Reklama

Reklama

Starcia armii Azerbejdżanu i Armenii. Już ponad 30 zabitych

​W Górskim Karabachu wciąż słychać strzały. W nocy, z piątku na sobotę, w tym samozwańczym państwie doszło do starć wojsk Armenii i Azerbejdżanu. Oba kraje od kilkudziesięciu lat spierają się o terytorialną przynależność tego regionu. Z najnowszego bilansu wynika, że zginęło 18 żołnierzy armeńskich i 12 po stronie Azerbejdżanu. Każda strona informowała również o ofiarach wśród cywilów.

Górski Karabach to dawna ormiańska autonomia w radzieckim Azerbejdżanie. Po rozpadzie ZSRR separatyści z tego regionu ogłosili niepodległość. Na tym tle doszło do wojny Armenii z Azerbejdżanem, która zakończyła się utworzeniem enklawy kontrolowanej przez armeńskie wojska.

Pracujący przez kilka lat w biurze specjalnego pełnomocnika Unii Europejskiej do spraw sytuacji na Kaukazie Maciej Dachowski tłumaczył Polskiemu Radiu, że miejscowa ludność stworzyła namiastki instytucji demokratycznego państwa. - Wybierają w demokratycznych wyborach prezydenta i parlament, mają rząd z całym szeregiem ministerstw, ale do dziś nikt nie uznał tego państwa - przypomina Maciej Dachowski.

Reklama

Według źródeł w Baku, w nocy z piątku na sobotę, to armeńska armia zaatakowała azerbejdżańskie wojska, stacjonujące w strefie buforowej. Z kolei Erywań obarcza Azerbejdżan winą za wznowienie konfliktu zbrojnego. Według rzecznika samozwańczego prezydenta Górskiego Karabachu Dawida Babajana, wbrew wcześniejszym zapewnieniom w regionie nie ucichły strzały. Z jego wpisu na Twitterze wynika, że w południowej części regionu trwają walki, w których Azerbejdżan ponosi znaczące straty.

Baku i Erywań obwiniają się wzajemnie o rozpoczęcie walk. Ministerstwo obrony Azerbejdżanu twierdzi, że atak rozpoczęła Armenia rzucając do walki artylerię, śmigłowce i czołgi. Natomiast armeński resort obrony przekonuje, że to Azerbejdżan ostrzelał wioski w Górskim Karabachu, używając artylerii i samolotów. Według różnych szacunków, do tej pory w walkach zginęło 18 armeńskich żołnierzy i 12 azerbejdżańskich, a także dwóch cywilów.

Agencja News.am twierdzi, że Erywań przerzucił w rejon konfliktu brygadę wojsk rakietowo-artyleryjskich, wyposażoną między innymi w systemy rakietowe "Toczka-U" i "Smiercz", a także lotnictwo.

Interwencja USA, apelują o powściągliwość

USA ostro potępiły najnowszą eskalację przemocy w konflikcie o Górski Karabach. - Obie strony konfliktu muszą zachować powściągliwość i respektować  rozejm z 1994 roku - oświadczył w sobotę wieczorem czasu lokalnego szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry.

Kerry podkreślił, że konflikt można rozwiązać jedynie przy stole rokowań.

O natychmiastowe zaprzestanie walk i powściągliwość zaapelował w sobotę prezydent Rosji Władimir Putin. Rosyjscy ministrowie spraw zagranicznych i obrony kontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Baku i Erywaniu.

Natychmiastowego przerwania walk zażądał od Azerbejdżanu i Armenii sekretarz generalny ONZ. - Obie strony muszą respektować zawieszenie broni i niezwłocznie podjąć działania w celu uspokojenia sytuacji - oświadczył w sobotę Ban Ki Mun.

Erdogan: Popieramy Azerbejdżan "do końca"

Z kolei turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył w niedzielę, że Turcja popiera w pełni Azerbejdżan w konflikcie z Armenią o ormiańską enklawę Górski Karabach, w rejonie której wybuchły walki między wojskami azerbejdżańskimi i armeńskimi.

- Modlimy się, aby nasi bracia z Azerbejdżanu zatriumfowali przy najmniejszych możliwych stratach - powiedział Erdogan, który przebywa z wizytą w USA. - Będziemy wspierać Azerbejdżan do końca - dodał.

Azerbejdżan i Armenia wzajemnie obwiniają się o złamanie rozejmu, obowiązującego tam od 1994 roku.

Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, u schyłku ZSRR. Starcia przerodziły się w wojnę między już niepodległymi Armenią a Azerbejdżanem. Wojna pochłonęła 30 tys. ofiar śmiertelnych, były setki tysięcy uchodźców. W 1994 roku podpisano zawieszenie broni. Nieuznawana przez świat, związana z Armenią enklawa formalnie wciąż pozostaje częścią Azerbejdżanu.

Turcja jest głównym sojusznikiem władz w Baku

Azerbejdżan często grozi przejęciem kontroli nad Górskim Karabachem siłą i inwestuje znaczne środki w umacnianie swej armii. Z kolei Armenia, sprzymierzona z Rosją, ostrzega, że nie pozostanie bierna, jeśli Górski Karabach zostanie zaatakowany.

Turcja jest głównym sojusznikiem władz w Baku. Pozostaje natomiast w sporze z Armenią na tle oceny masakry Ormian na terenie imperium osmańskiego. Ankara nie zgadza się na określanie jej jako ludobójstwa i uważa to za jeden z epizodów I wojny światowej, w której część ludności ormiańskiej popierała wojska rosyjskie.

Natura i skala tej zbrodni, określanej przez większość historyków jako pierwszy akt ludobójstwa w XX wieku, pozostaje niezmiennie tematem sporu. Szacuje się, że w kampanii, trwającej do końca pierwszej wojny światowej, życie straciło ok. 1-1,5 mln Ormian, a reszta ormiańskiej mniejszości (ok. 3 mln) rozproszyła się po świecie. Według oficjalnej wersji tureckiej od 1915 roku dochodziło do masowych mordów na Ormianach, ale w większości nie były one zamierzone i były "ubocznym skutkiem" deportacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy