Reklama

Reklama

​Symbolem protestów w Tajlandii stały się żółte dmuchane kaczki

Od kilku miesięcy Tajowie biorą udział w masowych antyrządowych demonstracjach, którym przewodzą studenci. Odpowiedź policji jest brutalna. We wtorek (17 listopada) po raz pierwszy na protestach pojawiły się żółte dmuchane kaczki. Protestujący zasłaniali się nimi przed uderzeniami armatek wodnych.

We wtorek demonstranci próbowali ominąć betonowe barykady i zebrać się przed siedzibą parlamentu w Bangkoku. Spotkali się z reakcją policji, którą organizacje walczące o prawa człowieka uznały za zbyt ostrą. Protestujący, wzywający do reform demokratycznych, w tym ograniczenia władzy i bezkarności monarchii, byli wielokrotnie ostrzeliwani gazem łzawiącym i armatką wodną. Jak wynika z obserwacji demonstrantów, niektóre strumienie wody zawierały drażniące chemikalia i barwnik.

Reklama

Pośród tego chaosu kolekcja gigantycznych kaczek, początkowo przyniesiona na protest jako żart, została szybko zmieniona na tarcze. Od tego czasu wściekle żółte nadmuchiwane kaczki uznawane są za bohaterów ruchu.

- Są teraz jak maskotka. Widziałam, jak są używane jako tarcze. Może nie są tak silne, ale są dobrym pomysłem - stwierdziła w rozmowie z Reutersem 27-letnia protestująca o imieniu Earn.

Media społecznościowe w Tajlandii zalała fala zdjęć ze starć z policją, na których widać, jak uczestnicy protestów zasłaniają się wielkimi kaczkami przed armatkami wodnymi. Obok tego pojawiły się też fotografie ukazujące obraz "po bitwie" - zmaltretowane kaczki, sflaczałe i pokryte fioletowym barwnikiem z armatek wodnych.

"Przestańcie nękać kaczki"

Na kolejnym proteście demonstranci mieli już transparenty wychwalające odwagę kaczek, a same dmuchane zabawki nieśli nad głowami, maszerując w stronę siedziby królewskiej policji. Jedno z haseł brzmiało "Przestańcie nękać ludzi i dmuchane kaczki" - informuje "The Guardian". W sieci pojawiły się także memy ukazujące dmuchane kaczki, jako muskularnych wojowników. 

- Gdyby policja nie strzelała do nas z armatek wodnych, nie musielibyśmy ich używać jako tarczy - podkreśliła w rozmowie z Reutersem protestująca o imieniu Wim.

Jak podaje agencja, tajska policja nie odpowiedziała na prośbę o komentarz w sprawie wykorzystania kaczek.

Protesty rozpoczęły się w lipcu i zmierzają do usunięcia premiera Prayutha Chan-ochy - byłego przywódcy wojskowej junty, zmiany konstytucji i ograniczenia uprawnień króla Maha Vajiralongkorna, który znany jest przede wszystkim z rozlicznych skandali. 

Premier Tajlandii zapowiedział w czwartek (20 listopada), że wykorzysta wszystkie przepisy prawa przeciwko uczestnikom protestów, wzywających go do ustąpienia. Jak podkreślają analitycy, młodzi demonstranci używają między innymi właśnie kpiny i sztuki jako narzędzi walki o swoje postulaty.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje