Reklama

Reklama

Swiatłana Cichanouska: Jesteśmy gotowi do rozmów z rządem

- Tak, jak było wcześniej, już nie będzie. Ludzie się obudzili, zmienili sposób myślenia. Już nie wierzą, nie ufają obecnym władzom - stwierdziła Swiatłana Cichanouska w wywiadzie dla TVP Info. - Jesteśmy gotowi do rozmów z rządem - zadeklarowała.

Swiatłana Cichanouska, białoruska opozycjonistka, główna kontrkandydatka Alaksandra Łukaszenki w niedawnych wyborach prezydenckich, udzieliła wywiadu Arlecie Bojke z TVP Info.

Reklama

Cichanouska opowiedziała o tym, jak znalazła się w polityce. Zaczęło się od jej męża, Siergieja, wideoblogera i prodemokratycznego aktywistY, aresztowanego dwa dni po tym, jak ogłosił chęć kandydowania w wyborach prezydenckich na Białorusi. "To była decyzja mojego męża, by się zaangażować. Moją zaś decyzją było wspierać męża. Nie jako polityka, nie jako blogera, ale jako męża. Dlatego zdecydowałam się złożyć za niego dokumenty i wziąć udział w wyborach" - powiedziała.

Cichanouska była pytana o to, czy podtrzymuje swoją wizję Białorusi, którą przedstawiała w kampanii wyborczej. "Tak. Po pierwsze, Białoruś musi być bezpieczna, a ludzie nie mogą się martwić, że zostaną aresztowani na ulicach" - podkreśliła.

A czy mąż, Sergiej, miał przeczucie, że zostanie aresztowany. Czy przygotował na to swoją żonę? - pytała Arleta Bojke. "Nie, nie podejrzewał tego. W końcu nie robił nic, za co można go wsadzić do więzienia" - stwierdziła Cichanouska.

"Córce mówię, że tata jest w delegacji"

W wywiadzie rozmawiano także o dzieciach Cichanouskich - czteroletniej córce i dziesięcioletnim synu. Jak Swiatłana tłumaczy im sytuację, w jakiej znalazła się rodzina? "Póki co znajduję odpowiednie słowa. Córeczka jest jeszcze mała. Mówię jej, że tata jest w delegacji. Rysujemy dla niego rysunki" - powiedziała. Jak dodała, syn - już starszy -  wie, co dzieje się na Białorusi, ogląda telewizję. "Ale nie widział filmów pokazujących brutalne sceny. Widział natomiast te wielotysięczne demonstracje. Mówi: mamo, na Białorusi jest takie wielkie święto. Co to za święto?" - opowiadała Cichanouska. 

"Lekko nie będzie"

"Jesteśmy gotowi do rozmów z rządem" - zadeklarowała. Pytana, czy podałaby rękę Alaksandrowi Łukaszence, na chwilę zamilkła. Potem zapytała, czy może na to nie odpowiadać. Podkreśliła natomiast, że obecny prezydent jest obywatelem Białorusi i nikt nie będzie go zmuszał do wyjazdu z kraju.

"Zdajemy sobie sprawę, że lekko nie będzie. (...). Ale znamy też białoruski naród, potrafimy pracować, rezygnować z osobistych celów dla kraju. Naszym celem jest, by Białoruś była bezpieczna, miała dobre kontakty z zagranicą i się rozwijała" - podkreśliła.

Zobacz też: Dziesiątki tysięcy ludzi na proteście w centrum Mińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy