Reklama

Reklama

Turcja wkroczyła do kurdyjskiego regionu?

Rada Wojskowa Manbidżu (MMC) zaprzeczyła w poniedziałek po południu, by siły tureckie wkroczyły na tereny regionu Manbidż na północy Syrii. Tymczasem turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan stwierdził, że z regionu tego wycofują się Kurdowie.

Dowódca MMC Mohammed Abu Adil zdementował informację tureckich władz o wkroczeniu tureckich wojsk do regionu Manbidż. "Armia turecka znajduje się tylko na linii granicznej przy rzece Sadżur i rozpoczęła mobilizację w obrębie kontrolowanej przez siebie strefy Tarczy Eufratu" - powiedział Mohammed Abu Adil w wywiadzie dla kurdyjskiej telewizji Rudaw. Dodał, że żołnierze MMC "są na swoich pozycjach i nie wystąpiły żadne problemy". MMC jest lokalną strukturą wojskową, złożoną z mieszkańców regionu Manbidż i afiliowaną przy Syryjskich Siłach Demokratycznych (SDF). MMC wielokrotnie podkreślało, że traktuje Turków w Syrii jako okupantów i nie pozwoli im wkroczyć na kontrolowane przez siebie tereny.

Reklama

Tymczasem prezydent Erdogan powiedział w poniedziałek, że z Manbidżu wycofują się kurdyjskie Oddziały Ludowej samoobrony (YPG), które są główną siłą SDF. Erdogan powiedział to na swoim wiecu wyborczym w północnotureckim mieście Ordu. Tureckie wybory parlamentarne i prezydenckie odbędą się w niedzielę 24 czerwca, a ostatnie sondaże pokazują, że Erdogan nie może być pewny zwycięstwa. Znaczna część jego kampanii wyborczej jest tymczasem oparta na odwoływaniu się do nacjonalistycznych nastrojów, których kluczowym elementem jest niechęć do Kurdów.

Wcześniej w poniedziałek o wkroczeniu tureckich sił zbrojnych na obrzeża miasta Manbidż informował premier Turcji Binali Yildirim. Miał to być efekt porozumienia między Turcją a USA. Natomiast turecka armia poinformowała na Twitterze, że żołnierze tureccy i amerykańscy rozpoczęli patrole w północnej Syrii. Jak zaznaczono w oświadczeniu patrole są prowadzone niezależnie od siebie wzdłuż granicy między Manbidżem a obszarem, nad którym Turcja przejęła kontrolę podczas operacji "Tarcza Eufratu".

Dla Waszyngtonu YPG to główny sojusznik w walce z IS w Syrii, a Ankara uznaje YPG za organizację terrorystyczną, która należy do zdelegalizowanej w Turcji separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy