Reklama

Reklama

Turcja: Dziennikarze oskarżeni o szpiegostwo. Grozi im dożywocie

W piątek przed sądem w Stambule rozpoczął się proces dwóch dziennikarzy krytycznego wobec władz Turcji dziennika "Cumhuriyet". Sąd postanowił, że z powodów "bezpieczeństwa narodowego" posiedzenia będą się odbywały za zamkniętymi drzwiami.

Redaktor naczelny gazety Can Dundar i szef oddziału gazety w Ankarze Erdem Gul są oskarżeni m.in. o szpiegostwo i zdradę tajemnic państwowych. Dziennikarze twierdzą, że są niewinni. Grozi im dożywocie.

Test dla wolności prasy

Reklama

Ich zwolennicy twierdzą, że proces jest ważnym testem dla wolności prasy w kraju, który jest coraz częściej krytykowany za granicą za ograniczanie swobody wypowiedzi.

Dundara i Gula przed sądem powitało ok. 200 zwolenników: koledzy z redakcji, opozycyjni deputowani i mieszkańcy Stambułu. Niektórzy wykrzykiwali: "Nie uda się wam uciszyć wolności prasy!".

Prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem, by proces toczył się zamkniętymi drzwiami. Sąd zgodził się, a obserwator organizacji praw człowieka Human Rights Watch nazwał tę decyzję "parodią sprawiedliwości".

Tuż przed rozpoczęciem procesu Dundar powiedział, że rząd próbuje zastraszać tureckich dziennikarzy. "Dochodzi do prób aresztowania wszystkich przedstawicieli tej profesji. Władze próbują stworzyć mechanizm autocenzury i budować coraz większe imperium strachu" - ocenił.

Pod koniec lutego Dundar i Gul zostali wypuszczeni z aresztu w Stambule, gdzie spędzili ponad 90 dni. Wcześniej turecki Trybunał Konstytucyjny, jedna z ostatnich instytucji jeszcze niekontrolowanych przez rządzącą partię, orzekł, iż ich aresztowanie odbyło się z naruszeniem prawa.

Władze zarzucają Dundarowi i Gulowi ujawnianie tajemnic państwowych "w celach szpiegowskich", usiłowanie obalenia tureckiego rządu przemocą i wspieranie "zbrojnej organizacji terrorystycznej" w związku z opublikowaniem przez "Cumhuriyet" informacji o dostarczaniu przez Turcję broni bojownikom w Syrii.

W maju 2015 roku "Cumhuriyet" opublikował długi artykuł, a także zdjęcia i nagranie wideo - jak poinformowano - tureckich ciężarówek wiozących broń i amunicję do Syrii. Materiały, mające pochodzić z 2014 roku, pokazywały funkcjonariuszy żandarmerii i policji otwierających naczepy ciężarówek. Pojazdy miały dostarczać broń islamistycznym rebeliantom w Syrii.

Turecki rząd zaprzecza, jakoby udzielał takiego wsparcia, i powtarza, że w konwoju znajdowała się pomoc dla tureckojęzycznej ludności w Syrii.

List otwarty do szefa rządu

W czwartek kilkunastu znanych pisarzy opublikowało list otwarty do premiera Ahmeta Davutoglu, wzywając rząd do wycofania zarzutów wobec dziennikarzy. "Jesteśmy przekonani, że Canowi Dundarowi i Erdemowi Gulowi grozi dożywocie za uzasadnione wykonywanie pracy dziennikarskiej" - napisano. W liście pisarze wyrazili obawy z powodu "narastającego klimatu strachu i cenzury w Turcji, a także dławienia krytycznych głosów".

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarzy złożył osobiście prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, a także szef tajnych służb Hakan Fidan. Erdogan ocenił publikację nagrania przez "Cumhuriyet" za zdradę, a w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że Dundar "będzie musiał zapłacić za to wysoką cenę".

Aresztowanie Dundara i Gula spotkało się z potępieniem społeczności międzynarodowej. O uwolnienie dziennikarzy apelowała m.in. organizacja Reporterzy bez Granic.

Na początku marca na podstawie nakazu sądowego tureckie władze przejęły "Zaman", dziennik o największym nakładzie w kraju, i jego anglojęzyczne wydanie "Today's Zaman", usuwając szefostwo i umieszczając w redakcji trzech wybranych przez sąd zarządców. Gazeta jest powiązana z ruchem Hizmet muzułmańskiego duchownego Fethullaha Gulena, który jest wrogiem Erdogana.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy