Reklama

Reklama

Tajlandia: Żołnierz otworzył ogień do cywilów, nie żyje co najmniej 20 osób

Podczas szturmu połączonych sił policji i wojska na centrum handlowe w tajskim mieście Nakhon Ratchasima uwolniono kilkaset osób, ale nie udało się unieszkodliwić napastnika, który jest nadal w obiekcie - powiedział rzecznik resortu obrony Kongcheep Tantrawanit. Najnowszy bilans to co najmniej 20 ofiar.

"Nie wiadomo, ilu ludzi jest nadal w środku" - dodał Tantrawanit w rozmowie z agencją Reutera.

Reklama

Lokalna sieć telewizyjna Amarin pokazała ludzi uciekających grupami z centrum handlowego.

Według najnowszego bilansu napastnik, którego policja zidentyfikowała jako sierżanta Jakapantha Thommę, zabił 20 osób. Do strzelaniny doszło w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii położonym około 250 km od Bangkoku w północno-wschodniej części kraju.

Agencje podają sprzeczne informacje dotyczące przebiegu zdarzeń. Wiadomo jedynie, że ponad siedem godzin po rozpoczęciu około godz. 15.30 czasu lokalnego (godz. 9.30 czasu polskiego) strzelaniny nadal trwa obława na żołnierza.

Do masakry doszło w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii, znanym też jako Korat i położonym około 250 km od Bangkoku w północno-wschodniej części kraju.

Strzelał do ludzi na ulicach

Według jednych relacji, żołnierz najpierw zastrzelił dwie lub trzy osoby, z którymi się pokłócił, potem udał się do bazy wojskowej, gdzie zdobył nową broń, prawdopodobnie karabin maszynowy, ukradł samochód i zastrzelił kolejne osoby.

Inna wersja zdarzeń mówi, że żołnierz zastrzelił swego dowódcę, a przyczyną tragedii miał być konflikt między nim a przełożonym.

Następnie sierżant, jadąc przez miasto, strzelał do ludzi, a potem dotarł do popularnego centrum handlowego Terminal 21, gdzie - według mediów społecznościowych - doszło najpierw do strzelaniny na parkingu, a potem wewnątrz obiektu.

Blokada miasta

Nie ma informacji o zakładnikach, których żołnierz miał wziąć w centrum handlowym. Agencja TASS podała wcześniej, powołując się na tajską agencję TNA, że zabójca przetrzymuje ich na trzecim piętrze tego kompleksu.

Według AFP, lokalne władze zamknęły całą dzielnicę handlową miasta, inne agencje piszą o zablokowaniu ulic wokół centrum handlowego.

Transmitował masakrę w sieci

Żołnierz przed i po rozpoczęciu strzelaniny zamieszczał na swoim profilu na Facebooku zdjęcia i wpisy. Najpierw napisał: "Śmierć jest nieunikniona dla wszystkich", a już w trakcie masakry: "Czy mam się poddać?".

Konto na Facebooku zniknęło po pewnym czasie, a następnie władze serwisu społecznościowego poinformowały, że zostało usunięte ze względu na zamieszczane na nim treści. Facebook dodał w komunikacie, że będzie też "usuwał wszelkie wpisy związane z atakiem".

Nieznane motywy

Rzecznik ministerstwa obrony Kongcheep Tantrawanit powiedział dziennikarzom, że na razie nikt nie wie, jakie były motywy sierżanta. "Wygląda na to, że oszalał" - dodał.

Reuters podaje, że pewnej grupie ludzi, którzy robili zakupy w popularnym centrum handlowym Terminal 21, gdy dotarł tam zabójca i zaczął strzelać, udało się uciec.

Dowódca sił zbrojnych Tajlandii Apirat Kongsompong nakazał dowódcom lokalnym natychmiastowe skierowanie żołnierzy na miejsce masakry oraz wszczęcie śledztwa.

Premier Prayut Chan-ocha złożył kondolencje rodzinom ofiar strzelaniny i zaapelował do służb bezpieczeństwa o jak najszybsze unieszkodliwienie napastnika.

Agencje podkreślają, że choć Tajlandia należy do najbardziej uzbrojonych krajów świata, to bardzo rzadko dochodzi tam do takich incydentów, a zwłaszcza do ataków, w których cywile padają ofiarami wojskowych. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje