Reklama

Reklama

Tragiczna śmierć Ramana Bandarenki. Głos zabrał Alaksandr Łukaszenka

Po śmierci Ramana Bandarenki, który zmarł w wyniku obrażeń odniesionych podczas zatrzymania na proteście przeciwko Alaksandrowi Łukaszence, na ulicach Białorusi doszło do akcji solidarności. Głos zabrał również sam Łukaszenka.

W środę (13 listopada) wieczorem na znanym z protestów przeciw Łukaszence osiedlu Mińska, nazywanym potocznie Placem Przemian, zamaskowani mężczyźni zaczęli zdejmować wywieszone biało-czerwono-białe flagi używane przez środowiska opozycyjne. Kiedy 31-letni Bandarenka coś do nich powiedział, został mocno popchnięty przez jednego z nich, a potem biło go już dwóch mężczyzn. W końcu wsadzono go do mikrobusa i zawieziono na komisariat. Półtorej godziny później karetka pogotowia zabrała go do szpitala. Gdy trafił na salę operacyjną, był już nieprzytomny. Mimo kilkugodzinnej operacji jego stan się nie poprawił i wieczorem w czwartek zmarł.

Zatrzymania podczas akcji solidarności z Bandarenką

Reklama

W czwartek wieczorem przed ambasadą Białorusi w Kijowie odbyła się kilkudziesięcioosobowa akcja w związku ze śmiercią mężczyzny. Jak relacjonuje Radio Swoboda, zgromadzeni skandowali hasła: "Odejdź!", "Trybunał!".

Do akcji solidarności z pobitym na śmierć doszło też w białoruskich miastach.

O godz. 12 (10 czasu polskiego) w piątek niezależne środowiska ogłosiły minutę milczenia, by upamiętnić zmarłego Bandarenkę. Podczas akcji solidarności tworzono w różnych miejscach żywe łańcuchy.

Według "Naszej Niwy" na głównej ulicy Mińska, prospekcie Niepodległości, zatrzymano kilka osób. Doszło też do zatrzymania czterech osób podczas podobnej akcji w Brześciu. Jedną osobę zatrzymano w Słucku.

UE grozi nałożeniem nowych sankcji na Białoruś

Jak napisał w piątkowym (13 listopada) oświadczeniu rzecznik szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, 31-letni Bandarenka zmarł po kilkugodzinnej operacji w szpitalu w Mińsku z powodu poważnych obrażeń "spowodowanych według doniesień brutalnością ubranych po cywilnemu policjantów".

"To skandaliczny i haniebny skutek działań władz białoruskich, które nie tylko bezpośrednio i brutalnie przeprowadziły represje wobec własnej ludności, ale także stworzyły środowisko, w którym mogą mieć miejsce takie bezprawne, brutalne akty, ignorując tym samym nie tylko prawa i wolności narodu białoruskiego, lecz także lekceważenie jego życia" - wskazał rzecznik.

Dodał, że Unia Europejska składa najgłębsze kondolencje rodzinie i przyjaciołom Ramana Bandarenki.

"Oczekujemy, że władze zaprzestaną przemocy i prześladowań, natychmiast i bezwarunkowo uwolnią wszystkie arbitralnie przetrzymywane osoby, w tym więźniów politycznych, a także zbadają w pełni i przejrzyście wszystkie przypadki łamania i nadużycia praw człowieka oraz pociągną do odpowiedzialności winnych. Unia Europejska nałożyła już sankcje na 55 osób odpowiedzialnych za brutalne represje oraz zastraszanie i jest gotowa nałożyć dodatkowe sankcje" - podsumował rzecznik.

Reakcja MSZ Ukrainy

"Ukraina jest solidarna z UE w potępieniu przemocy i represji białoruskiej władzy, które doprowadziły do śmierci Ramana Bandarenki" - napisało na Twitterze w piątek MSZ Ukrainy. 

Ministerstwo spraw zagranicznych w Kijowie dodało, że zabójcy powinni zostać ukarani, a ci, którzy ich "kryją", powinni zostać potępieni przez cały demokratyczny świat. Złożono także kondolencje bliskim Bandarenki.

Łukaszenka: Współczuję rodzicom

Głos w sprawie zabrał także Alaksandr Łukaszenka. Oświadczył, że współczuje rodzicom Bandarenki.

"Szczerze współczuję rodzicom. To źle, jeśli człowiek traci życie, a tym bardziej młody człowiek" - powiedział Łukaszenka podczas wywiadu z białoruskimi i zagranicznymi mediami. Słowa te przytoczył zbliżony do Łukaszenki kanał Telegramu "Puł Pierwogo".

Łukaszenka oświadczył, że interesował się przebiegiem śledztwa i uprzedził Komitet Śledczy, że "ten problem będzie się rozkręcać".

"A dziś rano, ponieważ wszyscy zaczęli po raz kolejny oskarżać milicję, zadzwoniłem do prokuratora generalnego (Alaksandra) Szwieda i powiedziałem: weźcie tę sprawę pod ściślejszą kontrolę, żeby potem nie było, że milicja i Komitet Śledczy sami prowadzili śledztwo" - zaznaczył.

Ustalenia śledztwa, a wyniki badań

Białoruski Komitet Śledczy powiadomił w piątek, że są badane okoliczności śmierci Bandarenki. Według ustaleń śledztwa w środę milicja otrzymała zgłoszenie, że w Mińsku doszło do bijatyki między "agresywnie nastawionym mieszkańcami wieszającymi wstęgi" a osobami, które je zdejmowały. "Przybyli na miejsce funkcjonariusze milicji znaleźli mężczyznę z obrażeniami ciała i oznakami odurzenia alkoholem" - twierdzi komitet.

W odpowiedzi na komunikat Komitetu lekarze pogotowia ratunkowego opublikowali na kanale Telegramu "Białe Chałaty" kartę wypisową Bandarenki, w której napisano, że miał "0 proc. alkoholu we krwi".

Biskup Jury Kasabucki, który kieruje obecnie Kościołem katolickim na Białorusi w związku z niewpuszczeniem do kraju jego zwierzchnika abp. Tadeusza Kondrusiewicza, zapowiedział, że w piątek wieczorem w kościele śś. Szymona i Heleny w Mińsku odbędzie się msza upamiętniająca Bandarenkę.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje