AKP uzyska mocną większość, która pozwoliłaby jej na ogłoszenie referendum w kwestii zmiany konstytucji.

Podczas kampanii HDP już kilkakrotnie stawała się celem ataków; w maju zamach bombowy na dwie lokalne siedziby ugrupowania zraniły sześć osób. HDP oskarża Erdogana, że naraża partię na podobne napaści, wypowiadając się przeciwko niej w czasie poprzedzającym wybory

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy