Reklama

Reklama

Strefa Gazy: Dwie pierwsze ofiary po decyzji Trumpa

Izraelskie lotnictwo przeprowadziło w sobotę nowe ataki na Strefę Gazy w odpowiedzi na wystrzelenie rakiet w kierunku Izraela z tej enklawy. Radykalna organizacja palestyńska Hamas poinformowała, że w nalotach śmierć poniosło jej dwóch bojowników. To pierwsze ofiary konfliktu, który wybuchł na nowo po kontrowersyjnej decyzji Donalda Trumpa, który uznał, że stolicą Izraela jest Jerozolima.

"Izraelskie siły powietrzne przeprowadziły ataki na cztery obiekty należące do organizacji terrorystycznej Hamas w Strefie Gazy: dwa miejsca, w których wytwarzana jest broń, magazyn broni i kompleks wojskowy" - oświadczyła izraelska armia.

Reklama

Według przedstawiciela Hamasu dwóch Palestyńczyków w wieku 28 i 30 lat zostało zabitych w atakach z powietrza na bazę ramienia zbrojnego Hamasu - Brygad Ezedina al-Kasama.

Bojownicy Hamasu wystrzelili w piątek co najmniej trzy rakiety w kierunku izraelskich miast z kontrolowanej przez Hamas Strefy Gazy - podała agencja Reutera. Associated Press precyzuje, że jedna z rakiet uderzyła w mieście Sderot (Sederot) w południowym Izraelu, nie powodując jednak większych zniszczeń, ani ofiar w ludziach.

Izrael twierdzi, że głównie Hamas jest odpowiedzialny za wystrzeliwanie rakiet ze Strefy Gazy, gdzie działa wiele innych zbrojnych grup - zauważa AP.

W piątek siły izraelskie podały, że ich lotnictwo zbombardowało w Strefie Gazy obóz szkoleniowy bojowników palestyńskich, a także skład broni. Naloty były reakcją na wystrzelenie ze Strefy Gazy pocisków rakietowych w stronę izraelskich miast. Według palestyńskiego ministerstwa zdrowia w tych nalotach rannych zostało co najmniej 25 osób, w tym sześcioro dzieci. Agencja AFP pisze w sobotę, że obrażenia odniosło około 15 osób, w tym kobiety i dzieci.

Władze Autonomii Palestyńskiej podały, że w piątek w pobliżu Gazy zginęło dwóch Palestyńczyków "w izraelskim ostrzale"; były to pierwsze ofiary śmiertelne protestów, jakie wybuchły po decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela.

W reakcji na deklarację USA szef Hamasu Ismail Hanije nazwał piątek "dniem gniewu" i początkiem "nowej intifady", czyli palestyńskiego powstania przeciwko Izraelowi.

Tego dnia tysiące Palestyńczyków starły się z izraelskimi siłami bezpieczeństwa na Zachodnim Brzegu Jordanu, w Strefie Gazy i w Jerozolimie Wschodniej. Po piątkowych modłach blisko 2 tys. muzułmańskich wiernych zebrało się na placu wokół meczetu Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie, krzycząc: "Naszą duszą i krwią będziemy bronić Al-Aksy i Jerozolimy". Następnie tłum udał się w stronę bram Starego Miasta, skandując m.in. "Jerozolima jest nasza, Jerozolima jest naszą stolicą".

Starcia wybuchły też w kilkunastu miastach i miasteczkach na Zachodnim Brzegu, choć z mniejszą siłą niż dzień wcześniej.

W środę prezydent Trump oświadczył, że USA uznają Jerozolimę za stolicę Izraela. Poinformował również, że nakazał Departamentowi Stanu przygotowanie przeniesienia amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy. Podkreślił jednocześnie wolę Stanów Zjednoczonych, by pomagać w osiągnięciu porozumienia w konflikcie bliskowschodnim, możliwego do zaakceptowania dla obu stron.

Społeczność międzynarodowa nie uznaje Jerozolimy za stolicę Izraela, prawie 90 ambasad mieści się w Tel Awiwie. Izrael kontroluje Jerozolimę od 1967 roku, gdy w trakcie wojny sześciodniowej zajął wschodnią część miasta. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje