Reklama

Reklama

Szkotom referendum się opłaciło. Londyn ustępuje

Samodzielność autonomicznego rządu Szkocji w sprawach socjalnych zostanie zwiększona, a z zakresu jego uprawnień wyłączony będzie tylko system emerytalny - zasygnalizował w czwartek w Izbie Gmin David Cameron.

Brytyjski premier dał do zrozumienia, że poprze zalecenia z raportu lorda Smitha na temat przyszłości unii Anglii i Szkocji, które będą oficjalnie znane w przyszłym tygodniu. Rząd zlecił przygotowanie raportu po szkockim referendum niepodległościowym z 18 września, w którym 44,7 proc. głosujących  opowiedziało się za wyjściem ze Zjednoczonego Królestwa.

Tym samym zapomogi mieszkaniowe i zasiłki dla bezrobotnych mogłyby być inne w Anglii i Szkocji.

Reklama

Umowa trzech

W przededniu referendum niepodległościowego w Szkocji zaniepokojeni możliwością sukcesu nacjonalistów liderzy trzech największych brytyjskich partii politycznych - stojący na czele konserwatystów premier David Cameron, przewodniczący opozycyjnej Partii Pracy Ed Miliband i przywódca współrządzących Liberalnych Demokratów Nick Clegg - podpisali się wspólnie pod zobowiązaniem zdecentralizowania rządzenia państwem oraz zwiększenia samodzielności Szkocji m.in. w sferze socjalnej i fiskalnej.

Złożony ze 129 deputowanych szkocki parlament w Edynburgu (Holyrood) nie może obecnie decydować w sprawach polityki zagranicznej, obronnej, socjalnej ani fiskalnej.

Liderzy trzech partii opowiedzieli się także za przekształceniem szkockiego parlamentu w instytucję trwałą. Obecnie jego prerogatywy są delegowane przez parlament brytyjski co teoretycznie oznacza, że mogą mu zostać odebrane.

Nierówności między posłami

Wypowiadając się na posiedzeniu komisji parlamentarnej Cameron zasugerował też, że posłowie Izby Gmin reprezentujący okręgi wyborcze w Anglii uzyskaliby prawo weta w stosunku do ustaw mających zastosowanie tylko do Anglii, gdzie mieszka 83 proc. ludności Zjednoczonego Królestwa.

Celem tej propozycji jest usunięcie dysproporcji między Anglią, która nie ma osobnego regionalnego parlamentu, a Szkocją, która ma go od 1999 roku, jak też rozwiązanie konstytucyjnego dylematu polegającego na tym, że 59 posłów reprezentujących szkockie okręgi w Izbie Gmin ma prawo głosu w kwestiach dotyczących tylko Anglii (bądź tylko Anglii i Walii), a porównywalnego prawa wobec Szkocji nie mają posłowie reprezentujący okręgi angielskie i  walijskie.

W myśl propozycji Camerona ustawa dotycząca wyłącznie Anglii nie mogłaby zostać uchwalona przez większość parlamentarną obejmującą posłów ze Szkocji, gdyby ponad połowa deputowanych wybranych w okręgach angielskich była jej przeciwna.

- Tam, gdzie ustawa ma wyraźny i odrębny efekt w odniesieniu do Anglii, tam wymagana byłaby zgoda posłów Izby Gmin reprezentujących okręgi angielskie - zaznaczył Cameron.

Anglia dla Anglików?

Sprawa rozstrzygania o "angielskich ustawach głosami angielskich posłów" jest kontrowersyjna politycznie i budzi zastrzeżenia rzeczoznawców konstytucyjnych. Opozycyjna Partia Pracy twierdzi, że skutkiem wyodrębnienia "parlamentu dla Anglii" byłoby wyłonienie w ramach Izby Gmin dwóch kategorii posłów o różnych prawach i odmiennym ciężarze głosów.

Zastrzeżenia budzą też sugestie przyznania autonomicznemu rządowi Szkocji możliwości modyfikowania stawek podatkowych i nakładania własnych podatków.

Brytyjski premier sprzeciwił się jednocześnie wznawianiu dyskusji nad tzw. formułą Barnetta regulującą transfery środków z budżetu centralnego na cele socjalne do Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. W ocenie krytyków tego mechanizmu uprzywilejowuje on Szkocję.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje