Reklama

Reklama

Syria: Rebelianci zaatakowali pozycje sił rządowych. Zginęło co najmniej 20 napastników

Ugrupowania rebelianckie atakowały w czwartek kilka pozycji pozostających w rękach syryjskiego rządu w prowincji Hama. Według dowódcy rebeliantów to ich największa ofensywa od porozumienia o rozejmie, które weszło w życie prawie dwa tygodnie temu.

Napływają sprzeczne relacje dotyczące przebiegu ataku i jego skutków.

Reklama

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że był on nieudany, a zginęło co najmniej 20 napastników, których określono jako islamistów; w ich szeregach mieli być zagraniczni bojownicy.

Z kolei dowódca stowarzyszonego z Wolną Armią Syryjską ugrupowania, Fares al-Bajusz, poinformował, że autorami ataków były "lokalne grupy". Nazwał ofensywę odpowiedzią na "naruszenia ze strony reżimu" i przekazał, że zajęto dwie pozycje należące do sił prezydenta Baszara el-Asada.

Natomiast syryjska telewizja państwowa przekazała, że ataku dokonał sprzymierzony z Al-Kaidą Front al-Nusra. Według tego źródła zginęło ok. 70 bojowników.

Zarówno Front al-Nusra, jak i Państwo Islamskie nie zostały uwzględnione w wynegocjowanym przez USA i Rosję rozejmie, który dopuszcza kontynuowanie operacji przeciwko tym organizacjom przez siły syryjskiego reżimu, rosyjskie lotnictwo i dowodzoną przez USA koalicję.

Kruchy rozejm w Syrii obowiązuje od 27 lutego. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini oceniła we wtorek, że zawieszenie broni jest generalnie przestrzegane. Jak dodała, po raz pierwszy od pięciu lat w wielu miejscach Syrii panuje względny spokój.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje