Reklama

Reklama

Sprawa pastora Brunsona. USA wzywają do jego "niezwłocznego" uwolnienia

Charge d'affaires amerykańskiej ambasady w Turcji Jeffrey Hovelier wezwał we wtorek władze w Ankarze do "niezwłocznego" uwolnienia w "sposób uczciwy i przejrzysty" przetrzymywanego w Turcji amerykańskiego pastora Andrew Brunsona.

Hovelier odwiedził nieco wcześniej Brunsona, który przebywa w areszcie domowym w mieście Izmir. Kilka godzin przed tą wizytą adwokat pastora złożył w sądzie wniosek o uwolnienie go i zniesienie nałożonego na niego zakazu podróży.

Reklama

Charge d’affaires, który rozmawiał z dziennikarzami przed domem Brunsona, dodał, że Waszyngton domaga się również uwolnienia trzech tureckich pracowników amerykańskich placówek dyplomatycznych oraz "niesprawiedliwie zatrzymanych Amerykanów".

Zarzuty pod adresem Brunsona

Waszyngton podkreśla, że zarówno Brunson, jak i pozostałe osoby przetrzymywane są bezpodstawnie. Ankara oskarża pastora o szpiegostwo, wspieranie kurdyjskich separatystów i udział w udaremnionym zamachu stanu z lipca 2016 roku oraz kontakty z siatką mieszkającego w USA tureckiego kaznodziei Fetullaha Gulena, który według tureckich władz stał za nieudanym puczem wojskowym. Podobne zarzuty postawiono Turkom, którzy pracowali w amerykańskich placówkach.

Brunson został aresztowany w Turcji w październiku 2016 roku podczas masowych represji i czystek związanych z próbą puczu. Po 20 miesiącach przetrzymywania w więzieniu Brunson został objęty aresztem domowym. Prokuratura domaga się dla pastora 20 lat więzienia, ale - jak podaje AP - grozi mu nawet do 35 lat kary.

Spór dyplomatyczny o pastora Brunsona przyczynił się do zapaści tureckiej waluty, gdyż USA nałożyły już w związku z nim sankcje na dwóch tureckich ministrów: sprawiedliwości - Abdulhamita Gula i spraw wewnętrznych - Suleymana Soylu oraz podwoiły cła na stal i aluminium.

Bojkot i niepokój

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który ujawnił w niedzielę, że Waszyngton zagroził sankcjami, jeśli Ankara nie uwolni amerykańskiego pastora, we wtorek zapowiedział, że jego kraj będzie bojkotować produkty elektroniczne ze Stanów Zjednoczonych.

Erdogan przekonuje swych wyborców, że niedawne spadki waluty są wynikiem "spisku przeciw Turcji" i wzywa Turków, by sprzedawali euro i dolary, aby wesprzeć turecką lirę.

Turcji grozi recesja w związku z gwałtownym spadkiem notowań liry oraz dwucyfrową inflacją i wysokim zadłużeniem Ankary za granicą. Spadek kursu jest też pochodną obaw inwestorów o narastające napięcia między USA a Turcją, jak i o to, że prezydent Erdogan de facto ograniczył wszelką niezależność banku centralnego Turcji. Źródłem dodatkowych niepokojów jest niedawne mianowanie zięcia prezydenta Berata Albayraka ministrem finansów.

Według AP mimo buńczucznych wystąpień Erdogana inwestorzy poczuli się jednak we wtorek nieco uspokojeni, gdy potwierdzono informację o tym, że doradca prezydenta Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton spotkał się w poniedziałek z tureckim ambasadorem w Waszyngtonie. Kurs liry podniósł się we wtorek o pięć proc. Od początku roku stracił 42 proc., z czego znaczną część w piątek i poniedziałek, kiedy rynki zareagowały na tweet Trumpa z informacją o podwojeniu cła na turecką stal i aluminium. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje