Reklama

Reklama

Steinbrueck prowokuje wyborców z byłej NRD

Kandydat SPD na kanclerza Niemiec Peer Steinbrueck zarzucił kanclerz Angeli Merkel brak entuzjazmu dla integracji europejskiej, tłumacząc ten deficyt jej pochodzeniem z NRD. Mieszkańcy Niemiec wschodnich są oburzeni. To kolejna wpadka lidera socjaldemokratów.

- Steinbrueck pokazał po raz kolejny, że nie tylko nie zna dobrze pani kanclerz, lecz również ludzi w nowych landach i ich historii - powiedziała we wtorek premier Turyngii Christine Lieberknecht. To właśnie mieszkańcy NRD walczyli z pasją o wolność w pokojowej Europie i osiągnęli swój cel - dodała polityk CDU.

Sekretarz generalny CDU Hermann Groehe wezwał Steinbruecka, by przeprosił mieszkańców byłej NRD. Kandydat SPD obraził miliony ludzi w całej Europie Środkowej i Wschodniej - powiedział. Oburzenia z powodu wypowiedzi Steinbruecka nie kryje też opozycyjna Lewica. Były szef Lewicy Lothar Bisky uznał za "bzdurę" opinię, że sprawy europejskie są Merkel obce. "Steinbrueck nie ma pojęcia o Wschodzie" - powiedział Bisky dziennikowi "Tagesspiegel". Obecna szefowa Lewicy Katja Kipping nazwała słowa kandydata SPD wypowiedzią "rodem z zimnej wojny".

Reklama

Podczas wizyty w redakcji "Tagesspiegla" w niedzielę w Berlinie Steinbrueck tłumaczył, że do czasu politycznego zwrotu w latach 1989/1990 proces indywidualnej i politycznej socjalizacji Merkel przebiegał inaczej niż u polityków z RFN, którzy od początku lat 50. uczestniczyli w integracji europejskiej.

Steinbrueck zastrzegł, że nie traktuje tej opinii jak zarzutu, ponieważ Merkel nie miała wpływu na to, czy będzie dojrzewać po wschodniej czy po zachodniej stronie Niemiec i Europy. Zdaniem polityka SPD przeszłość Merkel ma wpływ na jej politykę wobec Europy.

Steinbrueck dodał, że od dawna czeka na programowe przemówienie Merkel, które nie ograniczałoby się do bilansu ostatniego posiedzenia Rady Europejskiej, lecz pokazałoby jej wizję Europy jako "projektu cywilizacyjnego". Zamiast tego Merkel prezentuje się jako "ostatnia obrończyni niemieckich interesów podatkowych" - zauważył krytycznie Steinbrueck. Swoje zastrzeżenia sformułował już w wydanej kilka lat temu książce "Krok za krokiem", napisanej wspólnie z Helmutem Schmidtem.

Od swej nominacji na kanclerza na jesieni zeszłego roku pochodzący z Hamburga Steinbrueck wielokrotnie popełniał gafy, zrażając do siebie wyborców. Za arogancką uznano jego wypowiedź, że nie pija wina kosztującego mniej niż 5 euro. Za niezręczne uznano też jego ocenę, że szefowie rządu w Niemczech zarabiają za mało.

Siedem tygodni przed wyborami sondaże wskazują na ogromną przewagę urzędującej kanclerz nad jej rywalem. Według ankiety "Politbarometer" telewizji ZDF z zeszłego piątku 60 proc. Niemców chce, by Merkel zachowała fotel kanclerza, a tylko 31 proc. widziałoby na tym stanowisku Steinbruecka. Nowy Bundestag zostanie wybrany 22 września.

Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | polityk | Angela Merkel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy