Reklama

Reklama

"Świadoma prowokacja". Kreml o incydencie z udziałem brytyjskiego okrętu na Morzu Czarnym

Incydent na Morzu Czarnym z udziałem brytyjskiego niszczyciela HMS Defender był świadomie przygotowaną prowokacją - oświadczył w czwartek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Zapowiedział, że armia rosyjska będzie zajmować "dość twardą postawę wobec tego rodzaju prowokacji". Pieskow zapewnił przy tym, że Moskwa podejmie niezbędne kroki dyplomatyczne.

Uważamy, że brytyjski niszczyciel przeprowadził prowokację. Co więcej, wyrażamy ubolewanie w związku z tym, że była to prowokacja świadoma, przygotowana świadomie" - powiedział Pieskow na codziennym briefingu dla prasy.

Rosja - dodał - uważa takie działania za "niedopuszczalne i sprzeczne z prawem międzynarodowym", a jej siły zbrojne również w przyszłości zajmować będą "dość twardą postawę wobec tego rodzaju prowokacji".

"Prowokacyjne działania"

Rzecznik Kremla odmówił odpowiedzi na pytanie, czy Rosja może po tym incydencie uznać Wielką Brytanię za rywala czy przeciwnika. Zaznaczył, że nic nie wie na temat inicjatywy, by umieścić Wielką Brytanię na tworzonej od niedawna przez Rosję liście "państw nieprzyjaznych". O takim pomyśle mówił przedstawiciel władz Rosji na anektowanym Krymie Gieorgij Muradow.

Reklama

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa zapowiedziała w czwartek, że ambasador W. Brytanii Deborah Bronnert zostanie wezwana do tego resortu w związku z incydentem.

Wiceszef MSZ Rosji Siergiej Riabkow oświadczył w czwartek, że bezpieczeństwo Rosji jest priorytetem i ostrzegł "wszystkich, którzy pod hasłami swobody żeglugi" dopuszczają się "naruszenia granic państwowych Rosji" przed tego rodzaju "prowokacyjnymi działaniami".

- Możemy apelować do ich zdrowego rozsądku, żądać respektowania prawa międzynarodowego, a jeśli to nie pomoże - możemy ostrzeliwać. I to nie tylko ich kurs, ale i cel - jeśli koledzy nie rozumieją - oznajmił Riabkow.

Samolot zrzucił bomby

Ministerstwo obrony Rosji podało w środę, że rosyjskie okręty patrolowe na Morzu Czarnym oddały strzały ostrzegawcze w kierunku brytyjskiego niszczyciela rakietowego HMS Defender, a samolot zrzucił bomby w jego pobliżu w związku z tym, że miał wpłynąć na wody terytorialne tego kraju. 

Brytyjskie ministerstwo obrony zdementowało później te informacje, oświadczając, że żadnych strzałów ostrzegawczych nie było. Brytyjski rząd podkreślił, że wody wokół Krymu nie są rosyjskimi, lecz ukraińskimi, bo aneksja półwyspu nie została uznana przez społeczność międzynarodową.

Jednak znajdujący się na pokładzie korespondent BBC relacjonował, że okręt był nękany przez rosyjskie wojsko. Jak opisywał Jonathan Beale, nad HMS Defender przeleciało co najmniej 20 samolotów i płynęły za nim dwa okręty straży przybrzeżnej, czasem zbliżając się do niego nawet na odległość 100 metrów.

Systemy uzbrojenia na pokładzie zostały załadowane

Dziennikarz przekazywał, że w momencie, gdy HMS Defender zbliżał się do południowego cypla okupowanego przez Rosję Krymu, jego załoga była już na stanowiskach, a systemy uzbrojenia na pokładzie zostały już załadowane. HMS Defender zamierzał płynąć przez wody terytorialne Krymu, a kapitan podkreślał, że chodziło tylko o bezpieczne przejście przez uznany międzynarodowo szlak żeglugowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje