Reklama

Reklama

Stan kryzysowy w Wenecji. Dlaczego system ochronny nie został wykorzystany?

Czy specjalny system "ruchomych bram" mógł uchronić Wenecję przed wielką wodą, która zalała miasto i spowodowała ogromne straty? W chwili, gdy wszyscy przygotowują się na kolejną niszczącą falę – mającą nadejść w piątek – pojawiają się pytania, dlaczego śluzy ochronne nie zostały uruchomione. Na razie rząd wprowadził stan kryzysowy.

Teraz jest już spokojniej, woda trochę opadła, ale po środowym uderzeniu mieszkańcy i turyści ciągle nie mogą dojść do siebie. Także dlatego, że coraz bardziej widać szkody, które poczynił żywioł. Trudno je na razie oszacować, zajmie to na pewno dużo czasu. O ile jednak pierwsze szacunki wskazywały na kilkaset milionów euro, teraz już ta liczba zbliża się do miliarda, a to by oznaczało, że szkody w Wenecji byłyby niemal tak ogromne jak po kwietniowym pożarze paryskiej katedry Notre-Dame.

Tak wysokiej wody (tzw. acqua alta) - 187 cm - nie było tam od ponad pół wieku. A to tylko kilka centymetrów mniej od rekordowej powodzi z 1966 roku.

Reklama

Lokalne władze od środy apelują o wsparcie. W czwartek rząd ogłosił stan kryzysowy i przeznaczył 20 mln euro na pierwszą pomoc. Premier Giuseppe Conte podczas pobytu w mieście mówił, że osoby prywatne otrzymają w ramach odszkodowania po 5 tys. euro, natomiast handlowcy i wszyscy ci, którzy prowadzą działalność komercyjną - po 20 tys. euro. Jak przyznał, że sytuacja w mieście jest "dramatyczna".

W centrum zainteresowania pojawił się jednak również system MOSE (MOdulo Sperimentale Elettromeccanico), który powstaje od końca lat 80. ubiegłego wieku i w założeniu ma chronić miasto przed takimi katastrofami jak ostatnia. Składa się z rzędów ruchomych bram - zainstalowanych m.in. przy Lido, wąskim i długim pasie ziemi - które powinny izolować wenecką lagunę od Morza Adriatyckiego podczas przypływów.

Dlaczego jeszcze nie działa i nie został nawet wypróbowany w ostatnich dniach?

Francesco Ossola, który jest szefem projektu, tak tłumaczy: "Harmonogram, który był przewidziany na ten rok, obejmował jedynie testy. Musimy bowiem skalibrować części mechaniczne i oprogramowanie. Kiedy bramy się podnoszą, szczególnie w ekstremalnych warunkach i przy silnie wiejącym wietrze, tak jak wczoraj, fale uderzają bardzo gwałtownie i mogą doprowadzić do ich opuszczania".

Dlatego - twierdzi Ossola - konieczne są jeszcze testy i odpowiednie ustawienia, aby korygować takie sytuacje. "Bez nich ryzyko jest równie duże".

Zapewnia jednak, że system będzie w pełni gotowy do działania za dwa lata, na koniec 2021 roku.

Tymczasem Wenecja przygotowuje się na kolejną falę, już nie tak wielką, ale w piątek woda - według najnowszych prognoz - może osiągnąć poziom 140-150 centymetrów.

RP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy