Reklama

Reklama

Szokujący raport Holenderki na temat śmierci 63 uchodźców z Libii

Podnosili do góry martwe dzieci, żeby zwrócić na siebie uwagę okrętów NATO. Bez rezultatu. Sojusz rok temu nie pomógł konającym uchodźcom z Libii na Morzu Śródziemnym. Tak wynika ze wstrząsającego raportu, który przedstawiła holenderska deputowana ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Tineke Strik.

Statek wypłynął z Trypolisu 26 marca 2011 roku. Nie załadowano wystarczających zapasów wody i jedzenia, by zmieściło się na niego jak najwięcej osób. Na pokładzie było 50 mężczyzn, 20 kobiet i dwoje małych dzieci. Byli to uchodźcy z Erytrei, Etiopii, Nigerii i Sudanu.

Reklama

Po 18 godzinach zabrakło paliwa, szybko zaczęły kończyć się jedzenie i woda. Kapitan apelował o pomoc przez telefon satelitarny. Pojawił się helikopter NATO, który zrzucił trochę sucharów i małe butelki z wodą, ale więcej się nie pojawił. Zdaniem świadków, śmigłowiec prawdopodobnie należał do Włoch.

Dramat na morzu

Mijały kolejne dni. Pierwsze osoby zaczęły umierać z głodu i pragnienia. NATO znało położenie statku. W pobliżu uchodźców płynęły kolejno dwa okręty wojenne (prawdopodobnie jeden należał do Hiszpanii). Wyczerpani uchodźcy podnosili do góry martwe dzieci, by zwrócić na siebie uwagę, ale natowski okręt odpłynął. Ci, którzy jeszcze żyli, pili własny mocz wymieszany z pastą do zębów. Jedna z kobiet w panice rzuciła się do morza. Ludzi ogarniało szaleństwo, część piła morską wodę. Obok przepłynęły kutry rybackie, ale także nie pomogły konającym.

Po dwóch tygodniach dryfowania po morzu statek przybił z powrotem do brzegu Libii. Z 72 pasażerów przeżyło tylko 9. Holenderska posłanka osobiście rozmawiała z czterema z nich, a od reszty otrzymała świadectwa na piśmie.

Śmierci 63 osób można było uniknąć

Strik przeprowadziła własne śledztwo. Teraz w imieniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy domaga się od NATO i krajów zaangażowanych w wojnę w Libii rozliczenia. Żąda wyjaśnienia, dlaczego NATO, wiedząc o tragicznym położeniu uchodźców, nie pomogło im. Jest przekonana, że śmierci 63 osób można było uniknąć. Jej zdaniem, zawinili ludzie, prawo i instytucje.

"Nie nawiązaliśmy kontaktu z tym statkiem". Oświadczenie NATO:

"Śmierć uchodźców na Morzu Śródziemnym pod koniec marca ubiegłego roku była bardzo tragicznym incydentem. Aby ustalić, co się stało, NATO przekazało znaczącą ilość informacji Radzie Europy" - napisały władze Sojuszu w oświadczeniu przesłanym RMF FM.

"Wszystkie siły pod dowództwem NATO są w pełni świadome swoich obowiązków wynikających z prawa morskiego. W dniu 27 marca otrzymaliśmy ogólne zawiadomienie od władz włoskich o małej łodzi, prawdopodobnie będącej w trudnej sytuacji. Informacja ta została wysłana do wszystkich natowskich okrętów zgodnie ze zwykłą praktyką. Nie posiadamy jednak zapisów z żadnego samolotu lub okrętu NATO, świadczącego o tym, że widziano ten konkretny statek lub nawiązano z nim kontakt. NATO prowadziło inne operacje ratownicze w tym rejonie i uratowało setki ludzi" - czytamy w komunikacie NATO.

"W zeszłym roku statki i samoloty NATO bezpośrednio pomogły w ratowaniu ponad 600 osób i pomagały koordynować ratowanie wielu innych. Przez cały czas niezwłocznie zawiadamialiśmy odpowiednie krajowe straże przybrzeżne, a także Międzynarodową Organizację ds. Migracji i Urząd Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców" - dodaje Sojusz.

W zeszłym roku na Morzu Śródziemnym zginęło co najmniej 1500 uchodźców. Jest to liczba zidentyfikowanych ofiar. Tych, o których nigdy się nie dowiemy, jest z pewnością o wiele więcej.

Katarzyna Szymańska-Borginon

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy