Reklama

Reklama

​Szef FBI broni decyzji o nieoskarżaniu Clinton ws. skandalu z mejlami

Dyrektor FBI James Comey bronił w czwartek przed komisją Kongresu USA swego zalecenia, by nie postawić kryminalnych zarzutów Hillary Clinton w związku z używaniem przez nią prywatnego serwera mejlowego w okresie, gdy pełniła stanowisko sekretarza stanu.

Zgodnie z decyzją Comeya prokurator generalna Loretta Lynch oświadczyła potem, że Clinton nie będzie oskarżona o przestępstwo. Lynch - mianowana na swoje stanowisko przez prezydenta Baracka Obamę - wcześniej zapowiedziała, że swoje orzeczenie uzależni od rekomendacji FBI.

Reklama

Comey składał wyjaśnienia przed kierowaną przez Republikanów Komisją Kontroli Rządu Izby Reprezentantów. Kongresmani z tej partii pytali szefa FBI, dlaczego wykluczył oskarżenie Clinton, skoro na środowej konferencji prasowej przyznał, że kandydatka Partii Demokratycznej w tegorocznych wyborach, używając prywatnego adresu mejlowego, naruszyła reguły postępowania w dyplomacji i - tłumacząc się z tego - wielokrotnie mijała się z prawdą.

Przed komisją Comey oświadczył jednak, że Clinton "nie złamała prawa" i że nie ma wystarczających powodów, by oskarżyć ją o popełnienie przestępstwa.

Zapytany przez republikańskiego kongresmana Jasona Chaffetza, czy Clinton "kłamała pod przysięgą", zeznając w FBI w poprzednią sobotę w sprawie mejli, Comey odpowiedział: "Nie mamy podstaw, by sądzić, że kłamała".

Inny kongresman Trey Gowdy, przewodniczący komisji badającej sprawę ataku na konsulat USA w Benghazi w 2012 r., zapytał, czy jest prawdą, że Clinton, jak sama utrzymywała, nie wysłała nigdy mejlem informacji stanowiących tajemnicę państwową. Szef FBI odpowiedział na to: "Wśród jej mejli były tajne informacje".

Sztab kampanii Clinton twierdzi, że niemal wszystkie te mejle zostały zakwalifikowane jako "tajne" dopiero po fakcie, a nie wtedy, gdy sekretarz stanu wysyłała je z prywatnego serwera.

Republikanie podkreślają, że do mejli Clinton - gorzej zabezpieczonych niż te, które wysyła się ze służbowego serwera Departamentu Stanu - mogli się włamać hakerzy działający na polecenie rządów Chin lub Rosji.

Zwrócił na to uwagę m.in. niemal pewny kandydat Republikanów na prezydenta Donald Trump, dla którego sprawa mejli stała się kolejnym pretekstem do piętnowania rywalki jako "oszukańczej Hillary".

W Waszyngtonie panuje przekonanie, że mimo decyzji Comeya sprawa mejli będzie jednym z głównych tematów personalnych ataków na kandydatkę Demokratów w kampanii prezydenckiej.

W czwartek republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan skrytykował prokurator Lynch za decyzję nie stawiania zarzutów Clinton. Jak powiedział, "nie daje się tego wytłumaczyć" i zalecił, żeby kandydatki Demokratów nie wpuszczać na briefingi wywiadu, "zważywszy na to jak lekkomyślnie postępowała ona z tego typu informacjami".

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje